piątek, 18 sierpnia 2017

Psia Szafa

Rok 2016 to rok zakupów. Zostaliśmy oficjalnie maniakami. W 2015 roku jak z internetu to tylko karma, a o zabawkowych nowościach dowiadywałam się z opóźnieniem w recenzjach czy postach z zakupami na innych blogach. A teraz jesteśmy na bieżąco głównie za sprawą niezawodnych maniaków. Szał zakupowy zaczął się mniej więcej w lipcu 2016 roku wcześniej jedyne co mieliśmy to to kupione w zoologicznym (nie licząc karmy) albo ewentualnie na allegro (sledy, amortyzator itp). A teraz po roku możemy pochwalić się całkiem ładą kolekcją.



1. Obroża półzaciskowa różowa od Patrycji - tak samo jak obroża niżej mieści obydwa psy, jednak ta ze względu na kolor należy do Zera. Obydwie to nasze ulubione obroże, bo nie dość, że obydwie półzaciskowe to są najładniejsze. Niestety już nie żyje ;-; ale wytrzymała kilka ładnych miesięcy praktycznie bez ściągania z psa.
2. Obroża półzaciskowa sówki - ta teoretycznie jest Whisky, ale od kiedy rozwaliła się różowa teraz nosi ją Zero, bo ma taką ilość futra, że inne obroże źle na nim wyglądają.
3 4 i 5 - to obroże z sali maja po 2,5 cm, kupowane zawsze przy okazji jakiś większych zakupów od nich. Są całkiem ładne, wytrzymałe, wygodne no i tanie, bo jedna kosztuje około 10 zł. Ze względu na regulacje czerwona jest tylko Zera, niebieska Whisky, a zielona wspólna.
6. Obroża na zatrzask z siriusa 2,5 cm - kolejna okazja przy zamówieniu.
7. Obroża mac leather - zakochałam się w jej wyglądzie. Kupiłam dla Whisky, ale okazała się za duża i Whisky z niej wychodziła, więc od szczeniaka nosił ją Zero. Była trochę luźna, ale on nigdy nie wychodził z obroży. Jest już bardzo zmęczona życiem, dlatego praktycznie już jej nie używam. Po czasie zaczęła sama się regulować, więc spięłam ją takim drucikiem, bo nie chciałam się z nią żegnać, no ale niestety.
8. Skórzana(?) obroża podszyta filcem 2 cm - szybko się przetarła w miejscu zapięcia i teraz boję się zapinać na nią Whisky, po za tym i tak jest zbyt wąska.
9. Pierwsza obroża Zera - całkowity  niewypał. Od początku był problem z zapięciem i sama się odpinała. No ale trzymam z sentymentu.



1. Dwójnik od Kudłatego Artu - mam od kilku miesięcy, ale nadal nie było okazji do użycia go.
2. Smycz z zoologicznego 2,5 m - moja ulubiona długość smyczy. Jest całkiem okej, ale ma bardzo niepewnie zamocowane karabińczyki, przez co zawsze trochę się o nią obawiam, ale od roku daje rade.
3. Smycz niebieska Sirius 2,5 m - to ulubiona smycz. Ma idealną długość i kolor oraz jest bardzo dobrze zszyta.
4. Amortyzator - niedawno napisałam jego recenzje, zdania co do niego nie zmieniłam, wiec jeśli jest ktoś nim zainteresowany to zapraszam.
5. Smycz od Patrycji - komplet do obroży Zera. Niestety ma 1,2 m a to całkowicie nie moja długość. Pewnie dobrze sprawdza się w miastach co może kiedyś sprawdzę.
6. 10 m liny - na tej lince prawie codziennie spaceruje z Whisky. Do tego oczywiście szelki i amortyzator.



1. Sledy z sali niebieskie  - Zera
2. Sledy z sali żółte - Whisky, ale są jej za duże i będą szukały nowego domu.
3. Guardy  4 cm - Kupione u Patrycji. - Mierzone były na Zera, ale zrobiłam to tak słabo, że pasują idealnie na dużo mniejszą Whisky. Są takimi szelkami do noszenia na spacery na lince, bo są solidne, wygodne i nie szkoda mi ich wybrudzić. Ale zdecydowanie jest to mój ulubiony model szelek.
4. Norwegi kudłaty art - Zanim zdążyłam się zdecydować firma zdążyła wycofać ten wzór, ale tak bardzo mi na nim zależało, że znaleźli go jeszcze trochę dla mnie. Dlatego polecam sklep bardzo mocno.



1. Mop - Pierwszy mop, ale na pewno nie ostatni. Szybko się psują, ale są takie mięciutkie i mają super kolory.
2. Szarpaki z owcy Sirius - najlepsza zabawka jaką miałam :) Za kilka dni wstawię recenzję, więc tam się wypowiem o niej szerzej.
3. Szarpaki robione przeze mnie (niebieskie, fioletowy) - kiedyś było ich dużo więcej, ale teraz tylko tyle się zachowało. Kiedyś je uwielbiałam i robiłam ich pełno, teraz jakoś wydają się mi i psom mniej fajne i już rzadko kiedy ich używamy.
4. Klasyczny szarpak z zoologicznego - już od dawna się nim nie bawimy, jest twardy, śmierdzi (nawet po praniu) ale to druga zabawka, kupiona jeszcze dla Whisky.




1. Piłka ażurowa sumplast - Nie polecam, bardzo szybko się porozrywała. No chyba, że szukacie zabawki do wody, bo jak wszystkie zabawki sumplast pływa, a wiele ażurek JW skończyło życie na dnie wody.
2. Słoń z chińczyka - kupiłam, bo chrumkał. Ale żaden pies się tym nie zainteresował, bo ani tym rzucić, ani dać psu do zabawy, bo po ściśnięciu głowa wypada.
3. Chuckit Max glow XL - Po prostu uwielbiam, jest numerem jeden wśród piłek.
4.  Jabłko z comfy - Za małe jak na konga niestety, bo granulki naszej karmy w to nie wchodzą, więc jest kolejną zwykłą piłką.
5.  Chuckit  squeaker ball M  - też uwielbiam piszczałka po wielu przygodach żyje, ale to kwestia szczęścia.
6. Piankowa piłka - nawet nie wiem skąd ją mam. Była totalnym hitem w zimę kiedy leżał śnieg i Zero kochał bardziej niż wszystko inne. A teraz znów jest w grupie "spoko, ale bez szału''
7. Puller standard - Tylko jeden, bo pochodzi z grupowego zamówienia. Moje pierwsze wrażenie to 'o matko jakie to wielkie, przecież psy się tym nie będą bawić nigdy" a pokochały od pierwszego wejrzenia i to obydwa,
8. Chuckit ultra tug - Odsyłam do recenzji. Szczerze mówiąc od czasu jego recenzji, nie był już używany.
9. JW cuz - Prześliczny, przepiękny przeuroczy i przemięciutki.
10. Trixie hantel fluorescencyjny - Po naświetleniu rzeczywiście fajnie i mocno świeci, ale co z tego skoro twarde to jak cholera.
11. Zabawka z pepco - Tak wygląda po pierwszej zabawie i jak na tę chwilę ostatniej.
12. Kong L -  pierwsza zabawka jaką kupiłam, kong to klasyk, ale jeśli ktoś jest ciekawy to i u mnie powstała i nim recenzja.
13. Niebieska piłka z zooplusa -Nie pamiętam już jak się nazywała i chyba już nie jest dostępna. Niebieska część to tworzywo termoplastyczne,a w środku jest plastik. Kosztowała chyba z 8zł więc żal mi było nie wziąć przy okazji, słabo się odbija (no bo to plastik) ale Zero polubił.
14. Trixie denta fun - Rozczarowało mnie bardzo, że w ogóle nie pachnie miętą, pachniała gorzej niż reszta zwyczajnych piłek. Swego czasu używałam jako zabawki na smakołyki, do czasu wysmarowania pastą rybną. Był to duży błąd. Ale za to fajnie się odbija.
15. Kość z gazety pies i kot - Dostałam od koleżanki. Jej pies poobgryzał trochę bok i więcej nie ruszał. Żal mi było nie przyjąć, bo zabawkami się nie gardzi, ale Zero widział ją raz i nie tęskni.
16. Patyk comfy - Słabo lata, nie odbija się, ale całkiem fajny kong z niego.
17. Piłka na sznurku sumplast - Utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że piłki na sznurku nie są dla nas. Zero nie potrafi po prostu  chwycić takiej piłki, a jeśli mu się to uda, to nie chce, albo nie umie się tak szarpać.
18. Pluszowe piłeczki - Uczyłam na nich Zera aportowania, dalej bardzo lubię je wyciągać, bo to jedyne pluszaki w kolekcji.
+19. Liker M - Nie ma go na zdjęciu, bo kiedy robiłam to zdjęcie leżał zagubiony w śniegu, ale już jest. Gdy przyszedł razem z innymi zabawkami na ich tle wypadł bardzo blado, pokazałam go Zerowi dopiero po kilku tygodniach, bo był jakiś taki twardy i myślałam, że się w ogóle na to nie spojrzy, a okazał się bardzo super. Jest trochę jak puller choć nie widać na nim aż tak śladów zębów, ale psie zęby fajnie się w niego zatapiają często widzę, że Zero chce już ją wypuścić z pyska, a ona się mu "przykleiła" do zębów przez co zaczyna ją memłać. Jest to teraz jedna z najczęściej używanych piłek.



1. Kaganiec baskerville ultra rozmiar 4 - Jest Zera, wcześniej bardzo często w nim chodził. Niby rozmiar jest okej, ale rozglądam się za rozmiarem 5 żeby miał większą swobodę.
2. Kaganiec baskerville ultra rozmiar 3 - Należy do Whisky. Została z nim oswojona i to tyle. Do weterynarza nie muszę go zakładać (jak by co to zawsze go mam i pytam weterynarza czy mam go założyć, ale Whisky nie ma problemu z weterynarzem, więc nie trzeba. A nie chce jej dodatkowo stresować) kupiłam go specjalnie do autobusu, ale jeszcze się nie wybrałyśmy.
3. Szczotka - Dostałam ją w "wyprawce" do Whisky.
4. Podróbka furminatora - Niebo, a ziemia w porównaniu do szczotki powyżej.
5. Szczoteczki do zębów Trixie - Mycie zębów stoi u nas jeszcze na bardzo podstawowym etapie, ale staram się przekonywać psy do tego.
6. Pasta do zębów Trixie - Wydaje mi się, że problemem może być smak pasty, miętowy chyba nie przypadł im do gustu.
7. Pudełko i worki na kupy - kupiłam w pepco. Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie miałam okazji sprzątać po psie. Jednak jestem zwolenniczką sprzątania. Po prostu mieszkam na wsi i moje psy załatwiają się w takich miejscach gdzie ludzie nie chodzą.



1. Chustka w misie - To moja stara chustka, w dzieciństwie szczerze jej nie nienawidziłam, bo wydawała mi się okropna. Dopiero teraz doceniłam jej urok. Nieszczególnie pasuje mi do kolorów psów, ale i tak bardzo mi się podoba.
2. Chustka Angry Birds - Kupiona z myślą o Whisky. Wahałam się pomiędzy tą, a chustką z świnką peppą.
3. Czerwona chustka - Uwielbiam Zera w niej.
4. Chustka fc barcelona - DiY ze starej poszewki na poduszkę, ale muszę ją jeszcze przerobić, bo ma krótkie paski i po zawiązaniu nie widać herbu.




























1. Szara nerka - Bez firmowa z jakiegoś sklepu, ale już po tygodniu rozwalił się zamek.
2. Pas maszera sali - Obowiązkowy przy bieganiu
3. Nerka z biedronki - Najwytrzymalsza z moich trzech nerek jakie miałam okazje mieć. Używana codziennie, więc jest w coraz gorszym stanie, żałuję, że nie kupiłam przynajmniej dwóch kiedy były dostępne w biedronce.
4. Kliker - Kiedyś bardzo dużo używany, a teraz jakoś przestałam z niego korzystać. Bo teraz powtarzam sztuczki z obydwoma razem, a obydwa mają uwarunkowany kliker i przestaliśmy się na razie uczyć sztuczek, bo nie mogę znaleźć niczego ciekawego, uwzględniając gabaryt Zera i charakter Whisky.
5. Szampon - najzwyklejszy i najtańszy szampon jaki znalazłam kiedyś w zoologicznym. Bardzo rzadko kąpię psy więc nie potrzebuje niczego lepszego.



Smakołyków używam już bardzo mało. Spalamy miskę, więc nagrodą dla psów jest karma, ale od kiedy pracuje nad przywołaniem Whisky znów wróciły do łask.

1. Zsyp różnego rodzaju smakołyków, widzę tam karmę frolic, która ma słaby skład, ale bardzo fajne i miękkie kawałki, suszona ryba, treserki birt i jakieś marketowe kosteczki.
2. Kolejna mieszanka smakołyków, jakaś karma i ciasteczka z acany.
3. Tchawice wołowe i chyba suszone ryjki - takich suszków mam najwięcej i staram się mieć je zawsze. Stanowią najlepszą nagrodę za przywołanie, jako nagroda po dobrym treningu, lub super spacerze i co najważniejsze jako zachęta do wejścia do kojca, bo kiedyś mieliśmy z tym duży problem.
4. Paluszki alpha spirit - mało wydajne, ale dobry skład i przyjemna cena.
5. Kolorowe ciasteczka z lolo pets - dodawane przy każdym zamówieniu w sklepie toys4dog
6. Kostki z prasowanej skóry  - Whisky lubi je od czasu do czasu.

Nad tym postem pracowałam od stycznia, dlatego są tam rzeczy właśnie z początku roku. Nie jest tego zbyt dużo i brakuje mi jeszcze jakiegoś wyboru szelek, smyczy i jak zawsze zabawek. Taki post najprawdopodobniej pojawi się też za rok, ale w styczniu na zakończenie (albo dobre rozpoczęcie) roku.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Przywołanie

Najważniejsze w nauce przywołania to znalezienie problemu. Powody są różne, u Zera jedynym powodem do nie odwołania się jest jeszcze polowanie. Jak na razie nie mogę wygrać z pogonią sarny, zająca czy kota. Ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Nie odwołam go od uciekającej sarny, ale nie będzie jej gonił do czasu aż ostatecznie ją zgubi, tylko zazwyczaj  po nieco ponad minucie jest znów przy mnie. Od przywitania z psami czasem już się udaje, albo po prostu jest tak, że przywita się i nawet jeśli drugi pies chce się bawić to Zero i tak wraca do mnie. Ostatnio nawet przez moją nieuwagę wpadł na podwórko swojego największego psiego wroga i nie zaatakował go tylko po dwóch może trzech minutach mierzenia się spojrzeniami wrócił do mnie. Teraz nawet chodzi sam po ulicy, takiej mało uczęszczanej, ale podczas spaceru przejeżdżą średnio dwa samochody i ufam mu, że gdy go zawołam to nawet w takiej sytuacji przyjdzie do mnie.

Całe życie myślałam, że Whisky ucieka, bo lubi, bo to taka rasa. Od niedawna zaczęłam powoli jej ufać i puszczać ją z wlekącą się za nią 10 m liną. Dzięki niej jestem spokojniejsza i nawet jeśli Whisky poczuje wiatr w uszach to jest możliwość, że linka się zaplącze i będę mogła ją złapać, i daje mi większą kontrolę. Ale okazało się, że Whisky po poczuciu większej wolności wcale nie leci do przodu byleby jak najdalej ode mnie. Trzyma się blisko mnie lub Zera, w takiej odległości, że je widzę, czasem znika mi w ogóle z pola widzenia, czasem biegnie do mnie od razu, a innym razem stoi czeka i nie ma najmniejszego zamiaru do mnie podjeść. Jednak nie biegnie przed siebie byle jak najdalej ode mnie tylko się pilnuje, a to przecież podstawa.



A wiecie jak było kiedyś?
Whisky od szczeniaka chodziła tylko na smyczy. U poprzednich właścicieli nawet nie biegała sama po podwórku, bo nie było ogrodzone, czasem jedynie udało się jej uciec, żeby pobiegać sama. Podczas jednej z pierwszych ucieczek u nas zobaczyłam ją na polach, a ona widząc mnie pobiegła w inną stronę, goniliśmy ją  też kiedyś samochodem, a ona udawała, że mnie nie słyszy. Na początkowych spacerach na lince służyłam tylko jako obciążnik, była głucha na jakiekolwiek słowa.

A Zero od szczeniaka chodził ze mną bez smyczy. Aż w końcu wszedł w okres dorastania i wszystko się  posypało. Uciekał do zwierzyny i co najgorsze wcale się mnie nie pilnował. Był nawet okres, że w ogóle go nie spuszczałam.


Przeglądając bloga widzę, że problemy z przywołaniem Zera zaczęły się w listopadzie 2015 roku. Do pracy wzięłam się w lipcu 2016 roku i kupiłam w tym czasie linkę, czyli to też początek pracy nad przywołaniem Whisky. Czyli mamy 7 miesięcy pracy nad przywołaniem. Nie jest to dużo w odniesieniu do trudności sztuki odwołania psa. Sami zobaczcie w ciągu 7 miesięcy, Zero jestem psem w tej chwili spuszczanym prawie wszędzie (wyjątki to miejsca przy drogach, gdzie jeżdżą samochody i duże lasy, bo w lasach jest zakaz i zbyt dużo powodów do ucieczki) A Whisky od psa nigdy nie spuszczanego i głuchego na spacerach, biega tylko z ciągnącą się linką.
Wypróbowałam różne sposoby na motywacje, przerobiłam pełno pomysłów podsyłanych przez ludzi na forach i w końcu się udało.



Wiem, że dużo osób ma problemy z przywołaniem, nie rzucajcie tego tylko dlatego, że pies was akurat nie słucha, czy "bo to husky a husky to taka rasa, że zawsze ucieka" Zmienicie metody i nastawienia i naprawdę się da. A radość wolno hasającego psa i wizja fajnego i przyjemnego spaceru jest tego warta.


środa, 1 marca 2017

"Czego chcą psy" Arden Moore

Jak często będąc u rodziny, czy znajomych widzicie psy, które skaczą na powitanie, gryzą w kostki, sikają na powitanie, czy "saneczkują"?  Ile razy zapytany o to właściciel machnie lekceważąco ręką mówiąc "On to już tak ma  i to normalne?" A ilu z nas pogodziło się już z żebraniem, gryzieniem smyczy, jedzeniem odchodów, albo tarzaniem się w nieczystościach?



Te wszystkie i  wiele innych psich zachowań tłumaczy Arden Moore w swojej najnowszej książce "Czego chcą psy" w Polsce wydanej przez wydawnictwo Galaktyka.

Arden Moore jest autorką 24 książek o zwierzętach domowych. Prowadzi stronę internetową, warsztaty i jest konsultantką behawioralną. Warto też dodać,że posiada dwa adoptowane psy i dwa koty.

Encyklopedia zawiera dokładnie 100 psich zachowań. Każde zachowanie opisane jest na jednej, lub maksymalnie dwóch stronach. Informacje są naprawdę fajnie podzielone, każdy rozdział zawiera krótki, ale dokładny i zabawny opis zachowania psa  i cztery rubryczki u jakich ras jest to najczęściej spotykane, uwagi weterynarza, kiedy zachowanie może być również skutkiem jakieś choroby, lub być niebezpieczne, o co chodzi psu - czyli nie tylko rozwiązanie problemu, ale co bardzo ważne zrozumienie powodu i w końcu jak reagować. Rubryczka "jak  reagować" bardzo mi się podoba, bo autorka podsuwa tam propozycje szkolenia pozytywnego, które ja sama stosuje. A nawet zachęca do używania klikera, a wszystko to okraszone jest zdjęciami naprawdę sporej ilości ras psów.
Poziom informacji jest bardzo zróżnicowany. Są tam bardzo podstawowe psie sygnały które rozumieją nawet ludzie nie za bardzo zainteresowani tematem psów jak "podwijanie ogona" "kulenie się" "dyszenie" ale są też zachowania, których sama nie potrafiłabym rozwiązać czy zrozumieć o co psu chodzi są to miedzy innymi "saneczkowanie" i kłapanie psykiem bez powodu.
Znalazłam też sygnały które wysyłają mi moje psy, a ja nie do końca prawidłowo na nie reagowałam. Oprócz sygnałów na końcu jest 16 zachowań behawioralnych, są tam między innymi szukanie uwagi oraz polowanie.



Uważam, że ta książka to must have dla osób przygotowujących się do pierwszego psa i dla osób posiadających już psa, bo praktyka i internet to nie wszystko. Ja kiedyś nie widziałam sensu w czytaniu psich książek szczególnie, że na wyciągnięcie ręki mam internetowe porady, ale trzeba pamiętać, że wiele poradników i blogów pisane są przez osoby bez większego doświadczenia i wiedzy, a w przypadku książek znamy działalność i metody autora, a te proponowane przez Arden Moore trafiają do mnie i mam nadzieję, że trafią też do was.

wtorek, 31 stycznia 2017

Haul #3

Zapraszam na już trzeci haul u nas. Obejmuje on przedział od listopada do stycznia. Tym razem maniacy psich zabawek nie nacieszą wzroku, ale maniacy ogólnie psich zakupów już jak najbardziej :)



Zaczynamy od najnowszych zakupów, ale za to tych najbardziej wyczekanych i ulubionych

1. Dwójnik od Kudłatego artu - raczej nie do spacerów, bo Zero i Whisky mają do siebie za blisko nawet na dwóch osobnych smyczach, ale do biegania i do mini zaprzęgu na sankach.
2. Szelki norweskie Kudłaty Art - jestem zachwycona firmą i jakością rzeczy. Szelki są idealne, takie jak sobie wymarzyłam.
3. Obroże półzaciskowe i smycz od Patrycji - wiadomo różowa Zera, sówki Whisky. Półzaciski mnie kupiły to jedyny tym obroży który widać na potworach, a takie ładne to muszą być widać.
4. Szelki guard też od Patrycji  - niestety nie udało mi się wygrać rywalizacji  to kupiłam je sobie w ramach pocieszenia. Początkowo miały być na Zera, no ale wiecie mierzenie psa to trudna sztuka.... Jednak spokojnie idealnie pasują na Whisky!




5. 16,5 kg karmy Markus-Muhle - to już 3 worek
6. Próbka lupo natural były nawet dwie, ale jedna nie doczekała zdjęć
7. 1,5 kg Balck Angus



8. Puller standard tylko jeden, bo z grupowego zamówienia
9. Nerka z jakiegoś sklepu z ubraniami



10. Let's Bite! z kaczką
11. Piłka na sznurku z Sumplasta - kompletny niewypał. To już trzecia piłka na sznurku i w końcu zrozumiałam, że piłki na sznurku to nie dla nas. Nieważne ile innych psów to lubi.
12. Kocia Josera z kurczakiem - to już nie pierwsza taka paczka, bo od listopada dokarmiam koty. Niestety nie mogę żadnego oficjalnie przygarnąć, ale przynajmniej mają co jeść i śpią w ciepłej piwnicy. Zaczęłam od jednego, a aktualnie jest ich pięć.



13. 15 kg karmy Markus-Muhle  
14. Puszka mokrej karmy Rocco 

Z tych rzeczy na miano niewypału zasługuje nerka z której szybko odpadł zamek, niestety na razie nie ma to jak ta z biedronki i piłka na sznurku, bo to nie nasz typ zabawki niestety, a hit to wiadomo całe pierwsze zdjęcie i puller ;)

piątek, 20 stycznia 2017

bez planów - to cały mój plan

W tym roku wyznaczenie planów nie jest dla mnie tak łatwe jak w zeszłym. I w końcu zrozumiałam, że nie chce i nie potrzebuje planów. Bo po co mam sobie teraz w styczniu wyznaczać żeby w grudniu robić z psami sanki? Albo, że na wiosnę mamy biegać skoro jest to coś stałego w naszym życiu, albo inne plany których zrealizowanie zależy od aktualnej sytuacji w tamtym czasie.



Dlatego w tym roku będziemy żyć bez wielkich noworocznych planów. Przecież nie potrzebuje zapisać w planach na ten rok, że muszę popracować nad stosunkami moich psów z innymi psami żeby o tym pamiętać. A nic innego w sumie nie musimy. Ostatni czas jest dla nas bardzo łaskawy i pozwala mi wierzyć, że jest u nas bardzo dobrze. Bo przywołanie Zera jest, psy potrafią się zachować i są zmotywowane do tego co chce z nimi robić. A nic innego w tym roku nie musimy osiągać. Nie wiem może w połowie roku się obudzimy i zachce się nam jakiś seminarium albo zacząć trenować obi czy frisbee. Jeśli tak będzie to okej, ale teraz jest dobrze tak jak jest i nie ma nad czym pracować i nie chcę robić niczego na siłę, skoro nie czujemy takiej potrzeby. Jedynym planem na ten rok, chociaż nie, dla mnie jest to bardziej wyzwanie to przejście z psami 1200 km. Bo intensywność spacerów to jedyne co mnie martwi. W zeszłym roku spacery zaczęłam liczyć na endomondo od maja i granicę 100 km udało nam się pokonać tylko dwa razy. A w tym roku chce żeby w każdym miesiącu oscylowało przy 100 km tak żeby ostatecznie było to minimum 1200 km.

I o ile przyjemniej będzie mi się pisało podsumowanie roku pisząc o tym co osiągnęliśmy, co zrobiliśmy, a nie rozliczając się z wyznaczonych rok temu planów.

piątek, 6 stycznia 2017

Podsumowanie 2016

No i 2016 rok za nami. Był to przełomowy i wyjątkowy rok, tak jak dla mnie każdy rok w pracy z psem. Bo z każdym rokiem wychodzi mi to coraz lepiej i coraz więcej o psach wiem. Ten rok był najbardziej obfity w psie zakupy, w których nadal mam spore zaległości. Znaleźliśmy idealną karmę. Znalazłam sposób na pracę z Zerem i efektywne nagradzanie go. I w końcu spełniłam swoje marznie dotyczące biegania z dwoma psami. No i niestety zaliczyliśmy kryzys blogowy i 5 miesięczną przerwę od blogowania.





A co zrobiliśmy z postanowień z zeszłego roku?

- Bieganie - zaczęliśmy bieganie we trójkę, kupiłam pas maszera. Jedyne co mi się nie udało w tym punkcie to wystartowanie w dogktrekingu, bo niestety w tym roku było ich mniej i wszystkie zbyt daleko.

- Przywołanie - Nie jest idealne jak chciałam. Ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że to niemożliwe żeby takie było, mimo to starałam się żeby było jak najlepsze. Pracowaliśmy nad tym pod koniec roku, szczególnie w grudniu i naprawę jest już dobrze. Spuszczam go w wielu miejscach uważam jedynie żeby w pobliżu nie było innych nieogrodzonych psów i kur, bo to w dalszym ciągu jest problemowe. Z Whisky bez zmian, jest na lince i jak ma leszy humor to całkiem ładnie przychodzi do mnie, ale są dni kiedy nie przychodzi wcale. Ale już w zeszłym roku nie nastawiałam się na to, więc po prostu linka jest dla niej spacerem gdzie ma więcej wolności niż na smyczy, anie pracą nad przywołaniem i przygotowaniem do spuszczania ze smyczy.

- Zakupy - lista nie była imponująca mimo tego i tak nie udało mi się jej spełnić i złamałam swoje postanowienie mówiące "i muszą trafić do nas jak najszybciej, nawet jeśli gdzieś będzie super hiper wyprzedaż na zabawki " - nie było wyprzedaży, a zabawki i tak do nas trafiły, bo były nam zwyczajnie potrzebne. Kupiłam pas maszera i kagańce. Nie udało mi się z szelkami, chociaż nie do końca, bo kilka dni temu już zamówiłam szelki dla Whisky i na szelki Zera tez jeszcze czekam, więc prawie prawie zaliczone.

- Spotkania z innymi psami - Coś w miarę możliwości próbowaliśmy. Zero miał stele kontakt z Mikim i Bartem,, a od wakacji często spacerujemy z szczeniakiem boksera. Dodatkowo w wakacje byliśmy na innych trasach spacerowych gdzie udało się bez problemowo zaliczyć kilka wolnobiegających psów. Whisky nie była obecna na zorganizowanych spacerach, bo do Mikiego i szczeniaka nie ma cierpliwości i nie chce z nimi przebywać, z Bartem i innymi psami też często się widzi, ale oprócz obwąchania nie chce wchodzić z nimi w interakcje. Specjalnie dla niej zorganizowałam spacer z młodą, ale i tak już sporą suczką berneńczyka, ale nie wiem dlaczego warczała na nią.

- Wyjazd do miasta autobusem -  Porażka. Jakoś nigdy nie mogłam się zebrać i przekonać, że kierowca wpuści nas do autobusu.

- Wyjazd do rodziny z psem i nad jezioro - nie i nie. Do rodziny nie było okazji, bo jeśli już jechaliśmy gdzieś dalej to na takie większe spotkania rodzinne, gdzie Whisky byłaby problemem i byłby to dla niej nie komfortowe. Nad jezioro nie było specjalnie pogody. Często padało i był zimno, a czasem było tak gorąco, że nie mogłabym psów katować przejściem takiej trasy.

- Frisbee - coś tu było. Kupiłam gumowy dysk i całkiem ładnie się przyjął. Mam tez dwa z pepco, ale były użyte kilka razy, a potem dowiedziałam się, że nie są to frisbee dla psa. Coś tam Zerek łapał i się cieszył, dlatego chciałam kupić normalne dyski i popróbować. Ale zobaczymy w tym roku czy coś z tego wyjdzie.

- Agility - kilka razy rozłożyłam hopki i przebiegliśmy sobie.

- Kastracja - nie zrobiłam, bo Zero w tym czasie nie do końca mi się rozwinął w tym temacie. Kiedy inne psy w czasie cieczki suczek zabijały się o miejsce pod bramą, Zerek bardziej niż suczką interesował się nimi. W dalszym ciągu nie ciągnie go do suczek w kwestii prokrekacji. A nie chcę zrobić tego za wcześnie, żeby potem nie miał przez to problemów.



I to by było na tyle. Jak pisałam wyżej był to dobry rok, nie było idealnie, bo zabrakło nam intensywności na spacerach, ale za to mamy inne sukcesy z których jestem dumna. Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona z moich psów, z tego jakie są i z tego co udało mi się z nimi wypracować. Ale nie zamierzamy zwalniać i w nowym roku chcę by wyglądało to jeszcze lepiej.


środa, 14 grudnia 2016

Dobrze, lepiej, najlepiej

  Ten post jest odwołaniem do napisanego prawie rok temu Źle, gorzej, najgorzej . To jedyny post na blogu gdzie, aż tak wylewam swoje żale na psy. Nie żałuję tak to wtedy wyglądało i takie katharsis było mi w tamtym momencie potrzebne. Teraz jak widzicie po tytule post jest przeciwstawny do tamtego, trochę się wahałam przy napisaniu słowa "najlepiej" bo jest to przesadzone, ale uznałam, że w tamtym poście "najgorzej" również takie było, więc co mi szkodzi. Nie będzie to  podsumowanie roku, bo takie nas dopiero czeka, tylko odwołanie do tamtych problemów.





Głównie będziemy mówić o Zerze, bo to z nimi miałam największe problemy, co zresztą nie dziwne, bo w tamtym momencie ledwo co skończył rok, a teraz ma już 2 lata.

Nie mogłam się z nim w tym czasie dogadać, nie słuchał się, ani nie skupiał na mnie. Bo nie. Nie i koniec. A teraz to całkiem inny pies. Chce pracować, chce coś ze mną robić i słucha co do niego mówię, a nie udaje głuchego. To mnie najbardziej cieszy. Dla jedzenia jest w stanie zrobić wszystko, a nawet komendy bez nagrody nie stanowią dla niego problemu.

Skakanie. Hym tata w dalszym ciągu nie zmienił swojego nastawienia i dalej zachęca go do skakania na ludzi. Ale już się nie martwię, bo nie doceniałam Zera. Skacze tylko na mnie lub tatę kiedy mu pozwolimy i niestety skacze na mnie z radości kiedy wchodzę do kojca. Na szczęście nigdy nie przyszło mu do głowy skakać na obcych ludzi, czy dzieci. Nad opanowaniem radości pracujemy, ale ciężko mu się ogarnąć w takim momencie.

Agresja. Ciężka sprawa tu nie mogę się nawet zebrać na dobrze. Ale, ale wiem już mniej więcej co i jak i na czym stoimy. Zerek lubi suczki i szczeniaki to z psami ma problem. Ale nie jest tak źle, bo wykazuje agresje tylko kiedy drugi pies jest agresywnie nastawiony. Małe psy jeszcze zignoruje nawet jeśli się rzucają, no niestety gorzej z dużymi i średnimi. Kiedy drugi pies jest przyjaźnie nastawiony to Zero jest mocno zdziwiony i przygotowany na ewentualną zmianę zdania. Jednak nie atakuje w takim przypadku pierwszy.

Przywołanie. Jest lepiej. Na naszej starej trasie chodzi zawsze bez smyczy, zdarzy mu się pogonić za jakimś zwierzątkiem, ale już się tak nie boję, bo do mnie wraca. Ostatnio spuszczam go na mało ruchliwej ulicy, a nawet ostatnio byliśmy w miejscu gdzie uciekł mi tego dnia, który opisywałam w źle, gorzej, najgorzej i bardzo bardzo ładnie się odwoływał. Na pewno na to wpływ ma nasze spalanie miski.



Cieszę się, że przez ten rok tyle przepracowaliśmy, dużo lepiej się poznaliśmy i zaufaliśmy sobie z Zerem. Mam nadzieję, że tytułem takiej notki za rok będzie "najnajlepiej, najnajnajlepiej i najnajnajnajlepiej" Bo mam wrażenie, że naprawdę wychodzimy na prostą i teraz może być tylko lepiej.