środa, 14 grudnia 2016

Dobrze, lepiej, najlepiej

  Ten post jest odwołaniem do napisanego prawie rok temu Źle, gorzej, najgorzej . To jedyny post na blogu gdzie, aż tak wylewam swoje żale na psy. Nie żałuję tak to wtedy wyglądało i takie katharsis było mi w tamtym momencie potrzebne. Teraz jak widzicie po tytule post jest przeciwstawny do tamtego, trochę się wahałam przy napisaniu słowa "najlepiej" bo jest to przesadzone, ale uznałam, że w tamtym poście "najgorzej" również takie było, więc co mi szkodzi. Nie będzie to  podsumowanie roku, bo takie nas dopiero czeka, tylko odwołanie do tamtych problemów.





Głównie będziemy mówić o Zerze, bo to z nimi miałam największe problemy, co zresztą nie dziwne, bo w tamtym momencie ledwo co skończył rok, a teraz ma już 2 lata.

Nie mogłam się z nim w tym czasie dogadać, nie słuchał się, ani nie skupiał na mnie. Bo nie. Nie i koniec. A teraz to całkiem inny pies. Chce pracować, chce coś ze mną robić i słucha co do niego mówię, a nie udaje głuchego. To mnie najbardziej cieszy. Dla jedzenia jest w stanie zrobić wszystko, a nawet komendy bez nagrody nie stanowią dla niego problemu.

Skakanie. Hym tata w dalszym ciągu nie zmienił swojego nastawienia i dalej zachęca go do skakania na ludzi. Ale już się nie martwię, bo nie doceniałam Zera. Skacze tylko na mnie lub tatę kiedy mu pozwolimy i niestety skacze na mnie z radości kiedy wchodzę do kojca. Na szczęście nigdy nie przyszło mu do głowy skakać na obcych ludzi, czy dzieci. Nad opanowaniem radości pracujemy, ale ciężko mu się ogarnąć w takim momencie.

Agresja. Ciężka sprawa tu nie mogę się nawet zebrać na dobrze. Ale, ale wiem już mniej więcej co i jak i na czym stoimy. Zerek lubi suczki i szczeniaki to z psami ma problem. Ale nie jest tak źle, bo wykazuje agresje tylko kiedy drugi pies jest agresywnie nastawiony. Małe psy jeszcze zignoruje nawet jeśli się rzucają, no niestety gorzej z dużymi i średnimi. Kiedy drugi pies jest przyjaźnie nastawiony to Zero jest mocno zdziwiony i przygotowany na ewentualną zmianę zdania. Jednak nie atakuje w takim przypadku pierwszy.

Przywołanie. Jest lepiej. Na naszej starej trasie chodzi zawsze bez smyczy, zdarzy mu się pogonić za jakimś zwierzątkiem, ale już się tak nie boję, bo do mnie wraca. Ostatnio spuszczam go na mało ruchliwej ulicy, a nawet ostatnio byliśmy w miejscu gdzie uciekł mi tego dnia, który opisywałam w źle, gorzej, najgorzej i bardzo bardzo ładnie się odwoływał. Na pewno na to wpływ ma nasze spalanie miski.



Cieszę się, że przez ten rok tyle przepracowaliśmy, dużo lepiej się poznaliśmy i zaufaliśmy sobie z Zerem. Mam nadzieję, że tytułem takiej notki za rok będzie "najnajlepiej, najnajnajlepiej i najnajnajnajlepiej" Bo mam wrażenie, że naprawdę wychodzimy na prostą i teraz może być tylko lepiej. 

niedziela, 27 listopada 2016

Rusz z kanapy cztery łapy!

Czyli rywalizacja na endomondo z nagrodami!



Jestem aktywna na edndomono od kilku miesięcy. Na początku był na to szał, było wiele rywalizacji, aktywnych osób bijący się o miejsca na podium. Z czasem zaczęło to znikać i wydaje mi się, że jest nas psiarzy na edno coraz mniej no i przez pogodę i brak motywacji robimy też dużo mniej kilometrów. Dlatego razem z Patrycją postanowiłyśmy zrobić rywalizacje tylko dla psiarzy i aby dodatkowo was zmotywować mamy też dla was nagrodę. 

Ważne informacje:
Rywalizacja trwa od 1 do 31 grudnia 2016 roku. Obejmuje chodzenie, canicross, jazdę na deskorolce i rolkach.

Jak zgłosić się do rywalizacji?
Rywalizacja, alby uniknąć osób spoza psiego świata będzie prywatna. Trzeba będzie napisać swoją nazwę z edndomondo w komentarzu i dodać mnie (niewhisky) lub Patrycję (Malamute Fan) do znajomych. A my dodamy was do naszej rywalizacji o nazwie "Rusz z kanapy cztery łapy"

Warunki rywalizacji:
Oczywiście trzeba posiadać konto na endomondo. Ale najważniejsza jest uczciwość. Liczymy tylko spacery z psami. Zdarza się też, że niektórym endomondo czasem wariuje i niesprawiedliwie dodaje kilometry. Jeśli ktoś zauważy coś takiego u siebie, to prosimy o napisanie do nas w tej sprawie, abyśmy mogły pod koniec odjąć je od waszego wyniku. Niestety nie mamy na to wpływu, więc liczymy na waszą uczciwość. Miejcie też na uwadze wasze psy. Nie wszystkie są przyzwyczajone do długich maratonów, więc z głową dawkujcie im ruch, bo przede wszystkim ma to być zabawa.

Nagrodą dla osoby która przejdzie najwięcej kilometrów jest:
- obroża pólzaciskowa+smycz
- szelki norweskie
- szarpak z futerkiem, lub polarowy. 
Nagrodę funduje i wykonuje Patrycja. Jeśli chodzi o wykonanie i bezpieczeństwo w kwestii akcesoriów możecie być spokojni, bo chodzi w nich malamut Cezar,  którego na pewno znacie, KoraSkipperŻaba i niedługo MY.

Ps. Dziękujemy Magdzie, za pozwolenie na użycie nazwy z jej wyzwania i za pomoc w rozpowszechnieniu naszego.



Post też jest u Patrycji >>>>>KLIK<<<<<

Do zobaczenia 1 grudnia na starcie!


sobota, 12 listopada 2016

Amortyzator Sali





 Zacznijmy od firmy, Sali jest znaną firmą produkującą sprzęt do sportów zaprzęgowych, oraz zwykłych szelek, obróżek i smyczy. Nie jest to firma hand made gdzie możemy przebierać w milionach wzorów tasiemek i materiałów, szytych specjalnie na naszego psa. Jest to tak zwana masówka, ale mimo negatywnego wydźwięku wcale nie są to rzeczy niskiej jakości. Znakiem rozpoznawalnym firmy są niskie ceny. Szczególnie pasów maszera i szelek, ja nie znalazłam tańszych. Ale o szelkach i pasie innym razem. Produkty znajdziecie głownie na allegro.



Nie rozciągnięty amortyzator ma 60 cm, długości, a po rozciągnięciu 100 cm. Jak dla mnie idealna długość do biegania, razem z 1,2 linką i na deskorolkę razem z 2,5 m smyczą. Amortyzator jest ciężki, szczególnie z początku, z czasem zaczyna się wyrabiać. Przeznaczony jest dla psów średnich i dużych. Dostępne kolory to czerwony, niebieski, zielony, czarny i czarno-czerwono-niebieski. A amortyzator kosztuje tam 23 zł. 

    

Nasz amortyzator jest z nami od roku. Używam go codziennie, jest u nas amortyzatorem głównym do biegania, ciągnięcia roweru, deskorolki, opony i sanek. Dodatkowo wykorzystuje go też podczas spacerów na długiej linie treningowej. Przeżył ciągnięcie psów podczas biegu, często jest wodowany, bo na lince psy wchodzą do wody, ciągnięty po piasku, pranie, nocowanie na dworze w słońcu i na deszczu. A sami widzicie jak się prezentuje, bo wszystkie zdjęcia są z tego tygodnia.Whisky która ma 20 kg podczas biegania bardzo słabo go naciąga, z kolei Zero radzi sobie z nim bardzo dobrze. Równie fajnie sprawdza się do biegania, co prawda zdarza się mu naciągnąć do końca kiedy psy zauważą coś do zapolowania, ale normalnie spełnia swoje zdanie. 
Po takim czasie użytkowania prezentuje się bardzo dobrze, karabińczyk nie zacina się, taśma nie jest w żadnym miejscu przetarta, jednak jak widzicie półkółko do zaczepiania smyczy jest krzywe. Przesunęło się podczas biegania, przez jakiś czas tak to zostawiłam, a teraz nie idzie już go obrócić. Puściła też w tym miejscu rdza, co jest raczej nieuniknionie przy tak częstym kontakcie z wodą.





Plusy:
- Niska cena
- Dobre wykonanie
- Ciężko się rozciąga
- Duży karabińczyk
- Karabińczyk nie zacina się pomimo kontaktu z piaskiem

Minusy:
- Rdza
- Przesuwające się półkółko

niedziela, 6 listopada 2016

Co się stało?

  Od czasu mojej większej blogowej przerwy porzuciłam plan wstawiania postów co tydzień, co uważam za dobrą decyzję, ale teraz co? Ostatni post był prawie miesiąc temu. Nie jest to wina weny, bo chce mi się pisać. Ale nie ma o czym. Powinniśmy teraz zacząć sezon sportowy. W planach od września miałam deskę, rower, bieganie, oponę i jak spanie śnieg to od razu sanki, bo mamy być przecież przygotowani. Tymczasem kończy się październik, a z tych planów robimy tylko deskorolkę i bieganie i mamy uwaga uwaga 9,3 km.



A więc co robimy?
  No właśnie problem w tym, że nic nie robimy. W październiku przeszliśmy 60 km I w tych 60 km  9,3 km to nasze treningi. Te treningi, które miały być co dwa dni. To miał być najlepszy sezon, bo Zero ma 2 lata i już spokojnie może ciągnąć duże obciążenia, a Whisky ma 5 lat, a nie oszukuję się i wiem, że z roku na rok będzie coraz mniej aktywna i już teraz widzę różnicę co do lat poprzednich. Ciężko jest mi się zmobilizować, choć wiem, że gdy spadnie śnieg będę żałować, bo od kiedy mam Whisky i pokochałam zaprzęgi to sama chciałam tak zrobić z moimi. Rok temu nie wyszło, była to zima z tych do zapomnienia i jak na razie wszystko wskazuje na to, że ta będzie taka sama.



Więc w listopadzie bierzemy się do roboty. Stawiam sobie cel przejścia przynajmniej 100 km, a w tym przynajmniej 40 km treningów.
 A wy jakie macie plany? 

sobota, 8 października 2016

Haul zakupowy #2

Dziś mam dla was kolejne zakupy. Doszłam w końcu do wniosku, że mamy zbyt mało...wszystkiego. Więc koniecznie trzeba było zaopatrzyć się w mniej  lub bardziej niezbędne rzeczy. Zakupy są z tylko z wakacji, chciałam poczekać też na dwie kolejne przesyłki, ale przeciągną się one listopada. A wtedy bliżej im będzie do zimowych zakupów.

Zamówienie z Sirius i zoologiczny

1. 0,5 kg karmy Josera - teraz nie wiem jaka jest to wersja, ale i tak była tylko jako smaczki.

2. Pasta i szczoteczki - W sumie to do zoologa weszłam po karmę na smakołyki. Szczoteczki zauważyłam przez przypadek stojąc w przydługiej kolejce. 4 szczoteczki kosztowały 10 zł, a na zooplusie gdzie chciałam zamówić prawie 7 zł jedna. Więc decyzja była prosta. Pasta już kosztowała kilka złoty więcej niż w internecie, a kupując karmę i tak zawsze mam darmową dostawę, to chciałam zaoszczędzić. Ale pochodziłam potem po galerii i po prostu musiałam po nią zawrócić. A co do mycia zębów, to psy nie są fanami. Zaczęłam tak jak czytałam u Cookie, ale był problem, bo psom pasta totalnie nie smakowała. Czasem weźmie mnie na czyszczenie zębów, ale mam nadzieję, że z czasem się przyzwyczają i będzie lepiej

3.Szarpaki Sirius - Ostatnio psi must have. I jedyne go mogę powiedzieć, że całkowicie się z tym zgadzam. Jak już wspominałam w wcześniejszych postach, nawet Whisky się bawi. Więc jeśli macie niebawiącego się psa, ale z instynktem pogoni to strzał w dziesiątkę. A właścicieli bawiących się psów nie trzeba chyba przekonywać.

4. Smycz i obroża -  Kupiłam, ponieważ obroża kosztowała 15 zł, a smycz 23 zł. I wydaje mi się, że to wystarczający powód. Dodatkowo powiem, że smycz jest moją ulubioną.

Toys4dogs

5. Chuckit! Max Glow XL - Zacznę od tego, że zamówiłam L. Przyszła do mnie XL co jest minusem dla sklepu, jednak nie pisałam do nich w tej sprawie, ale podejrzewam, że nie wymiana nie byłaby problemem, bo w historii zamówień i na rachunku mam L. Za radą osób z Maniaków postanowiłam ja zatrzymać i w razie problemu odsprzedać, bo jest o 24 zł droższa. Ale od pierwszego zobaczenia Zero by mi na to nie pozwolił. Nie da się jej zgubić, (Nie Zero, nie podejmuj wyzwania) co zdarza się nam często (np.patrz niżej) bo świeci ta tyle mocno, że widać ją nawet spod długiej trawy, czy jakiś krzaczków, poza tym ma 9 cm średnicy, nie mogłabym jej przeoczyć.

6. Chuckit! Ultra Squeaker Ball M - Tą z kolei bardzo łatwo zgubić. Po pierwszym rzucie zgubiła się w ogródku. Trawa była wtedy dość wysoka, a w tym ogródku mamy dwie jabłonki z których właśnie pospadało dużo jabłek, więc już się z nią pożegnałam, bo byłam pewna, że zginie pod ostrzami kosiarki. Jednak po 3 dniach, podczas których często padało, ogródek został skoszony, i piłka się odnalazła i nadal piszczy! Ale do rzeczy fajna jest. Jest miękka i piszczy nawet przy lekkim ściśnięciu.

7. Comfy Snacky Apple - Jeszcze nie używane, ale jest bardzo malutkie i pewnie będzie służyła jako piłka, ale za to bardzo ładnie pachnie.

8. Brit Training M - Smaczki jak smaczki, ale następnym razem muszę wziąć L, bo od kiedy spalamy miskę i mamy karmę z dużymi kawałkami, przy tak małych smakach psy mi podgryzają place.

9. JW Pet Hol-EE Cuz Bal M - Też uchodzi za must have i też się z tym zgadzam. Jest bardzo mięciutka i tak śliczna, że ciężko było mi ją rzucić psom.

10. COLLAR Liker M - Jak na razie nie używana. Jakoś mnie nie przekonuje i inaczej ją sobie wyobrażałam. Ale jak znudzą się nam inne nowe zabawki to dam jej szanse.

11. Gratisowe ciastka do każdego zamówienia.

12. Comfy Mint Dental Stick M - Tak dla odmiany od piłek.

13. Smakołyki Alpha Spirit - Wzięłam z wołowiną, rybą, kurczakiem i ser z jogurtem. Szkoda tylko, że są takie małe, bo psy uwielbiają. Szczególnie Whisky dla nich w ogóle reaguje na moje wołania gdy jest na lince. Ulubionego smaku, nie ma, bo to przecież Zero i Whisky.

14. Paluszek z Aplha Spirit z wątróbką - Gratis za przekroczenie chyba 149 zł.



15. 15 kg karmy Markus-Muhle - Już drugi taki worek u nas. Razem z psami ją uwielbiamy, ale nad nią pogadam sobie przy jej recenzji, która będzie, albo pod koniec tego worka, ale początku następnego.

16. Lukullus Natural, serca z indyka i gęś - Gratis do karmy. Jest to najlepsza motywacja do przywołania. Szkoda tylko, że na zooplusie nie mają pojedynczych puszek, tylko całe zestawy.

I to już wszystko. Chcielibyście recenzję czegoś z tych rzeczy? 

niedziela, 18 września 2016

Podsumowania

Wakacje wykorzystaliśmy całkiem fajnie. Nie spełniliśmy wszystkich planów, ale nie jest źle. Z jednej strony nie byłam ciągle z psami. Szczególnie z lipcu, kiedy mieliśmy ze znajomymi masę ognisk, nocek i spotkań strażackich, po których wracałam wykończona. Ale nie widziałam, żeby potwory czuły się zaniedbane.

Aktywność
Spacerów nie było jakoś wybitnie dużo. Trochę spowodowane było to pogodą, bo raz lało tak, że ciężko było wyjść z domu, a w inne dni było gorąco gdzie jedynym wyjściem były 3 km spacery nad staw. Ograniczyliśmy też zapuszczanie się w nowe miejsca z powodu wszechobecnych krów.  A ja się ich panicznie boję. Mimo tego nasz wynik nie jest, aż tak zły w lipcu zrobiliśmy 51, 99 km co jest oczywiście strasznie małym wynikiem, ale nadrobiliśmy w sierpniu robiąc 108 km Najwięcej było zwykłych spacerów, zazwyczaj Whisky na lince, a Zero luzem. Było też trochę osobnych na lince, ciągnięcia mnie na deskorolce przez psy, całkiem dużo wieczorno-nocnych spacerów z obydwoma na smyczy i trochę biegania.



Nauka/Zabawa
Obydwa nauczyły się skoku przez nogę i sztuczki obejdź. Tą ostatnią musimy jeszcze w Whisky dopracować, bo obchodzi dookoła tylko mnie, a powinna tak jak Zero obejść cokolwiek co jej pokażę. Zero może pochwalić się też slalomem miedzy nogami i ósemką, z Whisky jeszcze jesteśmy przy slalomie, który już jej wychodzi, ale tylko gdy mam dobre smaki. W dalszym ciągu uczymy się proś, Whisky w końcu zaczęła utrzymywać równowagę na parę sekund, Zero natomiast dalej potrzebuje ręki do podparcia się.
Mamy też postępy w zabawie. Po pierwsze wyposażyliśmy się w kilka nowych zabawek, które pokażę wam w poście z zakupami jakoś w połowie października Z Zera jestem bardzo zadowolona, wymienia się szarpakami, super aportuje brakuje mi tylko żeby podawał zabawkę do ręki, bo rzuca ją gdzieś obok. Whisky zdarzyło się mieć dwie fazy na piłeczki, na spacerze gdy spuściłam ją na orliku z braku lepszego zajęcia kilka razy pobiegała za piszczącą piłeczką. Chętnie też się szarpnie owcami, ale tylko gdy nie a blisko Zera.
Dalej wracając do tematu sztuczek staramy się je ćwiczyć razem. Albo robimy tak, że mówię co maja zrobić dwóm na raz, albo konkretnie do jednego. Na razie najlepiej nam to wychodzi z zostań i do mnie. Zero musi być na razie pierwszy, bo nie wytrzymuje, ale Whisky ładnie czeka, aż powiem "Whisky do mnie".
Próbuję też naprzemiennie bawić się z Zerem smaczkami i zabawkami. Bo dla niego Smaczki>>>>zabawki i kiedy widzi, że mam smaczki to zabawki dla niego nie istnieją, tak samo jak na spacerze. Ciężko mu to idzie, ale kiedy raz dam mu smakcza za komendę, a za następną rzucę piłkę to już po nią biegnie, ale nie z taką chęcią kiedy jest czas na zabawę bez jedzenia. Na spacerze zabawki dalej są najniżej w hierarchii, ale będziemy nadal nad tym pracować.



PROJKET SOUP
Jedyny projekt, w którym wzięliśmy udział. Trwał tylko sierpień. Nie zrobiliśmy w ten miesiąc zbyt dużo, ale udało mi się zmienić nastawianie do wychodzenia do ludzi z psami. Najczęściej chodzimy w miejsca gdzie ludzie nie chodzą, bo wtedy mogę mieć psa na 10 m lince nie martwiąc się, że zaraz przejedzie samochód, lub przejdzie człowiek do którego pies będzie ciągnął. Zaczęliśmy wręcz chamsko wychodzić do ludzi. Akurat tak się złożyło, że w sierpniu mieliśmy spotkania strażackie, na które przychodziło popatrzeć całkiem sporo dzieci. I gdy akurat nie moja grupa miała spotkania, "przypadkiem" miałam to miejsce z psami, zwykle musiałam się też zatrzymać, i zapytać jak im idzie, a w tym czasem dzieciakom włącza się tryb " ojacie pieeeessek". Głaskania, przytulenie, po uprzednim zapytaniu czy nie gryzie, lub czy mogą pogłaskać. Z psów w takiej sytuacji jestem bardzo zadowolona, bo to nie tak, że to znosiły, one się bardzo cieszyły i pchały się  pod ręce mimo, że dzieci nie do końca wiedzą jak głaskać psy. Na blogach widzę, że wiele osób nie pozwala dotykać sowich psów, a ja właśnie pozwalam na to każdemu, bo muszę mieć pewność do moich psów, że nie przyszło by im do głosy zrobić komuś krzywdy. Całkiem przypadkiem przydarzył się nam tez socjal z 7 miesięcznym dzieckiem. Zachowywały się przy niej idealne. Nikomu nie przyszło do głowy skakać na wózek, nie podbierały jej zabawek, ani nie chciały zabrać jak jabłka. Gdy mała siedziała na huśtawce podchodziły ją powąchać i polizać po nogach. Bez obaw mogła pogłaskać obydwa przy pyskach, nawet pociągnęła Zera za sierść wyrywając mu kilka włosów, a on się tym w ogóle nie przejął. Nigdy nie byłam jeszcze z nich taka dumna.



Kolejny socjal z dziećmi to z moimi siostrami. Podchodzą do psów z dystansem, mimo, że niektóre dzieci w ich wieku lgnąć do potworów jak do przytulanek. Wydaje mi się, że to przez to, że widzą ich zabawy na podwórku. A nie brakuje w nich szarpania, skakania i warczenia. Przez wakacje udało mi się całkiem sporo zdziałać, kiedyś żeby pogłaskać psa musiałam przytrzymać go przy łebku. Teraz podochodzą i same je głaszczą i przytulają. I teraz problem rodzi się w drugą stronę, bo chcą być z nimi, aż za bardzo, chcą się z nimi bawić TERAZ nawet jeśli psy nie mają na to ochoty, albo robić z nimi sztuczki, albo uczyć nowych choć się na tym nie znają.

W miarę możliwości starałam się też o kontakt z innymi psami. I muszę przyznać, że chyba większy problem z psami ma Whisky, a nie Zero. Ale JA dalej mam większy problem z Zerem, bo o ile utrzymanie Whisky nie stanowi dla mnie problemu,to utrzymanie Zera już tak. Zaczęliśmy ambitnie, bo zorganizowałam spotkanie z 8 miesięczna, czyli już całkiem sporą suczką berneńczyka. I tu mnie Whisky bardzo zawiodła, warczała i próbowała wszcząć bójkę z suczką. Nie wyrywała się do niej, ale gdy ta chciała ją obwąchać, Whisky źle reagowała i suczka była skłonna jej oddać. Poszłyśmy zatem tylko z Whisky i po do drodze spotkałyśmy kilka małych kundelków, z którymi Whisky się ładnie przywitała. Jakiś czas potem to Zero miał okazję się wykazać, i na nowej trasie spotkaliśmy małą suczkę, z którą Zero się przywitał.
Potem zaczęła się kilkakrotna seria spacerów z około 3 miesięczną bokserką Elzą. Na tych spacerach byłam bardzo bardzo, ale to bardzo dumna z Zera. Elza go podgryzała, a nie ma jeszcze stałych zębów tylko igiełki więc auć, skakała po nim, a Zero był wtedy najidealniejszym psem na świecie i wesoło sobie z nią biegał, co prawda kilka razy mocniej nacisnął ją łapą, czy mało delikatnie ją z siebie zrzucił, ale całkowicie przypadkowo, bo jednak był od niej sporo większy. Na takim spacerze spotkaliśmy też znajomego Barta, i nie było żadnego problemu.Whisky też miała okazję poznać się z Elzą. Biegały sobie razem po naszym podwórku, a raczej Whisky bawiła się z Zerem, a Elza sobie wesoło za nimi biegała. Jak już miałyśmy wychodzić, z całą trójką, to Elza nadepnęła Whisky na ogon i sielanka się skończyła, bo Whisky na nią warknęła i chciała ją capnąć. No to zdecydowałyśmy, że Whisky jednak nie idzie, kiedy miałam ją zamknąć w kojcu, Elza znalazła jakąś kość, Whisky już chciała na nią skoczyć, bo ona się jedzeniem nie dzieli, ale na szczęście ją trzymałam. Były też spacery z Mikim pinczerem miniaturowym, Zero jak zawsze dobrze się przy nim zachowywał, pomimo, że Miki jak tylko uda mu się zbliżyć do Zera skacze na niego w wiadomym celu. Whisky z nim nie spaceruje, bo jest gotowa go zjeść, gdy próbuje na nią skoczyć. Często też spotykaliśmy wyżej wymienionego airedale terriera na wieczornych spacerach z dwoma psami, jak zawsze ładnie się witają. W stosunku do Zera martwi mnie jedynie sytuacja kiedy spotkaliśmy pewnego psa, którego Zera poznał kilka miesięcy temu, wtedy po początkowym nieufnym obwąchaniu się biegały sobie razem. Tak teraz od razu skoczyły sobie do gardeł. Żeby było ciekawie byłam wtedy z dwoma psami na bieganiu, a rozmawiałam właśnie z właścicielem Barta, który stał sobie z boku.
Chciałabym też do projektu podciągnąć niedzielną parafiadę. Na początku byłam tak z Whisky postałyśmy tak około 20 minut, bo było bardzo ciepło. Whisky zachowywała się tak ja się spodziewałam, spokojnie siedziała tam gdzie jej kazałam i pozwoliła się wygłaskać moim znajomym. Pod koniec przyszłam tam z Zerem. Było już wtedy ciężej. Bo Zero chciał podejść do każdego i ciężko było mu usiedzieć w miejscu, a był wtedy mecz finałowy, więc wszyscy byliśmy poddenerwowani. Strasznie ciągnął na smyczy, we wszystkie strony.



Ostatecznie jestem zadowolona z wakacji. Nie zrobiliśmy nic odkrywczego, nie rozwiązaliśmy żadnego z problemów, ale zrobiliśmy w wielu sprawach krok do przodu. Jednak nie ukrywam, że mam nadzieję, że w podsumowaniu aktualnego roku, będzie więcej sukcesów.

środa, 24 sierpnia 2016

Wady moich psów

Nie idealność psów na blogach była już przerabiana i pewnie wszyscy doskonale już widzą, że każdy pies ma wady. Zero i Whisky nie są tu wyjątkami. W postach zawsze gdzieś mimochodem wspominałam o ich wadach i zaletach, ale dziś postanowiłam zrobić dla was (no dobra trochę dla mnie też) listę pokazującą jak bardzo moje potwory nie są idealne, a za tydzień będzie odwrotnie i będę się zachwycać jakie są super. Szczerze powiedziawszy nawet mnie zastanawia, która lista będzie dłuższa.



1. Instynkt myśliwski.
Jeśli ktoś mnie pyta czy moje psy mają jakąś wadę, bo lubię często opowiadać jak coraz lepiej idzie im biegania, czy nauka, to bez zastanowienia zawsze na pierwszym miejscu jest instynkt myśliwski. Whisky to jednak husky i mimo braku papierów widać po niej, że jej rodzice też nimi byli, wiec ma to w genach. Z tego co wiem zagryzała kury od szczeniaka i był to poniekąd jeden z powodów jej oddania. U nas się to co prawda lekko poprawiło to obok żywego drobiu za płotem na smyczy  przechodzi już ładnie, ale gdy smyczy nie ma to bez oporów przeskoczy, lub przekopie sobie płot, a nawet nie musu tego robić, bo tutaj często kury są nie ogrodzone. Nie tyczy się to tylko kur, ale też dzikiej zwierzyny, dzikich kaczek, bocianów, żurawi, saren i zajęcy. Na szczęście na spacerach ogranicza ją linka, lub smycz i mimo usilnego szarpania nie biegnie za nimi.
Z Zerem nie chciałam mieć takiego problemu, więc od szczeniaka miał kontakt z królikami i kurami. I nic zupełnie je ignorował. kiedy miał jakoś z 4/5 miesięcy odwołał się od ptaków, do których chciał podejść. Wszystko zepsuło się jednego dnia kiedy przez ogrodzenie wprost na podwórko przedostała się kura. A Whisky nie pozwoliła już jej stąd wyjść. Zero podpatrzył i za kilka dni przyniósł na podwórko jeszcze żywą kaczkę. Wtedy jeszcze nie był w kojcu, bo nie uciekał z podwórka. A znów po kilku dniach, zagryzł i zjadł kurę. I to właśnie przez Whisky wszystko się zaczęło. Zaczął podczas spacerów uciekać kiedy wyhaczył  jakąś zwierzynę i wyrywać się przy płocie za którymi były kury. O ile z drobiem jest już lepiej, nie wyrywa się kiedy przechodzimy na smyczy obok nich, nawet kiedy chodzą luzem, tak jak wyczuje trop to znika i głuchnie.

2. Relacje z innymi psami
Również duża wada, ale o tym piszę bardzo często. Whisky jedne psy pasują inne nie. Najlepiej powinny być jej wzrostu, być mało upierdliwe i przyjaźnie do niej nastawione, wtedy jest okej. Zero natomiast to loteria, jednak dużo lepiej dogaduje się z sukami, i wszystkimi szczeniakami i bardzo małymi psami o ile nie są typowymi szczekaczami. Średniej wielkości psy żeby być zaakceptowane przez Zero i Whisky muszą być bardzo, bardzo przyjaźnie nastawione. Muszą wesoło skakać i merdać ogonami, bo inaczej psy podchodzą nieufnie przygotowane do ataku.



3. Nachalność - Zero
Zawsze chce być w centrum uwagi. Pcha się podczas głaskania innego psa mi pod ręce. Jeśli zatrzymam się podczas spaceru, bo chcę z kimś pogadać, to ta osoba musi go koniecznie wygłaskać. Kiedy ćwiczę coś z Whisky to jest zaraz obok i poluje na ręce z jedzeniem, albo gdy kucam, lub się pochylam wyjada mi smaczki prosto z nerki. Albo kiedy wspólnie się z nimi bawię, w jednej ręce mam szarpak w owcy dla Whisky, a z drugiej dla Zera. Wiecie co Zero robi? Chwilę przeciąga się swoim, a potem idzie chwycić szarpak Whisky, a kiedy ta się już zniechęci przez to do zabawy, wraca do swojego.

4. Ciągniecie na smyczy.
Whisky ma już 5 lat, a Zero prawie 2. I do tej pory nie potrafią ładnie chodzić na smyczy. Pierwszy kilometr to koszmar. Zero ciągnie we wszystkie strony, Whisky w sumie też, ale ma mniej siły, przez co uchodzi jej to na sucho, bo jednak nie wyrywa i ręki. A po mniej więcej kilometrze walki z zatrzymywaniem się, ekscytacja spacerem opada i idą naprawdę ładnie. Oczywiście nie licząc pojedynczych wyskoków do szczekających psów za płotami. Próbowałam coś z tym robić, przed spacerami na smyczach bawiłam się z nimi na podwórku, wychodziłam na spacery na lince z Whisky  i luzem z Zerem. I nic ten kilometr zawsze muszę przecierpieć.

5. Letnie wybrzydzanie - Whisky
Zawszę mówię, że mam wszystkożerne psy. A to nie do końca prawda. W okresie zimowym i jesiennym Whisky zje wszystko. Gorzej jest na lato, nawet nie musi być jakoś specjalnie gorąco. Robi sobie głodówki, pluje karmą podczas nauki, a na samych smaczkach przecież żyć nie będzie, kiedy dostawała jeszcze  w misce to mogły leżeć cały dzień. A kiedy zaczyna się październik listopad to włącza się jej mini Zero. Chociaż Zera w kwestii jedzenia nie pobija.

6. Ucieczki
Whisky jako husky lubi uciekać, a Zero jako pół husky też lubi uciekać. Whisky potrafi uciec praktycznie z każdego miejsca. A opanowała to do perfekcji podczas cieczki. Wyjątkiem chyba tylko jest kojec, ale mocno się natrudziliśmy, żeby zapobiec podkopom i przeskakiwaniem płotu. Na podwórku musi być pod stałą opieką, a kiedy nie przychodzi po 3 zawołaniu zaczyna się panika. Dom mamy ogrodzony siatką, więc bardzo łatwo udaje się jej rozerwać dół i całkiem małą szparą wyjść. Zero nauczył się uciekania od Whisky. Kiedyś był psem który beze mnie nie ruszał się z podwórka mimo otwartej furtki czy bramy. Ale bardzo szybko nauczył się otwierać jedną z trzech bram. Ma ona takie otwarcie jak w standardowych drzwiach, a on na nią skacze, dopóki nie skoczy idealnie na klamkę. Potem wkłada łapę pomiędzy pręty bramy, otwiera i gotowe! Droga wolna! Mój tata mówi, że w przeszłości mieli różne psy, nawet i takie co uciekały, ale żaden z nich nie opanował takiego otwierania sobie bramy jak Zero. Teraz brama jest zabezpieczona sznurkiem u góry tak, że mimo, że ją otworzy, to nie na oścież, a przez taką szparę nawet Whisky się nie przeciśnie. A mimo tego i tak próbuje.

7. Szybko się nudzi/Brak motywacji - Whisky
Zauważyłam to dopiero od kiedy przybył do nas Zero. Whisky szybko się nudzi czy to zabawą, czy szkoleniem. Od kiedy mamy szarpaki z owcy to zaczęła się nimi bawić, ale jest to dosłownie kilka minut. Po tym czasie nie mogę jej zachęcić do dalszej zabawy, mogę z owcą uciekać, szurać nią po ziemi i zaczepiać Whisky, a ona już na nią nie reaguje. Podobnie ze szkoleniem dostaje karmę i smaczki, nawet jeśli mam jej lubione to nauka nie trwa zbyt długo. Jak się jej znudzi, a nie katuje jej długimi sesjami, jest to dosłownie kilka minut to odchodzi sobie gdzieś na bok i zajmuje się sama sobą, albo czeka, aż wypuszczę Zera, żeby się razem pobawić.

8. Bałagan i demolka
Czystością Z i W też pochwalić się nie mogą. Gdy dostają kości często ich nie dojadają, a kiedy je wypuszczam z kojca nagle sobie o nich przypominają i wracają po nie żeby je dokończyć na podwórku. Oczywiście po chwili dzieje się coś bardzo ciekawego i je zostawiają. A po jakimś czasie podczas spacerów po ogrodzie natykam się na kości. Whisky to tego bardzo lubi kopać. Nie oszczędza też ogródka taty. Zawsze, ale to zawsze podczas zabawy w niego wbiegną, a małe nie są przez co często łamią rośliny, a są tam między innymi pomidory, kalafior, sałata i no i dynie. Dynie to chluba mojego taty, który mimo, że nikt w naszej rodzinie ich nie lubi co roku sadzi i porównuje ze sowim bratem kto wyhodował większą. No i jak się pewnie spodziewacie miejsce dyń to ulubione miejsce do kopania dla psów. Co roku przerywają łodygę przynajmniej dyni, za dwa lata temu Whisky przekopała tą największą. Raz wykopała dziurę przez garażem, zanim się ktoś zorientował, bo była to jesień i wszędzie są liście, brat skręcił kostkę.

9. Ślinienie się - Zero
Duża wada podczas szkolenia. Gdy ja wyciągam smaczki, on zaczyna masową produkcję śliny. I przy każdym wzięciu smaczka z ręki mam ją całą mokrą. Odruchowo wtedy ją wycieram o ubranie i jestem dodatkowo brudna. A najgorzej jest wtedy kiedy chce zjeść jabłko, bo mamy na podwórku drzewko, to obydwa psy stoją nade mną, a na moje nogi co chwila kapią duże krople Zerowej śliny. Fuj.







































10. Linienie
 Kiedyś miałam dużo problemów żeby wyczesać Whisky, bo tej sierści zawsze przybywało mimo czesania. W tym roku pierwszy raz liniał też Zero. I jest dokładnie tak samo tyle, że podwójnie. Z tym, że o ile Whisky do 15 minut siedzi spokojnie, tak Zero maksymalnie do 2. A do przytrzymania go nie ma nikogo. Z tej sierści mogłabym  robić sweterki, porozdawać całej rodzinie i jeszcze ładnie zarobić na sprzedaży (gdybym jeszcze potrafiła robić na drutach i o ile byli by chętni ofc) Bo przez ponad 2 tygodnie codziennie miałam duże wiadro ugniecionej sierści. A je można by czesać całymi dniami. I jeszcze przy jakimkolwiek kontakcie z nimi sierść zostaje wszędzie. Wyobraźcie sobie trening śliniący się  i liniejący Zero i jak wygląda dłoń po pogłaskaniu go.

11. Nie wskakiwanie na snopki siana 
Jest to bardziej żartobliwy punkt. No, ale jak widzę na co drugim blogu ładne zdjęcia gdy psy siedzą na snopkach to mnie krew zalewa. Są różne grube, chude, małe duże i większość z nich musiała tam wskoczyć. A moje nie potrafią. Zero starał się i próbował,ale to na nic trzeba się będzie obejść bez takich zdjęć ;)




Po długich dniach zastanawiania się udało mi się je w końcu spisać. Tak jak się spodziewałam trochę tego jest. Oczywiście to, że zakwalifikowałam coś jako wadę nie oznacza tego, że nic z tym nie robię. O ile z ślinieniem się i linieniem nic nie poradzę tak nad kontaktami z innymi psami, czy chodzeniem na smyczy nieustannie walczymy. I jak nasze psy mają jakieś wspólne wady? 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Bieganie z dwoma psami - nasze problemy.

Dzisiaj co nieco, o naszym,  głównym zajęciu. Pierwsze próby biegania z dwoma psami były w grudniu, ale szybko się zniechęciłam. Powróciłam do tego niedawno, bo 5 maja. Ale zmieniłam nastawienie, dla psów jest to nowa sytuacja, dla mnie też ,potrzebne nam był czas, zrozumienie i cierpliwość. Dalej nie jest idealnie i bardzo nam do tego daleko,  dlatego dziś przedstawię wam problemy, przez które poddałam się w grudniu, dziś dalej z nimi walczę, ale widzę malutkie postępy, przez co mam chęć dalej z nimi nad tym pracować.


1. Kto silniejszy ten ma władze
 Nasze bieganie nie ma już formy canicrossu, a raczej jest to bieganie i chodzenie jednak zazwyczaj z  przewagą biegania. Więc podczas chodzenia pozwalam psom się załatwić, wejść do wody, czy po prostu sobie coś powąchać. Jednak w czasie biegania im na to nie pozwalam, a raczej tylko w czasie chodzenia. Nie jest też tajemnicą, że z naszej trójki najsilniejszy jest Zero. Podczas takiej przerwy to Zero ustala jej długość przez co strasznie szkoda mi Whisky. Zero wącha, a Whisky chce iść dalej, to nic, stoimy. Gdy Whisky chce się zatrzymać, a Zero nie, to nie ma opcji idziemy dalej. Tak samo jest gdy gdy akurat stoją obydwa, Zero skończy swoje sprawy pierwszy idzie dalej, Whisky musi się dostosować. Czasem gruby poczeka, czasem Whisky się zaprze, a czasem jak zdążę to go przytrzymuje, ale jeszcze trzeba to wypracować.

2. Głupi i głupszy.
Psy są ze sobą złączone tylko dwójnikiem, nie używam  linki łączącej ich za obroże, bo mogłoby się to skończyć tragicznie dla Whisky. Tak, więc jeśli idzie coś obejść, to każdy obejdzie to z innej strony. Potem muszę jednego z nich odciągnąć, a żadne nie jest do tego chętne. Kilka razy zdarzyło się tak, że podczas biegania omijaliśmy przeszkodę i byłam wtedy pewna, że psy pobiegną jedną stroną, ale nagle przed przeszkodą postanowiły się rozdzielić. Straszny widok kiedy psy tak wbiegają, a potem lecą na ziemie. Podobnie jest kiedy pochodzę do nich, odciągnąć je od czegoś, zwłaszcza Zera od jedzenia, to one prawie zawsze rozejdą się tak, że ostatecznie ląduje pomiędzy nimi, a potem jeszcze Zero zrobi kółeczko dokoła mnie, bo tak, bo może. Dlatego zawsze wracam brudna i ze śladami liny na skórze, bo zaplączą mnie, a potem jeszcze pociągną. ALE nie jest tak zawsze, na początku było zawsze teraz czasem przejdą obok  mnie tą samą stroną, ale omijanie znaków, czy innych przeszkód to dalej zbyt trudne.

3. STOOOOOOP!!
Podczas biegu ciężko jest im się zatrzymać, czy zwolnić, włącza się im rywalizacja, i jeśli jeden nie zwalania, to drugi oczywiście też tego nie zrobi. Najgorsze jest, że osobno nie ma z tym problemu, tylko razem o tym zapominają. To jak wszystko inne jest do przepracowania, ale potrzeba na to czasu. Ale i tak jest lepiej niż w grudniu, kiedy nie reagowały nawet na komendy prawo, lewo czy zostaw, z chodzenia gdy słyszą ''Stoooooop" to zwalniają, a gdy ja staję, to nie rwą do przodu, ani się nie rozchodzą tylko czekają na magiczne "idź". 

3. Komendy kierunkowe.
Podobnie jak ze stop z tym, że stop zawsze nie było idealnie, tak kierunki były. Podczas wspólnego biegu, psy miały swoją wizję drogi, raz zgodne ze sobą, raz nie, ale chyba nigdy nie zgodne z moją trasą. Tu się mogę pochwalić, bo tego problemu już nie ma. Czasem któryś coś  zobaczy i skręcą w inną stronę (z naciskiem na Zero) ale wypowiem komendę jeszcze raz i wraca w dobrą stronę.

4. Sierotka Marysia Whisky.
Zawsze jest mi jej szkoda. Zwykle Zero ciągnął ją gdzie chciał, a ona jako, że jest dwa razy lżejsza leciała zanim. Była całkiem inna niż w domu, gdzie nie ma problemu kiedy trzeba Zera ustawić, bo podchodzi do jej jedzenia, czy po porostu nie podoba się jej jego obecność. Ale teraz jest dużo lepiej, czasem gdy gruby zbacza z tasy, a ona chce iść dalej, gdy chce to do niego dołączy, a gdy nie chce to się zapiera, siada lub się kładzie i wtedy Zero czuje opór, dzięki któremu wraca na miejsce.

5.Co za dużo to niezdrowo!
 Czyli przetrenowanie. Niestety sytuacja co jakiś czas zdarzała się w przeszłości, ale ma nadzieję, że nie będzie już się pojawiała. Wynikało to z różnych przyczyn, nie miałam czasu na długie spacery to wychodziłam na wspólne bieganie, bo były szybko wybiegane, bo zajmowało to mniej czasu, albo bo akurat dobrze nam to wychodziło. Ale na szczęście zorientowałam się, że psom przestało to sprawiać przyjemność, bo nie miały czasu na swoje sprawy, był to tylko ciągły bieg. Ostatnio znowu się nam to przydarzyło, ale mam nadzieję, że już po raz ostatni.

I chyba zostały nam tylko te 4 punkty do odhaczenia żeby nasz wspólny bieg stał się idealny. Przed nami jeszcze długa droga, ale mamy czas i chęci więc damy radę!



Macie może dla nas jakieś rady jak poradzić sobie z niektórymi z punktów? A może zmagacie się z podobnymi problemami? 

sobota, 6 sierpnia 2016

Zupa, miska i rally'o.



Jako, że jestem właśnie na wakacjach bez psów, wzięło mnie trochę na pogadanie sobie i podsumowania. Mimo, że tytuł posta średnio na to wskazuje, jest to post z serii 'co u nas'
Postanowiliśmy w sierpniu wziąć udział w projekcie SOUP organizowanym przez Mira Rottweiler i Psie pytania. Co prawda i tak miałam się zabrać bardziej za socjalizacje (bo nad nią pracujemy zawsze) Nie będę też stawiała sobie tutaj celów, bo w miesiąc mało co osiągnę, na koniec sierpnia ukarze się jednak notka z postępami w socjalu. I mimo, że projekt trwa tylko miesiąc to według mojego wcześniejszego planu notka "postępy" będzie się ukazywała co miesiąc. Niestety nie będzie to jakaś porywająca seria, a raczej coś typu "1.07.2016 - spotkaliśmy nowego psa, z którym Zero ładnie i bezproblemowo się bawił". Będzie to bardziej post dla mnie, żeby mogła zobaczyć po jakimś czasie z czym konkretnie mamy problem, czy Whisky po prostu nie lubi większych od siebie psów, czy Zero ma uraz do owczarkowatych. Bo jak już mówiłam wcześniej nie wiem co jest u nich problemem w kontaktach z psami. Niektórym Zero pozwala sobie wejść na głowę dosłownie i w przenośni, a innym nie pozwala się do siebie zbliżyć. Whisky raczej jeśli pies nie jest agresywny chętnie się przywita, ale potem daje mu jasny znak 'spierdalaj' a czasem nie pozwala w ogóle do siebie podejść. Ale z nią jest o wiele lepiej, bo nie zabiega o uwagę innych psów, jeśli do niej nie podejdzie to trudno jej nie zależy, a odróżnieniu od Zera, który widząc innego psa, MUSI KONIECZNIE TERAZ do niego podejść. A z jakimi zamiarami to już całkiem inna sprawa.



Od kilku dni spalamy też miskę, gównie z powodu Whisky. Karmę z miski jadła chętnie, ale gdy dostała ją z ręki jako smaczek, to nią pluła czekając na coś lepszego. Miała też przez to dużo mniej motywacji do ćwiczeń, a że ja jej nie popuściłam i nie biegałam do zoologa po super drogie smaczki, to ćwiczenia z nią wychodziły bardzo słabo. Od kiedy jedzenie dostaje tylko z ręki, jest dużo lepiej, chętnie pracuje, stara się i rywalizuje z Zerem kiedy ćwiczę równo z nimi, a wcześniej wtedy odpuszczała, bo po co skoro jedzenie dostanie i tak i tak. Zero jedzenie dostaje też z ręki on problemu z jedzeniem nie miał nigdy, a dodatkowym jedzeniem też nie gardził, więc praca z nim to sama przyjemność i muszę uważać, żeby go nie zamęczyć, bo do pracy jest chętny na podwórku zawsze i ciągle. Jednak myślę, że spalenie miski będzie pomoce przy przywołaniu i pracy na spacerze. Bo na spacerze też lubi pracować, ale gdy jesteśmy w innym miejscu to tyyyle ciekawych rzeczy, go rozprasza i robi wszystko byle jak, żeby tylko dostać smaczka i dalej robić co chce.



Chcemy się też wziąć za Rally'o. Ja jestem jeszcze w trakcie przygotowywania znaków i zaczęłam już uczyć Zera dostawiania, a potem  zaczniemy chodzenie przy nodze. Nie jest to wymóg w rally'o gdzie pies musi chodzić jedynie na luźnej smyczy, ale wydaje mi się, że chodzenie przy nodze będzie lepszym rozwiązaniem. Będę też ćwiczyć to z Whisky, ale dopiero gdy jej  motywacja do pracy będzie większa, nadrobimy zaległe sztuczki, które Zero już potrafi, a ona nie i gdy poćwiczę już trochę z Zerem, bo wtedy będę wiedziała, już co i jak i jakich mniej więcej błędów nie popełniać.

A co tam u was?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Recenzja Chuckit ultra tug M.

Chuckit trafił do nas w grudniu, na urodziny Zera, czyi jest razem z nami od ośmiu miesięcy, więc to już chyba odpowiedni czas żeby coś o nim napisać.






Ultra tug jest jedną ze starszych zabawek chuckit! więc można dostać ją w wielu sklepach internetowych, a nawet może i lepszych stacjonarnych, ja kupiłam ją ze sklepu toys4dogs za 41,50 zł. Zabawkę tworzy piłka, zawieszona na nylonowej taśmie. Występuj tylko w jednym kolorze piłka jest pomarańczowo-niebieska, a taśma biało-niebieska, ale za to są to bardzo żywe kolory i dobrze widoczne przez psa. Można dostać ją w trzech rozmiarach S M i L a średnice piłek to kolejno 5, 6,5 i 7,5 cm. Piłka, ma puste wnętrze przez co ugniata się pod wpływem szczęk psa, ale jest dosyć twarda i delikatniejszym psom może się to nie udać. Taśma jest bardzo sztywna i nieprzyjemna w dotyku, ale plus dla niej, że jest szeroka przez co, nie wbija się boleśnie w dłoń, lub nadgarstek. Jak dla nas rączką jest zdecydowanie zbyt krótka do szarpania. Jeśli wasze psy czekają ładnie na ziemi dopóki piłka nie będzie w zasięgu ich psyka, to sprawdzi się dobrze, ale jeśli macie latającego psa, i to do tego dużego, to przygotuje się na częsty kontakt dłoń-zęby.






 Zabawka miała być szarpakiem. Zero kocha szarpaki, ale ma problem z pewnym chwytem piłki, zawsze łapał gdzieś po bokach mimo, że było to niewygodne i w innych piłkach kończyło się zerwaniem sznurka. W różnych recenzjach czytałam, że nawet najbardziej oporne psy chwytają w końcu za piłkę. W naszym przypadku niestety tak się nie słało. Początkowo było dobrze, ale z czasem przestał łapać piłkę i chwytał tuż nad nią, często też zahacza zębami o moje dłonie. Mimo to taśma jest w stanie idealnym, ale za to świetnie sprawdza się jako aport. Dzięki sztywnej taśmie łatwo się nią rzuca i bardzo daleko leci, nie odbija się tak wspaniale, jak zapewnia producent, ale odbija się kilka razy nawet od miękkich powierzchni zanim wyląduje. Zero jest zadowolony, uwielbia podrzucać sobie piłkę, albo chwytać za taśmę i uderzać się piłką. Piłka jak większość naszych zabawek zaliczyła nocowanie na dworze, podczas deszczu, upału, śniegu i podczas mrozu, w zimie spędziła na dworze ponad dwa tygodnie, bo Zero rzucił ją pod jakieś drzewko na podwórku. A kolory zarówno taśmy, jak i piłki są dalej tak samo żywe i ładne.
 Jednak zabawka chuckit ultra tug nie utrzymała się na pozycji najlepszej zabawki, którą jest każda zabawa przez kilka pierwszych dni. Teraz używamy jej znacznie rzadziej, bo mamy zabawki, na które Zero nakręca się bardziej.





 Ze względy na chropowatą powierzchnię przyczepia się do niej piasek. W suchy piasek schodzi bez problemu, po kilku wstrząśnięciach. Ale w przypadku śliny z piaskiem, lub błota to nie wystarczy. W wersji dla leniwych można poczekać, aż piasek wyschnie kilka razy nią pomachać i koniec. Ale po jakimś czasie, piłka jest po prostu brudna, choć nie sypie się z niej piasek. Mi po kilku miesiącach nie udało się jej domyć szczoteczką, więc zabawka wylądowała w pralce. A po wyjęciu znów wygląda jak nowa.






+ Nieblaknące kolory
+ Dobrze się odbija
+ Sprawdza się jako aport
+ Łatwo i daleko się nią rzuca
+ Mało kłopotliwe czyszczenie
- U nas nie sprawdził się jako szarpak
- Dosyć twarda piłka
- Zbyt krótka taśma
- Nie pływa

poniedziałek, 25 lipca 2016

Haul zakupowy

Dziś post z serii uwielbianej chyba przez wszystkich psiarzy. Haul obejmuje rzeczy kupione od kwietnia do lipca. Kupione zostały w różnych odstępach czasu więc, zdjęć będzie dość dużo. Obok produktów które zamierzam zrecenzować pojawi się ta informacja, jeśli chcielibyście poznać moją opinię, na temat produktu, o którym nie zamierzałam pisać recenzji to piszcie w komentarzach ;).



1. Kaganiec Baskerville Ultra rozmiar 4 - Dla Zera będzie recenzja.
2. Kaganiec Baskerville Ultra rozmiar 3 - Dla Whisky
3. Crackle Ball - Dla Whisky wykorzystywana jako "kula smakula" a dla Zera jako kolejna piłeczka z serii "ulubione"
4. Dokas pierś kurczaka z rybą





5. Frolic z drobiem - mimo kiepskiego składu to jedne z ulubionych przysmaków.
6. Let's bite z jagnięciny
7. Niefirmowa czarna smycz



8. Kolejny raz Frolic tym razem z wołowiną
9. Kurze szyjki
10. Zwykły gwizdek - używam gdy Zero podczas spaceru "się zapomni" zwykle wtedy zwracam jego uwagę gwizdnięciem, a że dosyć często mi to nie wychodzi (XDD) to pomaga mi w tym gwizdek
11. Dziennik treningowy - długo zajęło mi znalezienie takiego z odpowiednią ilością zakładek, niestety taki chyba nie istnieje i zadowoliłam się takim z pięcioma. Następnie tydzień nachodziłam się za najpiękniejszymi naklejkami, tylko po to żeby potem w pięć minut byle jak je ponaklejać. Ale ładność tych naklejek mi to rekonpensuje. Jak na razie leży prawie pusty, a wszystko co powinnam w nim zapisywać w dalszym ciągu zapisuje w telefonie lub w komputerze. Ale w końcu mam zamiar się za niego zabrać.
12. Nie mam pojęcia co to jest, w zoologicznym stało niepodpisane w jakimś rogu, ale na pewno będzie u nas częściej.



13. FURminator - nieoryginalny z allegro. U nas właśnie zaczął się okres linienia, gdy codziennie muszę wyczesywać psy to naprawdę się zastanawiam gdzie one tę sierść pomieściły.
14. 10 metrów linki, do której przymocowałam karabińczyk specjalna do walki z przywołaniem.



15. Pas maszera z sali - będzie o nim recenzja.
16. Nerka z chińczyka - bardzo, bardzo, ale to bardzo nie polecam.
17. Obroża dla Whisky z sali.
18. Kolejna obroża z Sali tym razem na zatrzask - teoretycznie dla Zera, ale jej zakres obejmuje też Whisky, więc jak wszystkie takie rzeczy będzie wspólna.



19. Markus Muhle - nowa karma potworów, za jakiś czas pojawi się jej recenzja.
20. Lukullus Natural - gratis do karmy.
21. TubiDOG o smaku łososia.
22. Trixie Premio Sushi Light Kosteczki z białej ryby.
23. O'Tom haczyki na kleszcze
24. Piłka TPR z piszczałką



25. Nerka z biedronki - nie jest idealna, ale dużo lepsza od tej z chińczyka.

niedziela, 17 lipca 2016

Zaniedbanie

Mając dwa psy, przychodzi czas kiedy musimy popracować nad jednym z psów. Ja musiałam pracować nad Zerem, tu przywołanie, tu chodzenie na smyczy, wiadomo zawsze coś się znajdzie. Do tego dochodziło jego super nakręcenie przy nauce sztuczek. I gdzieś w tym wszystkim zapomniałam o Whisky, że ona też potrzebuje czegoś nowego. Z Zerem ćwiczyłam przywołanie, ciągnięcie opony, sztuczki, przekonywałam go do wody, socjalizowałam (dał się wygłaskać dużej grupie dzieci przed szkołą)  a Whisky no cóż zaniedbałam. Owszem miała prawie codzienne spacero-biegi w sledach, jasne często w innych miejscach, ale nie robiłam z nią nic nowego. Sztuczki też odstawiłam, po prostu ciężej się z nią pracuje i skupiłam się na powtarzaniu starych sztuczek. Whisky była i nadal jest w porównaniu do Zera idealna. Jestem pewna jej reakcji i zachowań, czego mi brakuje u grubego i staram się to z nim wypracować. Ale popełniłam ogromny błąd, bo odstawiłam ją i zajęłam się Zerem, za co mi teraz wstyd. Whisky też nie upomina się specjalnie o uwagę. Jeśli Zero się nie wybiega, to drze mordę, na każdego przechodnia, a nawet bez powodu, Whisky jest spokojniejsza i nie upomina się o spacer. Więc kiedy brakowało czasu, a w roku szkolnym o to nie trudno, to odbębniałam spacer z grubym i był spokój.



Nie wiem nawet kiedy się to zaczęło raczej "wyszło w praniu" ale niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Nie lubię takiego faworyzowania jednego z psów, a mimo to właśnie to robiłam. Ten nagły przebłysk rozumu,  był głównym impulsem, żeby zacząć wspólne spacery z psami, żeby nie faworyzować jednego z nich, a czas dla psów rozdzielać w miarę równo i sprawiedliwie. I mimo, że sztuczki z nią są o wiele trudniejsze to uczę jej nowych, mimo, że zachęcenie jej do zabawy to jedna z najtrudniejszych rzeczy to staram się z nią bawić pomimo, że nie muszę nad nią pracować tak jak nad Zerem, to poświęcam jej czas na samotne spacery, bo to widzę, że to wszystko, że każda chwila spędzona ze mną sprawia jej radość, a strasznie egoistyczne jest to, że nie dawałam jej tego w tak dużej ilości w jakiej potrzebuje, bo skupiałam się nad drugim psem. Przepraszam cię Whisky, że o tym wszystkim zapomniałam skupiając się tylko, na zaspokojeniu podstawowych potrzeb, a przecież ty też potrzebujesz czegoś nowego.




Pocieszycie mnie lub dobijecie, ale zróbcie szczery rachunek sumienia i odpowiedzcie nawet tylko przed sobą, czy wam też zdarzyło się tak jak mi zaniedbać psa? 

sobota, 9 lipca 2016

Jest tu kto?

  Przerwa się nam lekko przedłużyła, z miesiąca wyszło 5. Nad powrotem myślałam już w czerwcu,  może to śmiesznie zabrzmi, ale nie miałam z czym do was wrócić. Mało co zrobiliśmy, praktycznie nic nowego się u nas nie działo, ale mimo tego brakowało mi bloga, więc bez większego szału jesteśmy z powrotem. Chociaż szałem może być wygląd bloga i jak się pewnie większość z was domyśla jest autorstwa Wiktorii za co chyba po raz setny bardzo dziękuje.
Ugh jak ja nienawidzę tych jego włosów przy oczach ;__;


Ciężko mi przypomnieć sobie co działo się w ciągu tych pięciu miesięcy, ale najważniejsze jest to, że zaczęliśmy robić więcej nowych rzeczy, a dokładniej więcej rzeczy RAZEM czyli we trójkę. Długo tego unikałam, a to, bo Zero nie potrafi się zachować, bo on za mocno ciągnie, bo nie ogarnę dwóch psów razem. Spróbowałam raz i mimo, że pierwszy raz nigdy nic mi nie wychodzi, to następne były już lepsze. Główną motywacją był powód o którym napiszę szerzej w następnym poście, oraz brak czasu, nie zawsze miałam czas na przynajmniej dwa długie wymęczające spacery, a teraz na jednym spacerze mam dwa wymęczone psy. Tak więc w tym czasie zaczęliśmy, lub pracowaliśmy nad:

- Wspólne bieganie - z tego jestem najbardziej zadowolona. Dokładniej jak to wygląda opisze w innych postach, a notka z wszystkimi problemami wynikającymi z biegania z dwoma psami jest już gotowa.

- Ciągnięcie opony - tym zajmowaliśmy się jeszcze zanim zaczęło być tak ciepło. Nigdy nie miałam tak małej opony na Whisky więc wcześniej się tym nie zajmowałam, Zero ciągnął dużą oponę od samochodu, ale nie specjalnie się mu to podobało. Za to razem wychodziło im to naprawdę dobrze, co prawda nigdy nie będzie to ich ulubione zajęcie, ale szybko je wymęcza i co najważniejsze jest dobrym wprowadzeniem do ciągnięcia sanek, czym będziemy zajmować się już w zimie.

- Spacery na smyczy - Zawsze byłam na nie, bo obydwa ciągną na smyczy, może nie non stop, ale jeśli koniecznie chcą gdzieś dojść to nie ma zmiłuj. Ale raz się żyje co nie? Od jakiegoś czasu spacery na smyczy z dwoma potworami to całkiem przyjemna codzienność, oczywiście o ile są dobrze wybiegane. Brakuje nam jeszcze dwójnika, bo dwie smycze jednak mocno się plączą, ale to i tak konieczny zakup ze względu na to, że nowy dwójnik potrzeby jest też do biegania.

- Przywołanie Whisky - Nie liczę na cud, Whisky raczej nie pozna smaku spaceru bez smyczy, wcale się mnie nie pilnuje i przychodzi do mnie kiedy ma na to ochotę. Mimo tego spacery na lince są fajnym urozmaiceniem, dającym jej więcej swobody, a kiedy te spacery są jeszcze wspólne z Zerem (prawie codziennie) który lata bez smyczy, to nic więcej jej do szczęścia nie potrzeba.

- Przywołanie Zera - w końcu się przełamałam i biorę go na linkę. Na spacerach jest na 10m lince, a nawet staram się mu na tyle zaufać, żeby non stop jej nie trzymać, tylko żeby ciągnęła się za nim. Mamy też jedną trasę która ma od 2-4 km zależy jakie dróżki sobie wybierzemy i tam z całą pewnością mogę go spuścić, ale za to jest w kagańcu, bo jednak rodzice nieźle by się wkurzyli gdyby Zero przez przypadek się zgubił i po drodze zapolował komuś na kurkę.

- Nowe trasy - wydłużyliśmy spacery i regularnie chodzimy w nowe miejsca. Co jest większą motywacją do spacerów, no ja tu mieszkam od urodzenia, a nie byłam jeszcze w tylu miejscach w mojej WSI że to, aż wstyd.


- Sztuczki -  tu się nie mamy czym specjalnie czym chwalić. Obydwa psy ogarnęły skok przez nogę, i sztuczkę "obejdź" w której muszą obejść dokoła kogoś, w tym mnie, lub jakiś przedmiot, w dalszym ciągu mamy problem z proś, bo psy mają problem z utrzymaniem równowagi i muszą podeprzeć się o moją rękę, Zero nauczył się jeszcze ósemki i slalomu między nogami.


- Motywacja na zabawki - u Zera po staremu, chociaż uświadomiłam sobie, że mamy zbyt mało zabawek, co jest jednak plusem. Z Whisky jest różnie, kiedy jestem z nią sama na podwórku, to gdy zamierzam się z nią pobawić to jej reakcja to "wtf? co ty robisz?" a gdy na podwórku jest jeszcze Zero, to łapie fazę i chce się przeciągać (bo o piłeczkach jeszcze nie ma mowy) i jest super, ale gdy Zero podchodzi, chcąc się pobawić z nami, to koniec i nie było tematu, Whisky już robi co innego. A jeszcze innym razem ma ochotę na zabawę tylko wtedy kiedy jedną ręką przeciągam się z Zerem, a drugą z nią. I się zastanawiam jak tu do niej jakoś dotrzeć?

- Frisbee - prawie zapomniałam o tym wspomnieć. Chyba jakoś w styczniu, na fb w ogłoszeniach z pobliskiego miasta ktoś sprzedawał rzeczy dla psa, musiałam skorzystać z okazji i kupiłam gumowe frisbee, potem doszły dwa plastikowe z pepco. Wiem, że nie jest to zestaw którym można się chwalić, ale jak na pierwsze kontakty z frisbee nie jest zły. Zero ku mojemu zdziwieniu naprawę polubił frisbee, co prawda nie łapie dysku z lotu, nie przynosi mi go, a czasem zamiast łapać kolejne dyski ucieka i bawi jednym. Aktualnie nie wiem czy będziemy coś w tym kierunku robić, może za jakiś czas kupie jakieś porządne dyski i nauczę się rzucać, a Zera łapać, ale jak na razie dyski są nie używane, żeby przez treningi w upale nie zniszczyć jego motywacji na nie.

- Spotkania z innymi psami - pewnie czekacie tu na opisy wielu wspólnych spacerów i poznania tysiąca nowych psiarzy. Niestety to nie to (JESZCZE) Ale są wakacje więc na pewno takie będą, o czym wam tu napisze. Ale skoro zaczęliśmy chodzić w inne miejsca, to spotykamy też inne burki, i w kwestii Whisky- inne psy, jest całkiem dobrze, bo lubi inne psy i jeśli one nie mają złych zamiarów, to chętnie się z nimi przywita, obwącha, ale  na tym koniec. Jeśli taki pies idzie za nami to ma go całkiem gdzieś, a jeśli nie chce się odczepić i chodzi za nią krok w krok, albo jeszcze wącha to samo miejsce co ona, to warknie, a jeśli to nic nie daje to lekko go skubnie, ale w bójki się nie wdaje.
Z Zerem to dalej nic nie wiem. Pozwalając mu na kontakt z innym psem jest to loteria, albo będzie dobrze, albo nie. Ale zawsze pozwalam mu na kontakty z innymi psami, po pierwsze jeśli bardzo chce to ja i tak go nie utrzymam, a po drugie jest na tyle duży żeby sobie sam poradzić.


Jak sami widzicie nic ciekawego się u nas nie działo. W kwestii bloga, to mogę was zapewnić, że zostajemy i mam już pomysły na nowe posty.