niedziela, 27 grudnia 2015

Święta, święta

i już po świętach :)

 Już na składanie życzeń świątecznych się nie załapaliśmy, za to złożymy wam życzenia noworoczne:

Przede wszystkim życzymy wam znalezienia ze swoim psem wspólnego języka,
spełniania wszystkich postanowień noworocznych,
 sukcesów w waszych  dyscyplinach sportowych i sztuczkach,
 żadnych nowych lęków i strachów,
  i najważniejsze czyli wielu zabawek i smaczków!


 Ta wigilia była jedną z najlepszych. Zero niestety musiał spędzić ją w moim pokoju, przez jego zbyt duże zainteresowanie choinką. Na całe szczęście w tym roku, wybraliśmy jodłę kaukaską, więc wchodząc pod nią i próbując zdjąć pierniczki, i zawieszki  nie zrobił sobie krzywy. Ale ze względu na bezpieczeństwo ogółu czekał w moim pokoju. Za to Whisky mile mnie zaskoczyła, chodziła pod stołem, podawała wszystkim łapę, przy dzieleniu się opłatkiem, a w zeszłym roku zaszyła się tylko w jakimś koncie. Teraz widzę, że nasza praca się opłaciła. Whisky miała i nadal ma problemy z większą ilością ludzi i hałasem (chociaż fajerwerków się nie boi) Mimo, krzyków młodszych sióstr przy otwieraniu prezentów, nie schowała się. Ba nawet próbowała, zabrać im jakąś zabawkę, ale żeby nie było zbyt dobrze to swój prezent olała... Gdy przyszli goście, podeszła się przywitać i nastawiała się do głaskania. Tak samo było w 1 święto kiedy na urodziny do mojego brata przyszło 10 znajomych, a Whisky weszła do nich i nadstawiała się do głaskania, dosyć szybko odeszła, ale liczą się postępy. Dlatego bardzo się cieszę, że te wszystkie festyny i spacery ze znajomymi, na które ją zabierałam chociaż wygodniej by było iść samemu się opłaciły.




  
Ubranko Whisky dostała od rodziców, ja nie lubię przebierania psów dla ozdoby, dlatego miała je na sobie tylko podczas zdjęć.

Potworki jak wszyscy członkowie naszej rodziny dostały prezenty. Skromne, bo oprócz świątecznego ubranka kupione zostały przeze mnie, ale dostały.

Przepraszam, że prezenty są już rozpakowane jednak o zdjęciach przypomniałam sobie kilka chwil przed kolacją wigilijną, i z pośpiechu wyszły okropne, dlatego te robione są już po wigilii.

Przepraszam za nie zdjęte ceny, zupełnie o nich zapomniałam.
1. Żwacze wołowe MACED
2. Suszone jelita wołowe MACED
3. O' Canis mini cygara ze strusia
4. O' Canis pętko z dziczyzny 


1. Piłka ażurowa dla psa Sum - Plast
2. Szarpak z amortyzatorem i piszczałką mojej roboty


Wszystkie prezenty przeszły już przez czujne łapy i psyki testerów i zgodnie potwierdzają, że były trafione :)

A jak święta wyglądały u was? Spędziliście je razem z psami? Było spokojnie, czy wasze psy postanowiły pokazać jak ich zdaniem powinny wyglądać święta? I napiszcie co dostały ( o ile dostały :) ) wasze psy i wy :) 




niedziela, 20 grudnia 2015

Źle, gorzej, najgorzej...

 Te trzy  przymiotniki opisują nasze ostatnie dni. Pisałam już, że mamy swoje problemy z Zerem. Ostatnio nawet myślałam, że jest jakiś postęp. Ale to była tylko cisza przed burzą. W ostatnim czasie, Zero jest dla mnie jedną wielką niewiadomą, nie wiem kiedy coś zrobi, czy w ogóle to zrobi, raz gorszy dzień mam ja, raz on, a czasem w ogóle nie możemy się dogadać. Zrzucam to i na tak zwany okres buntu i na niedociągnięcia w wychowaniu. Ale nie ważne, w tej sprawie co jest tego przyczyną tylko to, że musimy z tym walczyć.



 Pierwszą kwestią jest skakanie na ludzi. I to niewątpliwie jest niekonsekwencja, a najbardziej mnie boli, że nie moja. Ale od początku dawno dawno temu kiedy Zero był jeszcze małym papisiem, lubił skakać na ludzi, dla zabawy i dla zwrócenia na siebie uwagi. Miałam świadomość, że będzie dużym psem, my mamy w domu małe dzieci, więc skakać mu nie będzie wolno. O dziwo poszło dość sprawnie, nie skakał na przywitanie, nie skakał gdy się cieszył, ani żeby zwrócić na siebie uwagę, jedynie podczas zabawy, ale wtedy jest to wskazane, czyli sukces. Ale gdy już podrósł, mojemu tacie spodobało się takie skakanie. Zero bez problemu dosięga mu psykiem do twarzy, a łapami opiera się o klatkę piersiową, wygląda to bardzo zabawnie i fajnie, ale co ze mną i siostrami? Ja wysoka nie jestem i podczas takiej zabawy, Zero pcha mi łapy na twarz, na siostry na szczęście nie skacze, ale co jeśli zacznie? Mają 6 lat, pies pawie dwa razy cięższy.... Nawet nie chce myśleć czym się to może skończyć. Nad tym pracujemy, ale nie widzę skutku, i nie będzie go dopóki, mój tata nie zrozumie, że to nie zabawa, i może być tragiczne w skutkach. Jak na razie siostry bawią z nim pod moją opieką, a ja sobie radze, chociaż średnio podoba mi się być cała brudna, to będziemy pracować i czekać na efekty.



 Problem z dzisiejszego spaceru. Często mówię, że Zero nie jest agresywny prawda?
Bo zazwyczaj nie jest. Bardzo lubi Mikiego, małego, rozpieszczonego, pozbawionego instynktu samozachowawczego, nerwowego, czasem agresywnego i bardzo dominującego pinczera miniaturowego. Na wspólnych spacerach mały może go podgryzać, zaczepiać, warczeć, a Zero nic, kompletnie zero reakcji tylko zachęca go do zabawy. Kolejnym starym kolegą jest Bart airedale terrier, czasem się pobawią, albo obwąchają na przywitanie, też jest bardzo dominujący. I jeszcze często chodząca po naszych terenach suczka. Skrajnie uległa, średniej wielkości. Więc nie wiem z czym ma problem toleruje i uległe i dominujące psy. A na dzisiejszym spacerze, gdy mijaliśmy dosyć dużego około 8 miesięcznego psa przywiązanego na smyczy do płotu, to pobiegł do niego zaczął przygotowywać się do ataku mimo, że młody dawał sygnały uspokajające. Skoczył do niego, ale zdążyłam go odciągnąć, zanim doszło do czegoś więcej niż krótkiej przepychanki, z warczeniem.
Dlatego ciężko mi go wyczuć czy zaatakuje czy będzie chciał się bawić. Bo do każdego psa podchodzi, powoli i ostrożnie, jakby był gotowy i do zabawy i do walki. Za to musimy się zabrać od razu, bo agresja to ciężka sprawa. Szkoda, że nie mamy na miejscu większej ilości psów, które mogłyby nam w tym pomóc, a przynajmniej do wakacji nie będziemy mieli możliwość jechać do miasta... Ale jak na razie wznowimy spacery z Mikim, bo przez ostatnie parę tygodni nie byli razem na żadnym dłuższym spacerze, a wpływ na to ma pogoda, która nie podoba się małemu pinczerowi, i to, że jego właścicielka mieszka w internacie, czyli w domu jest przez niecały weekend.



I kolejny problem z dzisiejszego spaceru. Ostatnio więcej biegaliśmy, niż chodziliśmy na zwykłe spacery, a jeśli już to nasza trasą codzienną, w której jeśli nawet Zero chciałby uciec to za bardzo nie ma gdzie. Żadnych nowych zapachów, praktycznie żadnych zwierząt, czyli nic tylko pies i ja. I właśnie dlatego sądziłam, że wszystko już wraca do normy. Dzisiaj poszliśmy do lasu. W małych laskach jesteśmy codziennie, bo są w naszej starej tasie. Ale wybraliśmy się do normalnego lasu, którym nie byliśmy od wakacji. Wszystko szło idealnie, trochę się pobawiliśmy, co jest sukcesem, trochę porobiliśmy sztuczki, a Zero ładnie przychodził nawet kiedy wołałam, go co kilka minut. Aż weszliśmy do lasu. Po dosłownie kilku minutach stanął w bezruchu, ruszył do przodu i tyle go widziałam. Wybiegłam z lasu, na dużą polanę, i zobaczyłam tylko jego zarys jakieś 300 metrów dalej, i znów zniknął. Przemoczona, brudna (bo najszybciej było przejść przez strumyk) i to na terenie zagrodzonym dla krów. Czyli sytuacja krytyczna. 15 minut chodziłam krzyczałam, wołałam, błagałam i groziłam, żeby wrócił. I wrócił, może zrozumiał, że jest za wolny? Albo zrobiło mu się mnie szkoda? Chociaż zakładam, że to kastracja go przekonała. W każdym razie wrócił i nikt kto nie był w takiej sytuacji nie zrozumie jak ciężko jest chwalić, i głaskać psa, kiedy ma się ochotę zrobić mu coś bardzo złego. Potem w lesie był na smyczy, a bez niej gdy wstąpiliśmy, na naszą drogę gdzie nie było problemu. Czyli nad przywołaniem dalej pracujemy. Myślę, żeby wziąć go na 50 m line, bo na takiej pracujemy z Whisky, ale szkoda mi wziąć go na linkę, Będzie to dla nas krok w tył, ale jak to mówią czasem trzeba zrobić krok w tył aby zrobić dwa kroki do przodu. Więc mam nadzieję, że to wypali, a nie będzie tylko krokiem w tył.



Trochę pesymistycznie, ale czasem trzeba. Za tydzień będzie o czymś przyjemniejszym czyli bieganiu.

Macie może jakieś rady dla mnie? Albo napiszcie z czym wy macie aktualnie problemy.

piątek, 11 grudnia 2015

To już rok!

 Przepraszam, że tak późno, przez pogodę miałam słaby dostęp do internetu. Kiedy akurat był, to odwiedzałam wasze blogi, ale kiedy chciałam zacząć pisać posta, to przeważnie znikał. Czyżby jakaś aluzja internecie?
Ale do rzeczy, dzisiaj cofniemy się w czasie o 8 dni.

Tak to już rok, a zleciało się to szybciej niż się spodziewałam. Rok temu 3 grudnia, zapewne siedziałam przed laptopem, nawet nie myśląc, kto właśnie przychodzi na świat. A przyszedł ktoś bardzo ważny, mój Zero.
 Mówią, że pierwszy rok jest najgorszy, i święta racja!
Bo z mojego małego, ślicznego, mądrego papisia wyrósł duży niedźwiedziowaty, wątpliwej urody i intelektu, ale dalej mój Zero. Bywało lepiej i gorzej, jak wszędzie, ale to właśnie Zero pokazał ile czasu, cierpliwości i poświęcenia potrzebuje szczeniak. On był mój od początku i to ja musiałam wstawać w nocy, uczyć czystości, odpowiedniego zachowania, socjalizować, spoczywała na mnie ogromna odpowiedzialność. Z Whisky było inaczej, gdy do nas trafiła znała podstawowe komendy, wiedziała jak się wyciszyć i nie załatwiała się w domu. Ale jestem dumna z tego jak jest teraz.

 Dlatego dziękuje ci Zero. Za wyciąganie mnie na spacery nawet w najgorszą pogodę, za nieustanną chęć zabawy, za miłość do jedzenia, za wieczny uśmiech na pysku, za naukę pokory i zaufania, bo w kwestii spuszczania ze smyczy to tobie pierwszemu zaufałam.




Mam nadzieję, że przed nami jeszcze kilkanaście wspólnych lat. Bo dobrze wiesz, że mamy nad czym pracować.

I na koniec prezenty.



Od lewej strony.
1. Obroża sali.pl - Szerokość taśmy to 2,5 cm, a długość 55 cm. Początkowo myślałam, że będzie za długa, ale jest w sam raz.
2. Szprotki suszone MACED - Polecamy bardzo, jak na razie u nas numer 1 w smaczkach.
3. Chuckit Ultra Tug (M) - Za jakiś czas pojawi się recenzja, bo to najlepsza z naszych dotychczasowych zabawek.

sobota, 21 listopada 2015

Zakupy

 Przez ostatni czas nazbierało się nam kilka mniej, lub bardziej ważnych zakupów. Planuję zrobić osobną recenzje szelek i amortyzatora. Reszta jest bezfirmowa i tak zwyczajna, że myślę, że krótki opis, gdyby komuś się gdzieś rzuciło w oczy wystarczy.

Zaczynamy od najważniejszego, czyli naszego wyczekiwanego sprzętu.

Obydwa przedmioty są z firmy Sali, wszystkie szczegóły zawarte będą w recenzji, która pojawi się już nie długo, bo mamy już jedne szelki z tej firmy, od ponad roku.








A teraz najprzyjemniejsze czyli jedzenie.



1. Hähnchenbrustfilets
Mówi to coś komuś? Smaczki kupione w sklepie kik. W sumie nawet bym tam nie weszła gdybym nie przeczytała notki o nich na blogu Psie Pytania. Jeszcze nie otwarte, kosztowały 8,99 zł.
A jednak w stercie przysmaków o składzie 4% mięsa, znalazłam te o o składzie:
- Pierś z kurczaka 95%
- Czysta gliceryna.

2. Hähnchen Snacks
Kolejne smaczki z kiku. Cena znów 8,99 zł, za  100g. Dużo miękkich pasków, łatwych do pokrojenia. Psy dadzą się za nie pokroić.
Skład:
- Pierś z kurczaka 43%
- Skóra bydlęca 30%
- Mięso z kaczki 20%
- Kukurydza 5%
- Czysta gliceryna 2%

3. Smaczki z Maced
W środku były trzy grube filety. Łatwo się je kroi. A potwory jak zawsze zjedzą wszystko.
Skład:
- Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (min. 90% mięsa drobiowego)
- Substancja stabilizująca.
- Regulator kwasowości.
- Konserwanty.

4. Próbka karmy Royal Canin 
Dostałam to gratis do zakupów z zoologicznym. Były dwie po 50g. Kawałki małe i miękkie, czyli Whisky się spodobały. Okropnie śmierdzą, ale nie mięsem, jak powinny pachnieć smaki i karma, ale chemią. Dodatkowo w środku znajduje się rabat na - 40 zł na właśnie tę karmę.  Skład podaje ze strony internetowej royal canin, bo na próbkach nie było... Jaki widać skład bogaty, tylko szkoda, że nie w to co trzeba. 
Skład:
ryż, suszone białko drobiowe, izolat białka roślinnego*, tłuszcze zwierzęce, hydrolizat białka zwierzęcego, włókno roślinne, pulpa buraczana, sole mineralne, olej rybny, olej sojowy, fruktooligosacharydy, łuski i nasiona psyllium, wyciąg z drożdży (źródło mannooligosacharydów), hydrolizat skorupiaków (źródło glukozaminy), wyciąg z aksamitki wzniesionej (źródło luteiny), hydrolizat chrząstki (źródło chondroityny). 




5. Suszona tchawica wołowa
3, 90 zł za 100g.
Zawsze widziałam tylko bardzo dużo i drogie opakowania gryzaków. A tu proszę, całe 3, 90 a gryzaków nie mało. 


6. Pedigree Jumbone
Były dwie, ale Whisky dostała swoje już przed zdjęciem. Kupiłam je w biedronce kiedy był tydzień psa i kota. Szukałam zabawek, ale nie było. Nie wiem czy w ogóle nie dotarły, czy je jakoś przegapiłam co wątpię, bo byłam rano i po południu, pierwszego, drugiego i trzeciego dnia. Żeby nie wychodzić z pustymi rękami wzięłam własnie dwa Jumbone.
Skład:
-zboża (w tym 4% ryż), produkty uboczne pochodzenia roślinnego, mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego (w tym 4% kurczak), cukier, składniki mineralne, roślinne ekstrakty białkowe, oleje i tłuszcze, nasiona, zioła.



7. Gryzaki.
Nie znam składu, ponieważ były na sztuki, każda kosztowała 2,50 zł  jedynie mogę powiedzieć, że już ich nie ma, a psy były bardzo zadowolone. Chociaż w sumie to one są z każdego jedzenia zadowolone... 


8. Suszone kości wołowe.
Od kilku tygodni królują u nas, a psy dostają raz na tydzień. Wolą te od surowych kości. Jedynym ich minusem, jest to że strasznie śmierdzą, i w domu więcej im nie dam. 





9. Pojemnik na woreczki i woreczki na odchody.

Kupione, bo lepiej mieć niż nie mieć z pepco. Pudełko kosztowało 4, 99 zł, i tyle samo 3 rolki woreczków w łapki. Jak na razie nie używamy, ale niedługo szykuje się nam wypad do miasta.

10. Szarpak z piłką
Też kupiony w pepco za 4, 99 zł. Zero miał radochę na około 5 minut. Niestety piłka długo nie wytrzymała, ale nawet Whisky się tym zainteresowała, więc było warto.





11. Smycz

Na koniec nasza długo wyczekiwana smycz. Trochę martwi mnie to, że karabińczyki do liny przyszyte są tasiemką, na początku trochę się bałam, że Zero pociągnie i po niej, ale jednak wytrzymuje, i jednego i drugiego. Kosztowała 45 zł. 





W najbliższym czasie czeka nas jeszcze jedna paczka urodzinowo - świąteczna. Bo małemu 3 grudnia stuknie roczek, więc czekamy na Dzień darmowej dostawy.

Wy też wyczekujecie na magiczną datę 1 grudnia?

niedziela, 15 listopada 2015

Ciemno wszędzie. Zimno wszędzie. Co to będzie!? Co to będzie!?

 Piękna złocista jesień nastała!



 Na spacery muszę się wyrobić do 16, bo potem jest ciemno. A Zero lubi się gubić jak jest ciemno. Z Whisky za to chodzimy wieczorami, ale biegamy tylko oświetlonymi ulicami, bo we wszystkich naszych bliskich polnych szlakach są lasy. A ja nigdy nie wejdę do lasu, nawet najmniejszego,  gdy jest ciemno. Za to w miarę możliwości odbijamy to sobie w weekendy.

Muszę też poszukać jakiś światełek, natknęliście się na coś godnego polecenia? Obroże ze światełkami odpadają, za często się psują, myślę nad jakiś przywieszkami do obroży, tak żeby mojego małego szczeniaczka było widać.

à propos małego szczeniaczka to zaczął on dorastać. I coraz częściej mam ochotę, porządnie na niego nawrzeszczeć, albo nawet gorzej. Ale nic to nie da. O co dokładniej chodzi? 

1.Samotne wycieczki, 
2. Instynkt łowiecki.
3. Problemy z przywołaniem.

Wszystkie 3 punkty są ze sobą powiązane. Wychodzi za podwórko, i zabija kury, a gdy na spacerze widzi zająca, czy ptaka to mnie wystawia i bieganie za zdobyczą. Strasznie się zmienił w ostatnim czasie. Kiedyś wszystkie bramy mogły by być otwarte, a on się cieszył na widok smyczy. Kiedyś zaganiał kury i króliki. Aż do pewnego dnia Whisky zagryzła kurę, Zerko podpatrzył i kilka dni później sam to powtórzył. Powtórzyło się to kilka razy na naszych kurach, a Zero to ukochany pupilek taty, więc mu odpuścił. A teraz na swoich spacerach, zagryzł i zjadł 5 nie naszych kur. Więc decyzja zapadała od wiosny będzie w kojcu. A za czasów kilkumiesięcznego papisia bez problemów mogłam go odwołać od potencjalnego obiadu, teraz na widok kur, ptaków, zajęcy czy saren nie mogę go utrzymać na smyczy. 




Dla tego dla nas w listopadzie zaczyna się bardzo ciężka praca. 

Chce zwiększyć aktywność. Od kilku dni na spacery noszę zabawki i smakołyki, i całą uwagę poświęcam mu. Kiedyś mogłam wyjść, ze słuchawkami wyznaczyć sobie trasę i biegać, a Zero powąchałby co tam chce, załatwił swoje potrzeby i trzymał się kilka kroków ode mnie. Teraz chwila nieuwagi, i go nie ma. Na bezczynność pozawalamy sobie tylko na naszym najstarszym terenie, a na spacerach aportujemy, szarpiemy się, ćwiczymy przywołanie szczególnie kiedy zaczyna coś wąchać, abo zaczajać się na ofiarę, robimy sztuczki i powoli wchodzimy w spalanie miski. Pomoże to nam w przywołaniu, polepszeniu relacji i zjedzeniu znienawidzonej karmy. I mam nadzieję, że już niedługo zaczniemy biegać we trójkę, bardzo ułatwi mi to sprawę. Wymęczę (albo one mnie) dwa psy na raz, a potem będę mogła wyjść jeszcze raz drugi raz z samym Zerem, żeby nie zechciało mu się nigdzie wychodzić. 

A co z Whisky?
 Z Whisky na razie tylko biegamy i chodzimy na spacerki na smyczy, żeby dopracować nie ciągnięcie na niej. Ostatnio bardziej skupiam się nad Zerem, bo im wcześniej zwalczymy problemy z nim tym lepiej. Z Whisky niedługo znów zaczniemy przywołanie. Ostatnio trochę je zaniedbałam, i jeszcze teraz zgubiłam szelki, dosłownie rozpłynęły się i nigdzie ich nie ma. Wrócimy do tego jak zamówię, albo zrobię nowe.


Muszę obciąć mu tą sierść na pysku, albo boję się, że wyjdzie z tego bez oka

 I skoro jesteśmy już przy naszych problemach, to potwory zaliczyły pierwszą wspólną ucieczkę. Coś mnie tknęło, żeby o  23 sprawdzić, gdzie jest Zero, bo lubi spać na wycieraczce przed domem, a tam go nie było. Wołam nic, sprawdzam budę też nic. Sprawdzam kojec Whisky, czy tata dla bezpieczeństwa nie zamknął ich razem (zamknięcie ich razem w jednym miejscu to zaprzeczenie bezpieczeństwa) A tu ani śladu Zera i Whisky. Co prawda kojec Whisky miał trochę poniszczoną w jednym miejscu siatkę, ale było tak od kilku dni i nie interesowała się ona dziurą i na moje oko była ona za mała żeby mogła się przecisnąć. I zastanawia mnie jak wyszły za podwórko. Nasze 3 bramy były zamknięte, a jedna którą Zero potrafi otworzyć, zawiązana sznurkiem. Bramy nie ruszone, płot szczelny, znając Whisky to jeśli by bardzo chciała mogłaby jakoś wyjść dołem, ale musiałby być bardzo zdesperowana, a przecież była wybiegana. Zero jest gruby i duży nie ma szans jakkolwiek przecisnąć się dołem, ani przeskoczyć. Ale psów nie było, i to pełne 12 godzin.
 Dzisiaj około 11 siedzimy w samochodzie, i mieliśmy jechać na zakupy, a psy jak gdyby nic przechodzą sobie obok podwórka oczywiście, nie zamierzały do nas wstąpić. Zawołam je, a one okropnie brudne i zmęczone wpakowały się do bud.
 Na szczęście całe i zdrowe. Z całej ich wyprawy cieszy mnie jeden fakt uciekły i wróciły razem. Czyli wytrzymały ze sobą całe 12 godzin, co przy ich napiętych relacjach jest dużym sukcesem.

Ale to był pomysł Whisky

niedziela, 8 listopada 2015

Mity o Huskych

 Każda rasa, a nawet kundelki cierpią z powodu mitów. Mity są bardzo krzywdzące, weźmy takiego dobermana, który dostał łatkę "pies morderca" właściciel, który powinien posiadać wiedzę o psach, a także dobrze i konsekwentnie go wychowywać takiego psa nie będzie widział w nim mordercy, ale właściciele potencjalnych przyjaciół psa, będą widzieli w nim zło wcielone, i nie pozwolą mu na kontakt z swoim psem. A w drugą stronę, osoba szukająca psa który byłby postrachem ulicy, weźmie dobermana. Bo jest to pies do zabijania, ze wrodzonym instynktem mordercy. Albo takie labradory, słodziutkie, łagodne pieski idealnie dla dzieci, takie nastawiane + znikoma wiedza o psach i już wszyscy wiemy jak to się kończy.

 Dlatego, skoro od 2 lat żyję z suczką w typie husky, mogę coś o nich powiedzieć.

 Husky jest szczęśliwy tylko w domu z ogrodem.

 Mam ogród i gdy wypuszczałam na nim Whisky po 2/3 minutach stała pod furtką, gotowa na spacer. Teraz gdy jest jeszcze Zero to bawią się, około 15- 20 minut, i obydwa lecą pod bramę, na spacer. Więc, ogród może być fajnym dodatkiem, jako miejsce do nauki i zabaw, ale nie alternatywa dla spacerów.



 Husy jest zawsze łagodny.

 Tak, zwłaszcza gdy zobaczy kurę.... Owszem husky to jedna z bardziej przyjaznych ras psów, wynika to z warunków w jakich kiedyś żyły, musiały być przyjazne do ludzi, bo żyły z nimi na co dzień. Ale to nie oznacza, że nie można tego zepsuć, zła socjalizacja, bicie, straszenie psa i po łagodnym baranku ani śladu.

Rasowy husky może mieć tylko niebieskie oczy.

 O tym, że to nieprawda chyba nie muszę nic mówić, bo syberiany mogą mieć oczy w każdym odcieniu, brązowego i niebieskiego. Nierzadko występuje też heterochromia iridis i heterochromia iridium. A po ludzku, heterochromia iridis to różnobarwność jednej tęczówki, a  heterochromia iridium występuje gdy obie tęczówki maja inne kolory.
 Przypuszczam, że mit powstał gdy ludziom bardzo spodobały się pieski z niebieskimi oczkami, więc pseudo hodowcy, zaczęli "produkować" psy o taki oczach.




Husky są  tylko czarno- białe.

Tak na prawdę, husky mogą mieć każde umarszczenie. Od całkiem białego, do całkiem czarnego. Do tego dochodzi rudy, w plamki, w ciapki i wilczasty.

Nadaje się na stróża.

 Jeden z najzabawniejszych mitów. Kilkanaście lat temu gdy nie były jeszcze tak popularne, to owszem mogły odstraszać nie proszonych gości, ale tylko wyglądem. Teraz, są tak popularne, że nikomu nie przychodzi już do głowy, że mogłyby być obrońcami.



Husky nie szczeka.

 Tak husky szczeka, z tym, że robi to dość rzadko. Whisky nieczęsto wydaje z siebie dźwięki, ale częściej wyje niż szczeka, ale szczeknęła już dokładnie 3 razy.

Husky musi codziennie przebiec 20 km.

  Jeden z mitów, który nie jest, tak bardzo krzywdzący, bo osoby, którym podoba się on z wyglądu mogą się bardzo zniechęcić, a osoby która marzy o takim psie nic nie jest w stanie zniechęcić. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to mit. To ile powinny biegać husky' ie zależy od konkretnego psa. Czy psy, po przebiegnięciu 20 km robią "stop wyczerpałem limit, weź mnie na ręce i do domu?" Dlaczego 20, a nie 15, albo 30? Są tak zwane żywe srebra które może i muszą przebiec coś około tego, ale są też mniej wymagające, którym wystarczy mniej ruchu. To zależy od wieku, wychowaniu i możliwości samego psa, więc po co robić jakiś limit?

Zmęczony husky po 6 km.



 Husky ciągnie na smyczy, i nie można ich tego oduczyć.

 Skoro, te psy całe życie ciągnęły sanie, to nie oznacza, że nie idzie ich tego oduczyć. Niby jest to trudniejsze niż u psów, bez wrodzonej chęci ciągnięcia. Ja uczyłam chodzić na smyczy tylko, moje dwa prawie husky. Z Zerem, nie było większego problemu, z Whisky było ciężej, ale to raczej, przez jej wiek, i to że wcześniej na obroży ciągnęła, zabraliśmy się za to w wakacje, i teraz jest już prawie idealnie. Trenując z psem ciągnięcie, trzeba wyrobić mu skojarzenie szelki praca, obroża spacer i po problemie.

Husky śmierdzi.

 Podobno maja jakiś inny zapach niż inne psy. Whisky pachnie inaczej niż Zero. Ale zapach Whisky jest przyjemniejszy niż Zera, nawet czuć go mniej niż zapach innych psów jakie spotkałam. A może to porostu kwestia żywienia?




I jeszcze kwestia naszego problemu z dużym czarnym. Wrócił do domu, dodatkowo rozmawiałam z właścicielami, i ustaliliśmy, ze będą go spuszczać mniej więcej w godzinach 21-22, i skoro nie mają ogrodzenia będą go pilnować, a my w tym czasie nie będziemy wychodzić za podwórko. Raz pies przyszedł do nas i zaczęły się gryźć przez płot, a po kilku minutach przyszedł właściciel i go zabrał. Podwójny sukces, my mamy spokój, a pies jest spuszczany i pilnowany.



poniedziałek, 2 listopada 2015

Co u nas + podsumowanie wyzwania minimalistki.

Ostatnio wesoło nie jest, przez co było mniej postów.
 Zaczęło się to dwa tygodnie temu, pies sąsiadów kolejny raz zerwał łańcuch (czujecie, tę siłę?) wcześniej się to też zdarzało, ale raz, dwa na miesiąc i maksymalnie chodził tak dwa dni. Normalnie nie byłoby większego problemu jest to pies który ludzi się boi i do nich nie podjedzie. Często też chodzą tu psy luzem, nie rzadko takie spacerki robi sobie nasz sąsiad kucyk. Z tym, że akurat ten pies jest największym wrogiem Zera. A pies wielkości owczarka, na oko dałbym mu 45 kg, wyglądem labrador kilka centymetrów większy od Zera. Cała historia zaczęła się gdy Zero miał cztery miesiące, pies na nas wyskoczył poszarpał się z Whisky, a Zero uciekł, na szczęście byliśmy blisko domu. Drugi raz kiedy mały miał 6 miesięcy i wtedy już nie stchórzył, ale na szczęście było to blisko ich domu i właściciele go pomogli mi je rozdzielić. Teraz pies chodzi sobie tak dwa tygodnie, właściciele nie maja jeszcze nowego łańcucha, a my boimy się wyjść na spacer, to znaczy ja, bo Zero jest gotowy do walki jak nigdy.
 Bójek było już sporo, najczęściej w miejscach gdzie nie było żywej duszy, a raz centralnie na ulicy przed sklepem.Walka tych bestii trwa dopóki nie odwrócę ich uwagi, czy to krzycząc, czy rzucając coś obok nich. Młody wtedy do mnie wraca, a drugi odchodzi, ale wciąż są napięte o gotowe do ataku. Zero ma wygryzione za uchem i na grzbiecie, weterynarz mówił, że to nic poważnego, gorzej z tym, że nie wiem czy drugi był szczepiony, mimo wszystko szkoda mi trochę czarnego, bo nie wygląda lepiej od mojego, i jest też poharatany przez inne psy, ale przez Zera najbardziej, a jego do weterynarza nikt nie zabierze, Od kilku dni nie ma spacerów, czarny czatuje przed naszym płotem, często też się we trzy przez niego gryzą. Wczoraj znów byłam u właścicieli, a ci znów to samo, że jutro kupią.


Cierpimy na brak jakichkolwiek zdjęć ;___;




Podsumowanie projektu minimalistki.

1. Zrobić szarpak
 Zrobiony i używany. Piłka, jest śliska i Zeru ciężko ja chwycić, ale przekonał się do takich szarpaków, dlatego chcę jeszcze kupić  zabawkę w typie ringa i dołączyć do niej sznurek. Ale u nas ciężko w zoologicznych z zabawkami.




2. Upiec dwa rodzaje nowych ciastek dla psów.
 Upieczone, a psy mają kolejne smaki do kochania. Zrobiłam ciasteczka z wątróbką, które z całego serca psów mogę polecić, i ciasteczka owocowo - warzywne. Sam pomysł miałam dobry, bo zaszalałam i w sokowirówce zrobiłam sok z jabłek, marchewek i gruszek, pierwszego dnia robiły furorę, ale już drugiego stwardniały do konsystencji kamienia, i były zjadalne tylko dla Zera.

3. Pozbierać zabawki z podwórka.
Odratowałam trzy zabawki, no może nie do końca odratowałam, bo dwie były w takim stanie, że nie wiem przez co musiały przejść, ale za to piłka z chińczyka po kilku tygodniach na dworze dalej piszczy!

 4. Posprzątać w ''szafie'' z psimi rzeczami
 Posprzątane dwa razy, bo nie umiem zachować porządku. Ale przypomniałam sobie o kilku zabawkach i posegregowałam je na ''szarpaki" i "reszta". Nawet umyłam, obroże i szelki.

5. Kupić smycz. 
 Kupiona i to ta idealna. 

6. Zrobić psie zakupy.
 Zamówione, w wtorek miną 3 tygodnie od dnia zamówienia, a w środę 2 tygodnie od wiadomości, że paczka została wysłana, kurierem oczywiście. Jeśli przez ten tydzień zdążą dojść, to następny post będzie o naszych ostatnich zakupach, a ja nie to cóż, będę czekać dalej.

7. Posprzątać na pulpicie ( i wysłać Wiktorii zdjęcia, za co zabieram się od wtorku)
 Posprzątane. Ale zdjęcia dalej nie wysłane. Mam już zamysł, ale nooo muszę poczekać na tę głupią paczkę.


8. Kupić gryzaki dla psów.
 Nie tylko kupione, ale kupowane regularnie, codziennie dostają co innego.



9. Wychodzić regularnie na spacery.
 Przez pierwszy tydzień było, każdy po jednym codziennie,a teraz się zepsuło. Echh z jednej strony szkoda mi tego psa, bo musi iść znowu na łańcuch, ale z drugiej strony muszę mieć na uwadze dobro moich psów.

10. Nosić zabawki na spacery z Zerem.
 Miałam przez kilka dni, ale za każdym razem na spacerze towarzyszyła nam nowa koleżanka Zera. Ona totalnie nie zainteresowana zabawkami, więc Zero też je olewał. Co do samej suczki to przepiękna, ma ładną charcią budowę, do tego przez cały spacer dwa trzy kroki ode mnie, nie to co Zero. Zero za to zaczął powoli dorastać i dwa razy chciał skoczyć na nią w wiadomym celu, ale dostał kosza, więc potem bawiły się już normalnie. 

11. Nauczyć Zera aportowania.
 Coraz lepiej, czasem jeszcze się ociąga, czy idzie do mnie łukiem, ale oddaje za nic, więc sukces.

12. Nauczyć Whisky slalomu.
Nauczona, nie perfekcyjnie, ale nad tym jeszcze pracujemy.

13. Nauczyć Whisky cofania na przedmioty.
 To sobie odpuściłam. Whisky po prostu tego nie chce, nie lubi mimo, że cofanie umie perfekcyjnie, to gdy podkładam chociażby koc, to kręci na boki, a jak nie może to siada. Nie chce jej do tego zmuszać, w końcu to tylko sztuczka, więc nie robiłam tego na siłę.

14. Nauczyć Zera slalomu.
 Nawet nie zaczęliśmy. Mieliśmy za duże problemy z cofaniem.

15. Nauczyć Zera cofania.
Miało nie być a jednak problem był. Raz, raz się spóźniłam i kliknęłam gdy Zero usiadł, a ten stwierdził, że w tej sztuczce na pewno chodzi o siadanie, to nic, że wcześniej klikałam za cofanie, to nic, że za siadanie nie nagradzam, to na pewno chodzi o siadanie. Ale teraz jest już dobrze i zabieramy się ze slalom.



16. Chodzić spać o normalnych porach.
 Udało się, po 24 jestem strasznie zmęczona. Rzadko wytrzymuje dłużej. Dwa razy tylko zawaliłam. 
raz gdy spałam w dzień i obudziłam się o 23, bez zadań domowych nie przygotowana na lekcje nic. Wtedy sobie sen odpuściłam i siedziałam 3 godziny nad rozprawką, a resztę nocy nad resztą. No a drugi raz to już w sobotę się zaczytałam i poszłam spać po 5. 

17. Zacząć się regularnie uczyć.
 Szału nie ma. Ale jest lepiej niż było.

18. Przeczytać przynajmniej 3 książki.
 Zaliczone z czego jestem bardzo dumna. W sumie wszyło mi 1262 strony w 3 tygodnie.

19. Utrzymywać porządek w pokoju.
 Słabo, niby jest lepiej, ale nadal słabo.

20. Przygotować przynajmniej 2 wegańskie, lub wegetariańskie posiłki.
 Wszyło i to bardzo. Zaczęłam uważać co jem, czego mi to dostarcza i czego muszę jeść więcej. Ser ograniczam, a coraz bardziej eksperymentuję z potrawami, i używam popularnych w śród wegan, produktów i zamienników. Teraz tylko odebrać badania krwi, doedukować się i na weganizm. 

21. Kupić mleko sojowe. 
 Wypróbowałam, wszystkie 3 rodzaje mleka sojowego dostępnego w biedronce i polecam waniliowe. 


A jak z waszymi postanowieniami, na jesień, lub ten miesiąc? 



niedziela, 25 października 2015

TOP 5!

 Tak nas też to dopadło. Są tu psy, które chce mieć koniecznie, a raczej już planuję ich posiadanie, a także psy które lubię, ale nie jestem przekonana co do ich pojawienia się w moim życiu. Mimo tego są to psy wyjątkowe, które w jakiś sposób zainteresowały mnie bardziej niż inne.
A więc bez zbędnego przedłużania, tak oto prezentują się moje ulubione rasy:


1. Husky Syberyjski.
 Od zawsze mam problem z wyborem husky, czy wilczak. Ale po głębszym zastanowieniu są to syberiany. Psy, których głównym priorytetem jest praca, i jak ją pokochają to wkładają w nią całe serce. Oglądając liczne filmiki, zaprzęgów widać ich oddanie i poświęcenie. Każdy zaprzęg bez względu na wyniki, jest magiczny, bo łączy psy i ludzi, bardziej niż jakikolwiek inny sport. O zaprzęgach i syberianach  mogłabym mówić godzinami czasem z sensem, a czasem bez. Mogę się też przyznać, że jeszcze rok temu, moim marzeniem było posiadać sportowy zaprzęg. Teraz wiem, że te wyprawy i  wyścigi na dłuższą metę nie są dla mnie, ale może kiedyś uda mi się stworzyć mini zaprzęg kilku psów amatorko rekreacyjnie. Zależy to głownie jak potoczy się moje życie, godziny pracy gdzie będę mieszkać, bo jednak nie zdecydowałbym się na kilka haszczaków bez własnego domu z ogrodem.



2. Wilczak Czechosłowacki.

 Ostatnio coraz bardziej popularna rasa, ale nie tyle, żebym mogła zobaczyć na żywo. Wilczak to mieszanka wilka i owczarka niemieckiego.  Jest to specyficzna, i bardzo trudna rasa. Wymaga zmęczenia, psychicznego jak i fizycznego, a jako że są bardziej wytrzymałe od innych  psów to z tym ciężko. Posiadają też wysoko rozwinięty instynkt łowiecki i obronny. Rodzinę traktuje jak stado, co oznacza, że nie będzie ślepo posłuszny właścicielowi, i że nie lubi zostawać sam.



3. Rhodesian Ridgeback

 Kolejna rasa psa wymagająca, dużej ilości ruchu. Przepiękne, niezależne psy wymagające konsekwentnego wychowania. Uwielbia kontakt z domownikami, posiada instynkt łowiecki i instynkt obrony swojego terytorium. Tak jak Wilczaki i Syberiany nie jest psem, w 100% posłusznym, tylko zawsze mającym swoje zdanie. Przy czym jest bardzo wrażliwy, więc przy jego wychowywaniu trzeba uważać na swoje zachowanie.




4. Greyhound 

Tak tak, chart. Nigdy nie podobały mi się ich budowy, ale pokochałam Greyhoundy w ruchu. Jest to jedna z najszybszych ras psów. Wcześniej używana do polowań i psich wyścigów. Teraz częściej są domowymi pupilkami, nierzadko uprawiającymi canicross i dalej biorą udział w wyścigach. 
Jednak z charakteru lekko odstają od mojej ulubionej dwójki. Są to zrównoważone i posłuszne psy.



5. Nowofundland
 Rasa całkowicie odstająca od reszty sportowców. Wielki pies o wielkim sercu. Jedna z najbardziej przyjacielskich ras psów. Zaczęłam o niej więcej czytać kilka miesięcy temu kiedy mieliśmy możliwość przygarnięcia psa tej rasy. Niestety, lub stety ciężko było by mi pogodzić 3 tak różne psy. Mimo to Nowofundlandy są przecudowne, nie wykluczam, że kiedyś u mnie taki zagości.



Na blogu ostatnio był trochę zastój. Nie ukrywam zawaliłam, chciałam pisać co tydzień, a wyszło jak wyszło. Jednak teraz mam już kilka pomysłów, kilka prawie skończonych postów więc od teraz posty będą regularnie. A co do samego postu, kilka ras się to nie zmieściło między innymi malamuty i samoyedy, no ale pięć to pięć.

Zaskoczeni moimi ulubionymi rasami?
I jak prezentuje się wasze top 5?

niedziela, 4 października 2015

Psio - ludzkie wyzwanie minimalistki

 Takie projekty są jednak świetną motywacja, mamy plan co chcemy zrobić w określonym czasie i nie odstawiania wszystkiego na potem. Ja mam ogromny problem z organizacją i jak wcześniej nie mam planu to nie mam motywacji.
Projekt trwa 21 dni, czyli nie dwa miesiące jak projekt 62, ale wystarczająco długo, żeby zrealizować postanowienia.
My zaczynamy dzisiaj 4 października i kończymy 25.
Aktualnie z znanych mi blogów udział w wyzywaniu biorą Psie pytania i Biały kruk




1. Zrobić szarpak
 Potwory akceptują tylko polarowe szarpaki, i żyją one bardzo krótko. Często zdarza się mi zostawić je na podwórku, a Zero je wynosi, pewnie żeby pochwalić się kolegom. Albo rozrywają się podczas zabawy, jest to kwestia czasem tygodnia, a czasem dwóch.

2. Upiec dwa rodzaje nowych ciastek dla psów.
 Ostatnio się rozleniwiłam i kupowałam gotowe, chociaż taka przerwa od domowych ciastek może dobrze im zrobi. Mam plan żeby zrobić jedne owocowe czyli jabłko, gruszka, banan, może jeszcze coś dodatkowo, a drugie będą albo z obiadów dla dzieci z gerbera, albo z wątróbką.

3. Pozbierać zabawki z podwórka - Zrobione
 Tak jak szarpaki inne zabawki też zostają na podwórku, żeby Zero miał co pogryźć i nie zabierał się za buty, śmieci czy inne rzeczy które sobie gdzieś tam znajdzie. Ale on je wynosi, albo zakopuje.

4. Posprzątać w ''szafie'' z psimi rzeczami
 Nie do końca jest to szafa, a pomieszczenie, takie 3m na 5m. I tam jest zawsze brudno, wyspana karma, smakołyki zabawki wszystko na jednej kupie najbliżej wejścia. Do posprzątania tego miejsca zbieram się od bardzo dawna. Trzeba posegregować zabawki, smakołyki i cała resztę.

5. Kupić smycz. 
 Na naszą starą smycz nie mogę już patrzeć. Za dużo przeżyła. A drugiej przejść na przedwczesną emerytuję pomógł Zero. Jak na złość w zoologicznych nie takich jakie bym chciała. Taśmowe są, albo za grube, albo mają za małe karabińczyki. Jest jedna idealna sznurkowa, z tym że kosztuje równe 45 zł. Albo kupię zastępczą taśmową, albo szarpnę się na sznurkową.

6. Zrobić psie zakupy.
 Wielka tajemnica, chociaż penie większość się domyśla. O szczegółach wie tylko jedna osoba, która mi pomagała (za co jeszcze raz dziękuję!) Ale proszę się nie chwal, bo nie będzie niespodzianki.
Mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła już to wam pokazać.

7. Posprzątać na pulpicie ( i wysłać Wiktorii zdjęcia, za co zabieram się od wtorku)
 Cały pulpit mam w folderach z zdjęciami psów. Będę usuwać i porządkować.

8. Kupić gryzaki dla psów.
 Kości prasowane, kurze łapki, suszone kości żeby nie uzależniać psów od konga.

9. Wychodzić regularnie na spacery.
 Od września mam z tym spory problem. A nie będą mnie znajomi ciągle wyręczali. Jest to bardzo zależne od punktu 16. Jak ogarnę 16 to spacery pewnie będą już normalnie.

10. Nosić zabawki na spacery z Zerem.
 Nosić jak nosić, najpierw trzeba go na nie nakręcić poza podwórkiem. W ogrodzie jest idealnie, a na spacerze przeciwnie. Spacer wygląda tak, ze młody biegnie gdzie chce, przychodzi tylko gdy zachce mu się smaka, albo gdy go wołam.

11. Nauczyć Zera aportowania.
 Dokładniej oddać zabawkę, tylko po to żeby rzucić mu jeszcze raz. "Oddać i się poszarpać? Super!" Oddać i rzucić nową? Ekstra!" Ale oddać żeby rzucić tę samą już nie take fajne.

12. Nauczyć Whisky slalomu.
 Sztuczka która bardzo mi się podoba. Wstępnie zakładam, że będzie ciężko.

13. Nauczyć Whisky cofania na przedmioty.
 Jeszcze ciężej. Ostatnio skończyliśmy na kocu złożonym na pół. Więc nooo... Tylko życzyć nam powodzenia.

14. Nauczyć Zera slalomu.
 O ile Zero szybko się uczy to będzie problem z jego wzrostem i moim wzrostem. Ostatnio jak go mierzyłam to miał 64 cm w kłębie, a ja mam 157 cm. Będzie wesoło.

15. Nauczyć Zera cofania.
 Tu raczej problemu nie będzie, trzeba się tyko zmobilizować.


I tu zaczynają się wyzwania związane ze mną.

16. Chodzić spać o normalnych porach.
 Pobudka po 6, wracam ze szkoły i spać. Czasem do 18, a nie rzadko do 21-22. A potem znów spać około 1 - 3.
Mówię sobie nigdy więcej, a zawsze jest tak samo. Od poniedziałku koniec ze spaniem w dzień i do łóżka najpóźniej o 23.

17. Zacząć się regularnie uczyć.
 Nie wiem jak przeżyłam wrzesień za takim planem dnia. Od poniedziałku 2 godziny nauki codziennie. Matura za 2 lata!

18. Przeczytać przynajmniej 3 książki.
 Jeszcze nie psie.
 Nałogowo czytać też ostatnio jakoś przestałam. A w bibliotece cała półka mojego ulubionego autora. 3 książki na 21 to niby mało, ale każda książka ma minimum 400 stron w porywach do 500, więc ponad 1000 stron w 21 dni, czas start.

19. Utrzymywać porządek w pokoju.
 Zawsze mam w pokoju brudno. Zawsze i od zawsze. I nigdy nie mogę niczego znaleźć. Od dziś muszę utrzymywać porządek w pokoju non stop.

20. Przygotować przynajmniej 2 wegańskie, lub wegetariańskie posiłki.
 Od kiedy nie jem mięsa, moja dieta to tosty z serem i pomidorem, jajecznica z pomidorem, kanapki z pomidorem sałatą i serem, czasem zrobię sobie też zapiekankę z pomidorem i serem.
Nie wiem co ja jadłam wcześniej, ale jak ser i pomidor mi już się znudzi to umrę.
Dlatego spróbuję zacząć coś gotować, może nawet przekonam do tego mamę, jedna z moich sióstr nie je mięsa, a na resztę nie mam co liczyć.

21. Kupić mleko sojowe. 
  Coś łatwego też musi być. Zawsze chce, jednak nie kupuję. W poniedziałek idę do biedronki i sprawdzę jak smakuje.





A wy planujecie, albo może już bierzecie udział w wyzwaniu?


niedziela, 6 września 2015

Wakacje - co zrobiliśmy, a czego nie zdążyliśmy?

 Czyli nasz prywatny projekt 62. Jako, że w wakacje jest zazwyczaj ciepło, a gdy jest ciepło moje psy mają w głowie, tylko co zrobić żeby się ochłodzić, nasz projekt 62 nie zawierał żadnych wybitnych planów, ale coś nabazgrane na kartce było.


Długie spacery
 To udało się nam w 100% w każdą niedzielę wyciągałam tatę, młodsze siostry i jednego z psów na porządne 10-20 km wycieczki. Cierpię na totalny brak orientacji w terenie, więc nigdy sama nie zapuszczam się tak daleko, ale dzięki tym spacerkom, znamy kilka długich, ciekawych i nowych miejsc.
 Zero na tych spacerkach chodził bez smyczy, smycz leżała awaryjnie, w plecaku obok smakołyków, miski, i butelki  wody. Odwoływał się ładnie, ale nie musieliśmy często go wołać, bo trzymał się około 20 m od nas. Jedynie co mi się nie podobało, to to że ignorował zabawki, nawet ukochany szarpak i odmawiał robienia sztuczek podczas postojów. Ja na spacerach zwykle unikam krów jak ognia, niestety spotkaliśmy kilka na trasie, Zero za cel wybrał sobie cielaczka,bo starsze krowy na niego dziwnie patrzyły, no nie zakolegowali się ładnie mówiąc. Zero zaliczył bliskie spotkanie z kopytem, ale na szczęście ma lepszy refleks niż sądziłam, i ostatecznie kopniaka uniknął, ale krów nie lubi.
 Whisky nie była gorsza. Przez większość czasu była w szelkach i naszym prowizorycznym amortyzatorze. Bardzo ładnie pracowała, nie oglądała się tylko szła do przodu. Ma problem z przerwami, kiedy my wykończeni siedzieliśmy ona za wszelką cenę chciała iść dalej.









Nakręcenie na zabawki
  Jakaś mała poprawa jest, Whisky kilka razy szarpała się z Zerem. Z innymi zabawkami trochę też, jak rzucam im piłkę, to Whisky oczywiście pobiegnie, wyprzedzi Zera weźmie zabawkę do psyka i koniec zabawy.
 Zero zabawki w dalszym ciągu kocha. I bardzo ładnie oddaje przy aporcie zabawkę za zabawkę, a nie jak wcześniej za szarpak.







Wodowanie 
 Tu mamy duży sukces.
 Whisky jeszcze w zeszłym roku w bardzo upalne dni moczyła maksymalnie łapki, ale z łaski, bo stałam nad nią i rzucałam do wody tony smakołyków. Teraz jak widzi staw to leci do niego, i wchodzi, po szyję. Może za rok będzie pływać, z Whisky najważniejszy jest spokój i nie zachęcanie jej tylko dać jej wybór.
 Zero wody nie lubi odkąd w napadzie głupawki wleciał do wody, na brzegu same gałęzie, kilka metrów przed brzegiem sam muł. Ale jakoś wyszedł, teraz jest na etapie moczenia łapek i picia, ale tylko gdy Whisky jest w wodzie.
 Miałam też w planie wypad nad jezioro. Udał się w połowie, bo tylko z Whisky.
 Nie pływała, ale do wody weszła od razu i długo chodziłyśmy po brzegu, oddalonym od ludzi.
 Zero też miał jechać, ale nie wypaliło.
 Po pierwsze jest większy od Whisky w samochodzie mamy by się nie zmieścił, a busa taty ciężko tam zaparkować.
 Po drugie akurat wtedy Whisky liniała, i mama doszła do wniosku, że Zero zostawi jeszcze więcej sierści, to nic, że on teraz nie linieje.
 I po trzecie znowu, że jest duży, to tego nie taki ładny jak Whisky co odstrasza dzieci, z kolei które Zerko bardzo kocha, wiec problem murowany.






Sterylizacja
 Sterylizacja była planowana na początek wakacji. Rodzice zgadzali w końcu ja płacę, to czemu by nie. Ale zawsze brakowało czasu i chęci oczywiście rodzicom. Potem Whisky zachorowała i wszyło to nam w sumie trochę na dobre, bo gdyby nie to pewnie nadal czekałbym na transport.




Sztuczki
 Tu nie wyszło, jak jest ciepło to ciężko psy nakręcić na pracę, a smaki tracą wartość.
Z Zerem trochę robimy cofanie, dokończyliśmy turlaj się i nauczyliśmy się komendy ''na drzewo'' Bardzo przydatna przy zdjęciach.

A z Whisky, zaczęliśmy ambitnie, bo od  cofania się na przedmioty. Okazało się być to trudniejsze niż myślałam, bo Whisky miała problem z wejściem na koc. Teraz jesteśmy przy wejściu na poduszki i staramy się to robić w wolnym czasie. Prawie umiemy wstydź się, za każdym razem muszę naklejać plaster, ale po 2-3 powtórzeniach robi sama, ale szybko się jej to nudzi. I robimy też trochę trzymaj. Ale nie często, bo Whisky bardzo tego nie lubi, bierze do pyska i chwilę trzyma, teraz tylko wydłużyć czas.





 Spotkania z innymi psami
  Ciężko spotkać w mojej wsi partnerów do wspólnych spacerów.
 Ale jakoś sobie radzimy.
Mamy Barta, który przychodzi się przywitać i wraca do właścicielki, ale on jakoś nie chce się bawić.
Mamy też małego kundelka który notorycznie ucieka z kojca i wpada do Zera. Nie jest zapchlony ani  agresywny, jedyną jego wadą, że myśli tylko jedną częścią ciała. Zero mimo anielskiej cierpliwości, wczoraj po 3 godzinach które spędził u nas jego gość, mało delikatnie pokazał mu gdzie są granice. Odniosłam go do domu, ale pewnie niedługo znowu wpadnie.
I jest jeszcze Miki, ośmioletni  pseudo pinczer miniaturowy kuzynki.
Miki, mimo, że ma więcej wad niż zalet, jest jak na razie naszym najlepszym kompanem na spacerach.
Jest 10 razy lżejszy niż Zero i często podgryza moje psy, Zerowi to nie przeszkadza, ale Whisky czasem na niego warknie.






Przychodzenie na zawołanie
 Tu pracowałam z Whisky na 50 metrowej lince.  I mimo, że często ćwiczymy, jeszcze długa droga przed nami. Na początku tego spaceru, Whisky biegnie przed siebie, a ja jestem dla niej tylko ograniczeniem wolności.


Chodzenie na smyczy
 Whisky nie potrafi chodzić na smyczy, zawsze wyrywała mi rękę ze stawu. Jako, że w zimę i jesieni nauka tego nam nijak nie wychodziła, więc zostawiłam to na wakacje, jest ciepło, więc psu nie chce się, biegać i ciągnąć. I tu jesteśmy w połowie.


Samokontrola
 Czyli odczekanie pewnej ilości czasu zanim pies rzuci się na miskę. Tu pracowałam z Zerem, bo Whisky może czekać nawet godzinę, tak Zero skakał po mnie, i ciężko było miskę położyć. Teraz mogę położyć miskę, ale o odczekaniu kilku sekund nie ma na razie mowy.


Whisky zaczęła lubić dzieci.