niedziela, 6 września 2015

Wakacje - co zrobiliśmy, a czego nie zdążyliśmy?

 Czyli nasz prywatny projekt 62. Jako, że w wakacje jest zazwyczaj ciepło, a gdy jest ciepło moje psy mają w głowie, tylko co zrobić żeby się ochłodzić, nasz projekt 62 nie zawierał żadnych wybitnych planów, ale coś nabazgrane na kartce było.


Długie spacery
 To udało się nam w 100% w każdą niedzielę wyciągałam tatę, młodsze siostry i jednego z psów na porządne 10-20 km wycieczki. Cierpię na totalny brak orientacji w terenie, więc nigdy sama nie zapuszczam się tak daleko, ale dzięki tym spacerkom, znamy kilka długich, ciekawych i nowych miejsc.
 Zero na tych spacerkach chodził bez smyczy, smycz leżała awaryjnie, w plecaku obok smakołyków, miski, i butelki  wody. Odwoływał się ładnie, ale nie musieliśmy często go wołać, bo trzymał się około 20 m od nas. Jedynie co mi się nie podobało, to to że ignorował zabawki, nawet ukochany szarpak i odmawiał robienia sztuczek podczas postojów. Ja na spacerach zwykle unikam krów jak ognia, niestety spotkaliśmy kilka na trasie, Zero za cel wybrał sobie cielaczka,bo starsze krowy na niego dziwnie patrzyły, no nie zakolegowali się ładnie mówiąc. Zero zaliczył bliskie spotkanie z kopytem, ale na szczęście ma lepszy refleks niż sądziłam, i ostatecznie kopniaka uniknął, ale krów nie lubi.
 Whisky nie była gorsza. Przez większość czasu była w szelkach i naszym prowizorycznym amortyzatorze. Bardzo ładnie pracowała, nie oglądała się tylko szła do przodu. Ma problem z przerwami, kiedy my wykończeni siedzieliśmy ona za wszelką cenę chciała iść dalej.









Nakręcenie na zabawki
  Jakaś mała poprawa jest, Whisky kilka razy szarpała się z Zerem. Z innymi zabawkami trochę też, jak rzucam im piłkę, to Whisky oczywiście pobiegnie, wyprzedzi Zera weźmie zabawkę do psyka i koniec zabawy.
 Zero zabawki w dalszym ciągu kocha. I bardzo ładnie oddaje przy aporcie zabawkę za zabawkę, a nie jak wcześniej za szarpak.







Wodowanie 
 Tu mamy duży sukces.
 Whisky jeszcze w zeszłym roku w bardzo upalne dni moczyła maksymalnie łapki, ale z łaski, bo stałam nad nią i rzucałam do wody tony smakołyków. Teraz jak widzi staw to leci do niego, i wchodzi, po szyję. Może za rok będzie pływać, z Whisky najważniejszy jest spokój i nie zachęcanie jej tylko dać jej wybór.
 Zero wody nie lubi odkąd w napadzie głupawki wleciał do wody, na brzegu same gałęzie, kilka metrów przed brzegiem sam muł. Ale jakoś wyszedł, teraz jest na etapie moczenia łapek i picia, ale tylko gdy Whisky jest w wodzie.
 Miałam też w planie wypad nad jezioro. Udał się w połowie, bo tylko z Whisky.
 Nie pływała, ale do wody weszła od razu i długo chodziłyśmy po brzegu, oddalonym od ludzi.
 Zero też miał jechać, ale nie wypaliło.
 Po pierwsze jest większy od Whisky w samochodzie mamy by się nie zmieścił, a busa taty ciężko tam zaparkować.
 Po drugie akurat wtedy Whisky liniała, i mama doszła do wniosku, że Zero zostawi jeszcze więcej sierści, to nic, że on teraz nie linieje.
 I po trzecie znowu, że jest duży, to tego nie taki ładny jak Whisky co odstrasza dzieci, z kolei które Zerko bardzo kocha, wiec problem murowany.






Sterylizacja
 Sterylizacja była planowana na początek wakacji. Rodzice zgadzali w końcu ja płacę, to czemu by nie. Ale zawsze brakowało czasu i chęci oczywiście rodzicom. Potem Whisky zachorowała i wszyło to nam w sumie trochę na dobre, bo gdyby nie to pewnie nadal czekałbym na transport.




Sztuczki
 Tu nie wyszło, jak jest ciepło to ciężko psy nakręcić na pracę, a smaki tracą wartość.
Z Zerem trochę robimy cofanie, dokończyliśmy turlaj się i nauczyliśmy się komendy ''na drzewo'' Bardzo przydatna przy zdjęciach.

A z Whisky, zaczęliśmy ambitnie, bo od  cofania się na przedmioty. Okazało się być to trudniejsze niż myślałam, bo Whisky miała problem z wejściem na koc. Teraz jesteśmy przy wejściu na poduszki i staramy się to robić w wolnym czasie. Prawie umiemy wstydź się, za każdym razem muszę naklejać plaster, ale po 2-3 powtórzeniach robi sama, ale szybko się jej to nudzi. I robimy też trochę trzymaj. Ale nie często, bo Whisky bardzo tego nie lubi, bierze do pyska i chwilę trzyma, teraz tylko wydłużyć czas.





 Spotkania z innymi psami
  Ciężko spotkać w mojej wsi partnerów do wspólnych spacerów.
 Ale jakoś sobie radzimy.
Mamy Barta, który przychodzi się przywitać i wraca do właścicielki, ale on jakoś nie chce się bawić.
Mamy też małego kundelka który notorycznie ucieka z kojca i wpada do Zera. Nie jest zapchlony ani  agresywny, jedyną jego wadą, że myśli tylko jedną częścią ciała. Zero mimo anielskiej cierpliwości, wczoraj po 3 godzinach które spędził u nas jego gość, mało delikatnie pokazał mu gdzie są granice. Odniosłam go do domu, ale pewnie niedługo znowu wpadnie.
I jest jeszcze Miki, ośmioletni  pseudo pinczer miniaturowy kuzynki.
Miki, mimo, że ma więcej wad niż zalet, jest jak na razie naszym najlepszym kompanem na spacerach.
Jest 10 razy lżejszy niż Zero i często podgryza moje psy, Zerowi to nie przeszkadza, ale Whisky czasem na niego warknie.






Przychodzenie na zawołanie
 Tu pracowałam z Whisky na 50 metrowej lince.  I mimo, że często ćwiczymy, jeszcze długa droga przed nami. Na początku tego spaceru, Whisky biegnie przed siebie, a ja jestem dla niej tylko ograniczeniem wolności.


Chodzenie na smyczy
 Whisky nie potrafi chodzić na smyczy, zawsze wyrywała mi rękę ze stawu. Jako, że w zimę i jesieni nauka tego nam nijak nie wychodziła, więc zostawiłam to na wakacje, jest ciepło, więc psu nie chce się, biegać i ciągnąć. I tu jesteśmy w połowie.


Samokontrola
 Czyli odczekanie pewnej ilości czasu zanim pies rzuci się na miskę. Tu pracowałam z Zerem, bo Whisky może czekać nawet godzinę, tak Zero skakał po mnie, i ciężko było miskę położyć. Teraz mogę położyć miskę, ale o odczekaniu kilku sekund nie ma na razie mowy.


Whisky zaczęła lubić dzieci.