sobota, 21 listopada 2015

Zakupy

 Przez ostatni czas nazbierało się nam kilka mniej, lub bardziej ważnych zakupów. Planuję zrobić osobną recenzje szelek i amortyzatora. Reszta jest bezfirmowa i tak zwyczajna, że myślę, że krótki opis, gdyby komuś się gdzieś rzuciło w oczy wystarczy.

Zaczynamy od najważniejszego, czyli naszego wyczekiwanego sprzętu.

Obydwa przedmioty są z firmy Sali, wszystkie szczegóły zawarte będą w recenzji, która pojawi się już nie długo, bo mamy już jedne szelki z tej firmy, od ponad roku.








A teraz najprzyjemniejsze czyli jedzenie.



1. Hähnchenbrustfilets
Mówi to coś komuś? Smaczki kupione w sklepie kik. W sumie nawet bym tam nie weszła gdybym nie przeczytała notki o nich na blogu Psie Pytania. Jeszcze nie otwarte, kosztowały 8,99 zł.
A jednak w stercie przysmaków o składzie 4% mięsa, znalazłam te o o składzie:
- Pierś z kurczaka 95%
- Czysta gliceryna.

2. Hähnchen Snacks
Kolejne smaczki z kiku. Cena znów 8,99 zł, za  100g. Dużo miękkich pasków, łatwych do pokrojenia. Psy dadzą się za nie pokroić.
Skład:
- Pierś z kurczaka 43%
- Skóra bydlęca 30%
- Mięso z kaczki 20%
- Kukurydza 5%
- Czysta gliceryna 2%

3. Smaczki z Maced
W środku były trzy grube filety. Łatwo się je kroi. A potwory jak zawsze zjedzą wszystko.
Skład:
- Mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego (min. 90% mięsa drobiowego)
- Substancja stabilizująca.
- Regulator kwasowości.
- Konserwanty.

4. Próbka karmy Royal Canin 
Dostałam to gratis do zakupów z zoologicznym. Były dwie po 50g. Kawałki małe i miękkie, czyli Whisky się spodobały. Okropnie śmierdzą, ale nie mięsem, jak powinny pachnieć smaki i karma, ale chemią. Dodatkowo w środku znajduje się rabat na - 40 zł na właśnie tę karmę.  Skład podaje ze strony internetowej royal canin, bo na próbkach nie było... Jaki widać skład bogaty, tylko szkoda, że nie w to co trzeba. 
Skład:
ryż, suszone białko drobiowe, izolat białka roślinnego*, tłuszcze zwierzęce, hydrolizat białka zwierzęcego, włókno roślinne, pulpa buraczana, sole mineralne, olej rybny, olej sojowy, fruktooligosacharydy, łuski i nasiona psyllium, wyciąg z drożdży (źródło mannooligosacharydów), hydrolizat skorupiaków (źródło glukozaminy), wyciąg z aksamitki wzniesionej (źródło luteiny), hydrolizat chrząstki (źródło chondroityny). 




5. Suszona tchawica wołowa
3, 90 zł za 100g.
Zawsze widziałam tylko bardzo dużo i drogie opakowania gryzaków. A tu proszę, całe 3, 90 a gryzaków nie mało. 


6. Pedigree Jumbone
Były dwie, ale Whisky dostała swoje już przed zdjęciem. Kupiłam je w biedronce kiedy był tydzień psa i kota. Szukałam zabawek, ale nie było. Nie wiem czy w ogóle nie dotarły, czy je jakoś przegapiłam co wątpię, bo byłam rano i po południu, pierwszego, drugiego i trzeciego dnia. Żeby nie wychodzić z pustymi rękami wzięłam własnie dwa Jumbone.
Skład:
-zboża (w tym 4% ryż), produkty uboczne pochodzenia roślinnego, mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego (w tym 4% kurczak), cukier, składniki mineralne, roślinne ekstrakty białkowe, oleje i tłuszcze, nasiona, zioła.



7. Gryzaki.
Nie znam składu, ponieważ były na sztuki, każda kosztowała 2,50 zł  jedynie mogę powiedzieć, że już ich nie ma, a psy były bardzo zadowolone. Chociaż w sumie to one są z każdego jedzenia zadowolone... 


8. Suszone kości wołowe.
Od kilku tygodni królują u nas, a psy dostają raz na tydzień. Wolą te od surowych kości. Jedynym ich minusem, jest to że strasznie śmierdzą, i w domu więcej im nie dam. 





9. Pojemnik na woreczki i woreczki na odchody.

Kupione, bo lepiej mieć niż nie mieć z pepco. Pudełko kosztowało 4, 99 zł, i tyle samo 3 rolki woreczków w łapki. Jak na razie nie używamy, ale niedługo szykuje się nam wypad do miasta.

10. Szarpak z piłką
Też kupiony w pepco za 4, 99 zł. Zero miał radochę na około 5 minut. Niestety piłka długo nie wytrzymała, ale nawet Whisky się tym zainteresowała, więc było warto.





11. Smycz

Na koniec nasza długo wyczekiwana smycz. Trochę martwi mnie to, że karabińczyki do liny przyszyte są tasiemką, na początku trochę się bałam, że Zero pociągnie i po niej, ale jednak wytrzymuje, i jednego i drugiego. Kosztowała 45 zł. 





W najbliższym czasie czeka nas jeszcze jedna paczka urodzinowo - świąteczna. Bo małemu 3 grudnia stuknie roczek, więc czekamy na Dzień darmowej dostawy.

Wy też wyczekujecie na magiczną datę 1 grudnia?

niedziela, 15 listopada 2015

Ciemno wszędzie. Zimno wszędzie. Co to będzie!? Co to będzie!?

 Piękna złocista jesień nastała!



 Na spacery muszę się wyrobić do 16, bo potem jest ciemno. A Zero lubi się gubić jak jest ciemno. Z Whisky za to chodzimy wieczorami, ale biegamy tylko oświetlonymi ulicami, bo we wszystkich naszych bliskich polnych szlakach są lasy. A ja nigdy nie wejdę do lasu, nawet najmniejszego,  gdy jest ciemno. Za to w miarę możliwości odbijamy to sobie w weekendy.

Muszę też poszukać jakiś światełek, natknęliście się na coś godnego polecenia? Obroże ze światełkami odpadają, za często się psują, myślę nad jakiś przywieszkami do obroży, tak żeby mojego małego szczeniaczka było widać.

à propos małego szczeniaczka to zaczął on dorastać. I coraz częściej mam ochotę, porządnie na niego nawrzeszczeć, albo nawet gorzej. Ale nic to nie da. O co dokładniej chodzi? 

1.Samotne wycieczki, 
2. Instynkt łowiecki.
3. Problemy z przywołaniem.

Wszystkie 3 punkty są ze sobą powiązane. Wychodzi za podwórko, i zabija kury, a gdy na spacerze widzi zająca, czy ptaka to mnie wystawia i bieganie za zdobyczą. Strasznie się zmienił w ostatnim czasie. Kiedyś wszystkie bramy mogły by być otwarte, a on się cieszył na widok smyczy. Kiedyś zaganiał kury i króliki. Aż do pewnego dnia Whisky zagryzła kurę, Zerko podpatrzył i kilka dni później sam to powtórzył. Powtórzyło się to kilka razy na naszych kurach, a Zero to ukochany pupilek taty, więc mu odpuścił. A teraz na swoich spacerach, zagryzł i zjadł 5 nie naszych kur. Więc decyzja zapadała od wiosny będzie w kojcu. A za czasów kilkumiesięcznego papisia bez problemów mogłam go odwołać od potencjalnego obiadu, teraz na widok kur, ptaków, zajęcy czy saren nie mogę go utrzymać na smyczy. 




Dla tego dla nas w listopadzie zaczyna się bardzo ciężka praca. 

Chce zwiększyć aktywność. Od kilku dni na spacery noszę zabawki i smakołyki, i całą uwagę poświęcam mu. Kiedyś mogłam wyjść, ze słuchawkami wyznaczyć sobie trasę i biegać, a Zero powąchałby co tam chce, załatwił swoje potrzeby i trzymał się kilka kroków ode mnie. Teraz chwila nieuwagi, i go nie ma. Na bezczynność pozawalamy sobie tylko na naszym najstarszym terenie, a na spacerach aportujemy, szarpiemy się, ćwiczymy przywołanie szczególnie kiedy zaczyna coś wąchać, abo zaczajać się na ofiarę, robimy sztuczki i powoli wchodzimy w spalanie miski. Pomoże to nam w przywołaniu, polepszeniu relacji i zjedzeniu znienawidzonej karmy. I mam nadzieję, że już niedługo zaczniemy biegać we trójkę, bardzo ułatwi mi to sprawę. Wymęczę (albo one mnie) dwa psy na raz, a potem będę mogła wyjść jeszcze raz drugi raz z samym Zerem, żeby nie zechciało mu się nigdzie wychodzić. 

A co z Whisky?
 Z Whisky na razie tylko biegamy i chodzimy na spacerki na smyczy, żeby dopracować nie ciągnięcie na niej. Ostatnio bardziej skupiam się nad Zerem, bo im wcześniej zwalczymy problemy z nim tym lepiej. Z Whisky niedługo znów zaczniemy przywołanie. Ostatnio trochę je zaniedbałam, i jeszcze teraz zgubiłam szelki, dosłownie rozpłynęły się i nigdzie ich nie ma. Wrócimy do tego jak zamówię, albo zrobię nowe.


Muszę obciąć mu tą sierść na pysku, albo boję się, że wyjdzie z tego bez oka

 I skoro jesteśmy już przy naszych problemach, to potwory zaliczyły pierwszą wspólną ucieczkę. Coś mnie tknęło, żeby o  23 sprawdzić, gdzie jest Zero, bo lubi spać na wycieraczce przed domem, a tam go nie było. Wołam nic, sprawdzam budę też nic. Sprawdzam kojec Whisky, czy tata dla bezpieczeństwa nie zamknął ich razem (zamknięcie ich razem w jednym miejscu to zaprzeczenie bezpieczeństwa) A tu ani śladu Zera i Whisky. Co prawda kojec Whisky miał trochę poniszczoną w jednym miejscu siatkę, ale było tak od kilku dni i nie interesowała się ona dziurą i na moje oko była ona za mała żeby mogła się przecisnąć. I zastanawia mnie jak wyszły za podwórko. Nasze 3 bramy były zamknięte, a jedna którą Zero potrafi otworzyć, zawiązana sznurkiem. Bramy nie ruszone, płot szczelny, znając Whisky to jeśli by bardzo chciała mogłaby jakoś wyjść dołem, ale musiałby być bardzo zdesperowana, a przecież była wybiegana. Zero jest gruby i duży nie ma szans jakkolwiek przecisnąć się dołem, ani przeskoczyć. Ale psów nie było, i to pełne 12 godzin.
 Dzisiaj około 11 siedzimy w samochodzie, i mieliśmy jechać na zakupy, a psy jak gdyby nic przechodzą sobie obok podwórka oczywiście, nie zamierzały do nas wstąpić. Zawołam je, a one okropnie brudne i zmęczone wpakowały się do bud.
 Na szczęście całe i zdrowe. Z całej ich wyprawy cieszy mnie jeden fakt uciekły i wróciły razem. Czyli wytrzymały ze sobą całe 12 godzin, co przy ich napiętych relacjach jest dużym sukcesem.

Ale to był pomysł Whisky

niedziela, 8 listopada 2015

Mity o Huskych

 Każda rasa, a nawet kundelki cierpią z powodu mitów. Mity są bardzo krzywdzące, weźmy takiego dobermana, który dostał łatkę "pies morderca" właściciel, który powinien posiadać wiedzę o psach, a także dobrze i konsekwentnie go wychowywać takiego psa nie będzie widział w nim mordercy, ale właściciele potencjalnych przyjaciół psa, będą widzieli w nim zło wcielone, i nie pozwolą mu na kontakt z swoim psem. A w drugą stronę, osoba szukająca psa który byłby postrachem ulicy, weźmie dobermana. Bo jest to pies do zabijania, ze wrodzonym instynktem mordercy. Albo takie labradory, słodziutkie, łagodne pieski idealnie dla dzieci, takie nastawiane + znikoma wiedza o psach i już wszyscy wiemy jak to się kończy.

 Dlatego, skoro od 2 lat żyję z suczką w typie husky, mogę coś o nich powiedzieć.

 Husky jest szczęśliwy tylko w domu z ogrodem.

 Mam ogród i gdy wypuszczałam na nim Whisky po 2/3 minutach stała pod furtką, gotowa na spacer. Teraz gdy jest jeszcze Zero to bawią się, około 15- 20 minut, i obydwa lecą pod bramę, na spacer. Więc, ogród może być fajnym dodatkiem, jako miejsce do nauki i zabaw, ale nie alternatywa dla spacerów.



 Husy jest zawsze łagodny.

 Tak, zwłaszcza gdy zobaczy kurę.... Owszem husky to jedna z bardziej przyjaznych ras psów, wynika to z warunków w jakich kiedyś żyły, musiały być przyjazne do ludzi, bo żyły z nimi na co dzień. Ale to nie oznacza, że nie można tego zepsuć, zła socjalizacja, bicie, straszenie psa i po łagodnym baranku ani śladu.

Rasowy husky może mieć tylko niebieskie oczy.

 O tym, że to nieprawda chyba nie muszę nic mówić, bo syberiany mogą mieć oczy w każdym odcieniu, brązowego i niebieskiego. Nierzadko występuje też heterochromia iridis i heterochromia iridium. A po ludzku, heterochromia iridis to różnobarwność jednej tęczówki, a  heterochromia iridium występuje gdy obie tęczówki maja inne kolory.
 Przypuszczam, że mit powstał gdy ludziom bardzo spodobały się pieski z niebieskimi oczkami, więc pseudo hodowcy, zaczęli "produkować" psy o taki oczach.




Husky są  tylko czarno- białe.

Tak na prawdę, husky mogą mieć każde umarszczenie. Od całkiem białego, do całkiem czarnego. Do tego dochodzi rudy, w plamki, w ciapki i wilczasty.

Nadaje się na stróża.

 Jeden z najzabawniejszych mitów. Kilkanaście lat temu gdy nie były jeszcze tak popularne, to owszem mogły odstraszać nie proszonych gości, ale tylko wyglądem. Teraz, są tak popularne, że nikomu nie przychodzi już do głowy, że mogłyby być obrońcami.



Husky nie szczeka.

 Tak husky szczeka, z tym, że robi to dość rzadko. Whisky nieczęsto wydaje z siebie dźwięki, ale częściej wyje niż szczeka, ale szczeknęła już dokładnie 3 razy.

Husky musi codziennie przebiec 20 km.

  Jeden z mitów, który nie jest, tak bardzo krzywdzący, bo osoby, którym podoba się on z wyglądu mogą się bardzo zniechęcić, a osoby która marzy o takim psie nic nie jest w stanie zniechęcić. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to mit. To ile powinny biegać husky' ie zależy od konkretnego psa. Czy psy, po przebiegnięciu 20 km robią "stop wyczerpałem limit, weź mnie na ręce i do domu?" Dlaczego 20, a nie 15, albo 30? Są tak zwane żywe srebra które może i muszą przebiec coś około tego, ale są też mniej wymagające, którym wystarczy mniej ruchu. To zależy od wieku, wychowaniu i możliwości samego psa, więc po co robić jakiś limit?

Zmęczony husky po 6 km.



 Husky ciągnie na smyczy, i nie można ich tego oduczyć.

 Skoro, te psy całe życie ciągnęły sanie, to nie oznacza, że nie idzie ich tego oduczyć. Niby jest to trudniejsze niż u psów, bez wrodzonej chęci ciągnięcia. Ja uczyłam chodzić na smyczy tylko, moje dwa prawie husky. Z Zerem, nie było większego problemu, z Whisky było ciężej, ale to raczej, przez jej wiek, i to że wcześniej na obroży ciągnęła, zabraliśmy się za to w wakacje, i teraz jest już prawie idealnie. Trenując z psem ciągnięcie, trzeba wyrobić mu skojarzenie szelki praca, obroża spacer i po problemie.

Husky śmierdzi.

 Podobno maja jakiś inny zapach niż inne psy. Whisky pachnie inaczej niż Zero. Ale zapach Whisky jest przyjemniejszy niż Zera, nawet czuć go mniej niż zapach innych psów jakie spotkałam. A może to porostu kwestia żywienia?




I jeszcze kwestia naszego problemu z dużym czarnym. Wrócił do domu, dodatkowo rozmawiałam z właścicielami, i ustaliliśmy, ze będą go spuszczać mniej więcej w godzinach 21-22, i skoro nie mają ogrodzenia będą go pilnować, a my w tym czasie nie będziemy wychodzić za podwórko. Raz pies przyszedł do nas i zaczęły się gryźć przez płot, a po kilku minutach przyszedł właściciel i go zabrał. Podwójny sukces, my mamy spokój, a pies jest spuszczany i pilnowany.



poniedziałek, 2 listopada 2015

Co u nas + podsumowanie wyzwania minimalistki.

Ostatnio wesoło nie jest, przez co było mniej postów.
 Zaczęło się to dwa tygodnie temu, pies sąsiadów kolejny raz zerwał łańcuch (czujecie, tę siłę?) wcześniej się to też zdarzało, ale raz, dwa na miesiąc i maksymalnie chodził tak dwa dni. Normalnie nie byłoby większego problemu jest to pies który ludzi się boi i do nich nie podjedzie. Często też chodzą tu psy luzem, nie rzadko takie spacerki robi sobie nasz sąsiad kucyk. Z tym, że akurat ten pies jest największym wrogiem Zera. A pies wielkości owczarka, na oko dałbym mu 45 kg, wyglądem labrador kilka centymetrów większy od Zera. Cała historia zaczęła się gdy Zero miał cztery miesiące, pies na nas wyskoczył poszarpał się z Whisky, a Zero uciekł, na szczęście byliśmy blisko domu. Drugi raz kiedy mały miał 6 miesięcy i wtedy już nie stchórzył, ale na szczęście było to blisko ich domu i właściciele go pomogli mi je rozdzielić. Teraz pies chodzi sobie tak dwa tygodnie, właściciele nie maja jeszcze nowego łańcucha, a my boimy się wyjść na spacer, to znaczy ja, bo Zero jest gotowy do walki jak nigdy.
 Bójek było już sporo, najczęściej w miejscach gdzie nie było żywej duszy, a raz centralnie na ulicy przed sklepem.Walka tych bestii trwa dopóki nie odwrócę ich uwagi, czy to krzycząc, czy rzucając coś obok nich. Młody wtedy do mnie wraca, a drugi odchodzi, ale wciąż są napięte o gotowe do ataku. Zero ma wygryzione za uchem i na grzbiecie, weterynarz mówił, że to nic poważnego, gorzej z tym, że nie wiem czy drugi był szczepiony, mimo wszystko szkoda mi trochę czarnego, bo nie wygląda lepiej od mojego, i jest też poharatany przez inne psy, ale przez Zera najbardziej, a jego do weterynarza nikt nie zabierze, Od kilku dni nie ma spacerów, czarny czatuje przed naszym płotem, często też się we trzy przez niego gryzą. Wczoraj znów byłam u właścicieli, a ci znów to samo, że jutro kupią.


Cierpimy na brak jakichkolwiek zdjęć ;___;




Podsumowanie projektu minimalistki.

1. Zrobić szarpak
 Zrobiony i używany. Piłka, jest śliska i Zeru ciężko ja chwycić, ale przekonał się do takich szarpaków, dlatego chcę jeszcze kupić  zabawkę w typie ringa i dołączyć do niej sznurek. Ale u nas ciężko w zoologicznych z zabawkami.




2. Upiec dwa rodzaje nowych ciastek dla psów.
 Upieczone, a psy mają kolejne smaki do kochania. Zrobiłam ciasteczka z wątróbką, które z całego serca psów mogę polecić, i ciasteczka owocowo - warzywne. Sam pomysł miałam dobry, bo zaszalałam i w sokowirówce zrobiłam sok z jabłek, marchewek i gruszek, pierwszego dnia robiły furorę, ale już drugiego stwardniały do konsystencji kamienia, i były zjadalne tylko dla Zera.

3. Pozbierać zabawki z podwórka.
Odratowałam trzy zabawki, no może nie do końca odratowałam, bo dwie były w takim stanie, że nie wiem przez co musiały przejść, ale za to piłka z chińczyka po kilku tygodniach na dworze dalej piszczy!

 4. Posprzątać w ''szafie'' z psimi rzeczami
 Posprzątane dwa razy, bo nie umiem zachować porządku. Ale przypomniałam sobie o kilku zabawkach i posegregowałam je na ''szarpaki" i "reszta". Nawet umyłam, obroże i szelki.

5. Kupić smycz. 
 Kupiona i to ta idealna. 

6. Zrobić psie zakupy.
 Zamówione, w wtorek miną 3 tygodnie od dnia zamówienia, a w środę 2 tygodnie od wiadomości, że paczka została wysłana, kurierem oczywiście. Jeśli przez ten tydzień zdążą dojść, to następny post będzie o naszych ostatnich zakupach, a ja nie to cóż, będę czekać dalej.

7. Posprzątać na pulpicie ( i wysłać Wiktorii zdjęcia, za co zabieram się od wtorku)
 Posprzątane. Ale zdjęcia dalej nie wysłane. Mam już zamysł, ale nooo muszę poczekać na tę głupią paczkę.


8. Kupić gryzaki dla psów.
 Nie tylko kupione, ale kupowane regularnie, codziennie dostają co innego.



9. Wychodzić regularnie na spacery.
 Przez pierwszy tydzień było, każdy po jednym codziennie,a teraz się zepsuło. Echh z jednej strony szkoda mi tego psa, bo musi iść znowu na łańcuch, ale z drugiej strony muszę mieć na uwadze dobro moich psów.

10. Nosić zabawki na spacery z Zerem.
 Miałam przez kilka dni, ale za każdym razem na spacerze towarzyszyła nam nowa koleżanka Zera. Ona totalnie nie zainteresowana zabawkami, więc Zero też je olewał. Co do samej suczki to przepiękna, ma ładną charcią budowę, do tego przez cały spacer dwa trzy kroki ode mnie, nie to co Zero. Zero za to zaczął powoli dorastać i dwa razy chciał skoczyć na nią w wiadomym celu, ale dostał kosza, więc potem bawiły się już normalnie. 

11. Nauczyć Zera aportowania.
 Coraz lepiej, czasem jeszcze się ociąga, czy idzie do mnie łukiem, ale oddaje za nic, więc sukces.

12. Nauczyć Whisky slalomu.
Nauczona, nie perfekcyjnie, ale nad tym jeszcze pracujemy.

13. Nauczyć Whisky cofania na przedmioty.
 To sobie odpuściłam. Whisky po prostu tego nie chce, nie lubi mimo, że cofanie umie perfekcyjnie, to gdy podkładam chociażby koc, to kręci na boki, a jak nie może to siada. Nie chce jej do tego zmuszać, w końcu to tylko sztuczka, więc nie robiłam tego na siłę.

14. Nauczyć Zera slalomu.
 Nawet nie zaczęliśmy. Mieliśmy za duże problemy z cofaniem.

15. Nauczyć Zera cofania.
Miało nie być a jednak problem był. Raz, raz się spóźniłam i kliknęłam gdy Zero usiadł, a ten stwierdził, że w tej sztuczce na pewno chodzi o siadanie, to nic, że wcześniej klikałam za cofanie, to nic, że za siadanie nie nagradzam, to na pewno chodzi o siadanie. Ale teraz jest już dobrze i zabieramy się ze slalom.



16. Chodzić spać o normalnych porach.
 Udało się, po 24 jestem strasznie zmęczona. Rzadko wytrzymuje dłużej. Dwa razy tylko zawaliłam. 
raz gdy spałam w dzień i obudziłam się o 23, bez zadań domowych nie przygotowana na lekcje nic. Wtedy sobie sen odpuściłam i siedziałam 3 godziny nad rozprawką, a resztę nocy nad resztą. No a drugi raz to już w sobotę się zaczytałam i poszłam spać po 5. 

17. Zacząć się regularnie uczyć.
 Szału nie ma. Ale jest lepiej niż było.

18. Przeczytać przynajmniej 3 książki.
 Zaliczone z czego jestem bardzo dumna. W sumie wszyło mi 1262 strony w 3 tygodnie.

19. Utrzymywać porządek w pokoju.
 Słabo, niby jest lepiej, ale nadal słabo.

20. Przygotować przynajmniej 2 wegańskie, lub wegetariańskie posiłki.
 Wszyło i to bardzo. Zaczęłam uważać co jem, czego mi to dostarcza i czego muszę jeść więcej. Ser ograniczam, a coraz bardziej eksperymentuję z potrawami, i używam popularnych w śród wegan, produktów i zamienników. Teraz tylko odebrać badania krwi, doedukować się i na weganizm. 

21. Kupić mleko sojowe. 
 Wypróbowałam, wszystkie 3 rodzaje mleka sojowego dostępnego w biedronce i polecam waniliowe. 


A jak z waszymi postanowieniami, na jesień, lub ten miesiąc?