niedziela, 27 grudnia 2015

Święta, święta

i już po świętach :)

 Już na składanie życzeń świątecznych się nie załapaliśmy, za to złożymy wam życzenia noworoczne:

Przede wszystkim życzymy wam znalezienia ze swoim psem wspólnego języka,
spełniania wszystkich postanowień noworocznych,
 sukcesów w waszych  dyscyplinach sportowych i sztuczkach,
 żadnych nowych lęków i strachów,
  i najważniejsze czyli wielu zabawek i smaczków!


 Ta wigilia była jedną z najlepszych. Zero niestety musiał spędzić ją w moim pokoju, przez jego zbyt duże zainteresowanie choinką. Na całe szczęście w tym roku, wybraliśmy jodłę kaukaską, więc wchodząc pod nią i próbując zdjąć pierniczki, i zawieszki  nie zrobił sobie krzywy. Ale ze względu na bezpieczeństwo ogółu czekał w moim pokoju. Za to Whisky mile mnie zaskoczyła, chodziła pod stołem, podawała wszystkim łapę, przy dzieleniu się opłatkiem, a w zeszłym roku zaszyła się tylko w jakimś koncie. Teraz widzę, że nasza praca się opłaciła. Whisky miała i nadal ma problemy z większą ilością ludzi i hałasem (chociaż fajerwerków się nie boi) Mimo, krzyków młodszych sióstr przy otwieraniu prezentów, nie schowała się. Ba nawet próbowała, zabrać im jakąś zabawkę, ale żeby nie było zbyt dobrze to swój prezent olała... Gdy przyszli goście, podeszła się przywitać i nastawiała się do głaskania. Tak samo było w 1 święto kiedy na urodziny do mojego brata przyszło 10 znajomych, a Whisky weszła do nich i nadstawiała się do głaskania, dosyć szybko odeszła, ale liczą się postępy. Dlatego bardzo się cieszę, że te wszystkie festyny i spacery ze znajomymi, na które ją zabierałam chociaż wygodniej by było iść samemu się opłaciły.




  
Ubranko Whisky dostała od rodziców, ja nie lubię przebierania psów dla ozdoby, dlatego miała je na sobie tylko podczas zdjęć.

Potworki jak wszyscy członkowie naszej rodziny dostały prezenty. Skromne, bo oprócz świątecznego ubranka kupione zostały przeze mnie, ale dostały.

Przepraszam, że prezenty są już rozpakowane jednak o zdjęciach przypomniałam sobie kilka chwil przed kolacją wigilijną, i z pośpiechu wyszły okropne, dlatego te robione są już po wigilii.

Przepraszam za nie zdjęte ceny, zupełnie o nich zapomniałam.
1. Żwacze wołowe MACED
2. Suszone jelita wołowe MACED
3. O' Canis mini cygara ze strusia
4. O' Canis pętko z dziczyzny 


1. Piłka ażurowa dla psa Sum - Plast
2. Szarpak z amortyzatorem i piszczałką mojej roboty


Wszystkie prezenty przeszły już przez czujne łapy i psyki testerów i zgodnie potwierdzają, że były trafione :)

A jak święta wyglądały u was? Spędziliście je razem z psami? Było spokojnie, czy wasze psy postanowiły pokazać jak ich zdaniem powinny wyglądać święta? I napiszcie co dostały ( o ile dostały :) ) wasze psy i wy :) 




niedziela, 20 grudnia 2015

Źle, gorzej, najgorzej...

 Te trzy  przymiotniki opisują nasze ostatnie dni. Pisałam już, że mamy swoje problemy z Zerem. Ostatnio nawet myślałam, że jest jakiś postęp. Ale to była tylko cisza przed burzą. W ostatnim czasie, Zero jest dla mnie jedną wielką niewiadomą, nie wiem kiedy coś zrobi, czy w ogóle to zrobi, raz gorszy dzień mam ja, raz on, a czasem w ogóle nie możemy się dogadać. Zrzucam to i na tak zwany okres buntu i na niedociągnięcia w wychowaniu. Ale nie ważne, w tej sprawie co jest tego przyczyną tylko to, że musimy z tym walczyć.



 Pierwszą kwestią jest skakanie na ludzi. I to niewątpliwie jest niekonsekwencja, a najbardziej mnie boli, że nie moja. Ale od początku dawno dawno temu kiedy Zero był jeszcze małym papisiem, lubił skakać na ludzi, dla zabawy i dla zwrócenia na siebie uwagi. Miałam świadomość, że będzie dużym psem, my mamy w domu małe dzieci, więc skakać mu nie będzie wolno. O dziwo poszło dość sprawnie, nie skakał na przywitanie, nie skakał gdy się cieszył, ani żeby zwrócić na siebie uwagę, jedynie podczas zabawy, ale wtedy jest to wskazane, czyli sukces. Ale gdy już podrósł, mojemu tacie spodobało się takie skakanie. Zero bez problemu dosięga mu psykiem do twarzy, a łapami opiera się o klatkę piersiową, wygląda to bardzo zabawnie i fajnie, ale co ze mną i siostrami? Ja wysoka nie jestem i podczas takiej zabawy, Zero pcha mi łapy na twarz, na siostry na szczęście nie skacze, ale co jeśli zacznie? Mają 6 lat, pies pawie dwa razy cięższy.... Nawet nie chce myśleć czym się to może skończyć. Nad tym pracujemy, ale nie widzę skutku, i nie będzie go dopóki, mój tata nie zrozumie, że to nie zabawa, i może być tragiczne w skutkach. Jak na razie siostry bawią z nim pod moją opieką, a ja sobie radze, chociaż średnio podoba mi się być cała brudna, to będziemy pracować i czekać na efekty.



 Problem z dzisiejszego spaceru. Często mówię, że Zero nie jest agresywny prawda?
Bo zazwyczaj nie jest. Bardzo lubi Mikiego, małego, rozpieszczonego, pozbawionego instynktu samozachowawczego, nerwowego, czasem agresywnego i bardzo dominującego pinczera miniaturowego. Na wspólnych spacerach mały może go podgryzać, zaczepiać, warczeć, a Zero nic, kompletnie zero reakcji tylko zachęca go do zabawy. Kolejnym starym kolegą jest Bart airedale terrier, czasem się pobawią, albo obwąchają na przywitanie, też jest bardzo dominujący. I jeszcze często chodząca po naszych terenach suczka. Skrajnie uległa, średniej wielkości. Więc nie wiem z czym ma problem toleruje i uległe i dominujące psy. A na dzisiejszym spacerze, gdy mijaliśmy dosyć dużego około 8 miesięcznego psa przywiązanego na smyczy do płotu, to pobiegł do niego zaczął przygotowywać się do ataku mimo, że młody dawał sygnały uspokajające. Skoczył do niego, ale zdążyłam go odciągnąć, zanim doszło do czegoś więcej niż krótkiej przepychanki, z warczeniem.
Dlatego ciężko mi go wyczuć czy zaatakuje czy będzie chciał się bawić. Bo do każdego psa podchodzi, powoli i ostrożnie, jakby był gotowy i do zabawy i do walki. Za to musimy się zabrać od razu, bo agresja to ciężka sprawa. Szkoda, że nie mamy na miejscu większej ilości psów, które mogłyby nam w tym pomóc, a przynajmniej do wakacji nie będziemy mieli możliwość jechać do miasta... Ale jak na razie wznowimy spacery z Mikim, bo przez ostatnie parę tygodni nie byli razem na żadnym dłuższym spacerze, a wpływ na to ma pogoda, która nie podoba się małemu pinczerowi, i to, że jego właścicielka mieszka w internacie, czyli w domu jest przez niecały weekend.



I kolejny problem z dzisiejszego spaceru. Ostatnio więcej biegaliśmy, niż chodziliśmy na zwykłe spacery, a jeśli już to nasza trasą codzienną, w której jeśli nawet Zero chciałby uciec to za bardzo nie ma gdzie. Żadnych nowych zapachów, praktycznie żadnych zwierząt, czyli nic tylko pies i ja. I właśnie dlatego sądziłam, że wszystko już wraca do normy. Dzisiaj poszliśmy do lasu. W małych laskach jesteśmy codziennie, bo są w naszej starej tasie. Ale wybraliśmy się do normalnego lasu, którym nie byliśmy od wakacji. Wszystko szło idealnie, trochę się pobawiliśmy, co jest sukcesem, trochę porobiliśmy sztuczki, a Zero ładnie przychodził nawet kiedy wołałam, go co kilka minut. Aż weszliśmy do lasu. Po dosłownie kilku minutach stanął w bezruchu, ruszył do przodu i tyle go widziałam. Wybiegłam z lasu, na dużą polanę, i zobaczyłam tylko jego zarys jakieś 300 metrów dalej, i znów zniknął. Przemoczona, brudna (bo najszybciej było przejść przez strumyk) i to na terenie zagrodzonym dla krów. Czyli sytuacja krytyczna. 15 minut chodziłam krzyczałam, wołałam, błagałam i groziłam, żeby wrócił. I wrócił, może zrozumiał, że jest za wolny? Albo zrobiło mu się mnie szkoda? Chociaż zakładam, że to kastracja go przekonała. W każdym razie wrócił i nikt kto nie był w takiej sytuacji nie zrozumie jak ciężko jest chwalić, i głaskać psa, kiedy ma się ochotę zrobić mu coś bardzo złego. Potem w lesie był na smyczy, a bez niej gdy wstąpiliśmy, na naszą drogę gdzie nie było problemu. Czyli nad przywołaniem dalej pracujemy. Myślę, żeby wziąć go na 50 m line, bo na takiej pracujemy z Whisky, ale szkoda mi wziąć go na linkę, Będzie to dla nas krok w tył, ale jak to mówią czasem trzeba zrobić krok w tył aby zrobić dwa kroki do przodu. Więc mam nadzieję, że to wypali, a nie będzie tylko krokiem w tył.



Trochę pesymistycznie, ale czasem trzeba. Za tydzień będzie o czymś przyjemniejszym czyli bieganiu.

Macie może jakieś rady dla mnie? Albo napiszcie z czym wy macie aktualnie problemy.

piątek, 11 grudnia 2015

To już rok!

 Przepraszam, że tak późno, przez pogodę miałam słaby dostęp do internetu. Kiedy akurat był, to odwiedzałam wasze blogi, ale kiedy chciałam zacząć pisać posta, to przeważnie znikał. Czyżby jakaś aluzja internecie?
Ale do rzeczy, dzisiaj cofniemy się w czasie o 8 dni.

Tak to już rok, a zleciało się to szybciej niż się spodziewałam. Rok temu 3 grudnia, zapewne siedziałam przed laptopem, nawet nie myśląc, kto właśnie przychodzi na świat. A przyszedł ktoś bardzo ważny, mój Zero.
 Mówią, że pierwszy rok jest najgorszy, i święta racja!
Bo z mojego małego, ślicznego, mądrego papisia wyrósł duży niedźwiedziowaty, wątpliwej urody i intelektu, ale dalej mój Zero. Bywało lepiej i gorzej, jak wszędzie, ale to właśnie Zero pokazał ile czasu, cierpliwości i poświęcenia potrzebuje szczeniak. On był mój od początku i to ja musiałam wstawać w nocy, uczyć czystości, odpowiedniego zachowania, socjalizować, spoczywała na mnie ogromna odpowiedzialność. Z Whisky było inaczej, gdy do nas trafiła znała podstawowe komendy, wiedziała jak się wyciszyć i nie załatwiała się w domu. Ale jestem dumna z tego jak jest teraz.

 Dlatego dziękuje ci Zero. Za wyciąganie mnie na spacery nawet w najgorszą pogodę, za nieustanną chęć zabawy, za miłość do jedzenia, za wieczny uśmiech na pysku, za naukę pokory i zaufania, bo w kwestii spuszczania ze smyczy to tobie pierwszemu zaufałam.




Mam nadzieję, że przed nami jeszcze kilkanaście wspólnych lat. Bo dobrze wiesz, że mamy nad czym pracować.

I na koniec prezenty.



Od lewej strony.
1. Obroża sali.pl - Szerokość taśmy to 2,5 cm, a długość 55 cm. Początkowo myślałam, że będzie za długa, ale jest w sam raz.
2. Szprotki suszone MACED - Polecamy bardzo, jak na razie u nas numer 1 w smaczkach.
3. Chuckit Ultra Tug (M) - Za jakiś czas pojawi się recenzja, bo to najlepsza z naszych dotychczasowych zabawek.