sobota, 2 stycznia 2016

2016 - Wspomnienia, marzenia, plany postanowienia


 Ten rok nie był szczególnie udany. Żałuje, wielu moich zachowań i decyzji. W porównaniu do zeszłego roku mocno zaniedbałam spacery, wolałam wyjść gdzieś ze znajomymi, w weekendy częściej mnie w domu nie było niż byłam. W wakacje oprócz porządnych spacerów nic nie robiliśmy, zrzucałam to na pogodę i to, że psom jest za ciepło, a tak na prawdę to ja nie miałam czasu. Pogorszyłam się w nauce, nie przyłożyłam się do testów i ocen tak jak planowałam na początku roku. I do tego doszła moja kontuzja, której skutki będę odczuwała do końca życia. Cieszę się, że ten rok się skończył, teraz czeka nas ogrom pracy i w tym roku obiecuję, że nie odpuszczę.
Były też jakieś plusy, czyli sterylizacja Whisky, przekonanie jej do kontaktu z ludźmi i co najważniejsze ze mną, Whisky zaczęła coraz lepiej nakręcać się na zabawki, zaczęłyśmy biegać.
Był to też pierwszy rok z Zerem, i z nim wszystko było nowe, nie ma do czego porównywać, były dobre chwile, ale cóż to dużo mówić nie byłam gotowa na drugiego psa.








Biegi.
 To jedno z najważniejszych postanowień.
 Z Whisky musimy wziąć udział w przynajmniej jednych zawodach dogtrekkingu. Co równa się z zakupem pasu maszera, który jest od jakiegoś czasu jest odkładany, a tylko on brakuje nam do pełnego wyposażenia do biegania.
 Musimy też skupić się na bieganiu we trójkę. Już w zeszłym roku zaczęliśmy oswajanie Zera z canicrossem, i obydwa psy z bieganiem razem. Treningów nie było zbyt dużo, bo Zero jest jeszcze za młody, i skupialiśmy się na szczegółach biegając osobno, bo wspólne bieganie wychodziło nam słabo, przez wcześniej popełniane błędy. Jednak w tym roku chciałabym pokonywać większe odległości, i nie musieć się ciągle martwić, czy psy nagle szarpną w drugą stronę, bo coś tam zobaczą, czy nie zatrzymają się nagle na obwąchanie jakiegoś kwiatka, czy nie postanowią się rozdzielić, i ciągnąć każdy w swoją stronę, albo czy nie ogłuchną kiedy będę chciała wydać komendę.


Przywołanie.
 U Zera musi być idealne i wszędzie. Głównie dlatego, że kiedyś tak było, co bardzo mi się podobało. Będziemy częściej chodzić do lasu, na smyczy, żeby się z nim oswoił. I postaram się częściej mu ufać, kiedyś przecież nie mieliśmy problemu, z przejściem przez ulice bez smyczy, i spuszczanie wszędzie, kiedy tylko kończyła się bardziej ruchliwa ulica. A teraz bardziej uważam i spuszczam tylko w dużej odległości od ulic. Przydadzą się dobre smaczki i duuużo spokoju.
 Przywołanie u Whisky jest na bardzo początkowym etapie, ostatnio nawet sobie go odpuściliśmy, bo zgubiliśmy szelki, a na obroży nie chce jej brać na linkę, bo nie czuje kiedy się ona kończy i może się podduszać. Nie planuje, jej jeszcze w tym roku spuścić, ale może za rok. Nie jest to sprawa pierwszorzędna, ale fajnie byłby kiedyś móc ją spuścić ze smyczy.



Zakupy.
Ciągle kupujemy jakieś zabawki, czy smakołyki, a ważne rzeczy odkładamy, na inny termin. Oto mini lista, rzeczy które koniecznie musimy mieć w tym roku. Te rzeczy mają pierwszeństwo, i muszą trafić do nas jak najszybciej, nawet jeśli gdzieś będzie super hiper wyprzedaż na zabawki :)


Pas maszera - Najważniejszy zakup, myślę nad pasem z firmy Hifica, może ma ktoś doświadczenie z pasem z tej firmy?

Szelki norweskie z firmy hand made - O tak, są po prostu śliczne, nie wiem jeszcze tylko z jakiej firmy.

Kagańce - Tu jestem zdecydowana, trafią do nas kagańce Baskerville Ultra, i potrzebujemy ich jak najwcześniej do przywołania w nowych miejscach bez ewentualnych strat w drobiu, i do wyjazdów do miasta.



Spotkania z innymi psami.
 Nie wiem jak to wyjdzie, bo gdybyśmy mieli możliwość, to jeździlibyśmy do innych psiarzy i spotykali się z innymi psami. Niestety u nas psiarzy brak, a jechać gdzieś też za bardzo nie możemy. Jednak mamy cały rok, żeby coś wymyślić i poznać nowe psy.





Wyjazd do miasta autobusem.
  Spokojny wyjazd, osobo z każdym psem. Tak, żeby sobie pochodzić do mieście. Zobaczyć ich reakcje na tyle nowych ludzi miejsc i zapachów. Tak jak pisałam, nie jest tak łatwe jak mogłoby się wydawać, ale jednak zależy mi na tym, i postaram się, żeby się udało.


Wyjazdy samochodem do rodziny i nad jezioro.
 Przyznam się bez bicia, jakoś raz na dwa miesiące mamy możliwość z Whisky pojechania sobie, do dość daleko oddalonej wsi, do rodziny. Mają oni ładne tereny i buldoga francuskiego. Jednak nigdy nie mam ochoty, na taki wyjazd trwający około 6 godzin.
 Wyjazdy nad jezioro, oddalone o jakieś 5 km, ale ruchliwą ulicą i nigdy nie naszło mnie żeby się tam przejść. Z Whisky nie będzie wielkiego problemu, chociaż nie lubi wody, i straszy małe dzieci w wodzie, to chcę pojechać przynajmniej dwa razy. Za to z Zerem będzie większy problem, bo on się nie mieści do samochodu mamy, musiałby siedzieć na siedzeniu na co mama się kategorycznie nie zgadza. A samochód taty ciężko tam zaparkować, i wątpię żeby jechali większym ze względu na psa.
Ale jeśli nie samochodem, to się z Zerem przejdziemy.



Frisbee.
 Z Zerem. Wiem nie ma on idealnej budowy do skoków. Jednak chcemy spróbować. Nie ciągnie mnie jakoś specjalnie do tego sportu, ale spróbować nie zaszkodzi.

Agility.
 Trochę z Whisky kiedyś ćwiczyłyśmy. Umie tunel i skakać przez hopki. Nigdy nie będzie to naszym sportem, ale czasem jakaś odskocznia od biegania się przyda.

Kastracja.
 Nie jestem jeszcze pewna, czy będzie w tym roku. Najwcześniej w wakacje, jest to też najlepszy termin, bo będę miała go całe dnie na oku. Ale nie wiem czy nie będzie to za wcześnie, ewentualnie w wolnym czasie po świętach. Chciałbym mieć to jak najszybciej za sobą, ale będziemy rozmawiać na ten temat z weterynarzem, bo obawiam się, że będzie jeszcze zbyt młody.

Kontakt z dziećmi i ludźmi.
 Kontaktu nigdy nie za mało. Może wyda się to śmieszne, bo mam młodsze rodzeństwo, ale psy rzadko mają ostatnio kontakt z dziećmi. W wakacje było dużo lepiej, głaskanie przytulanie, nawet zabawa. Zero podczas zabaw z dziećmi bardzo mnie zaskoczył, zwykle gdy my się bawimy, to kuszą się mi kości, a jemu zęby, a zabawki zwykle się rozrywają. Do tego skakanie na mnie, uciekanie i tym podobne. A podczas zabawy z dzieckiem nie skakał nie szarpał zbyt mocno, ale zawsze był chętny do zabawy z nimi. Whisky zawsze dzieci tolerowała. Nie ugryzie, nie warknie, ale z dobrej woli do głaskania i przytulania nie podejdzie. Nic się nie zmieniło, ale kontaktu z dziećmi jest coraz mniej. Szybko się robi teraz ciemno, ja chodzę do bardziej wymagającej szkoły i nie zawsze mam czas, żeby siedzieć i bawić się z dziećmi i z psami. I chcę też więcej kontaktu z innymi dziećmi i ludźmi. Kiedy Zero był mały nie było problemu wszyscy sami pchali do niego łapy, teraz co tu ukrywać, przestał być taki mały i słodki, to nikt na głaskanie nie ma ochoty.

Nakręcenie Whisky na zabawki
  Jest już jakiś postęp, ale jak się już zainteresuje zabawkami to maksymalnie na 3-4 minuty i koniec. Będziemy się starać żeby trwało to dłużej i była zainteresowana zawsze, a nie tylko w wybrane sobie dni,



Jak spędziliście sylwestra? Ja wróciłam od znajomych chwilę przed północą i ledwie zdążyłam zabrać psy do domu. Na szczęście nic się nie bały. A na nieszczęście Zera jak zawsze było wszędzie pełno, ale straty nie były zbyt duże, a mianowicie zabrudzona pościel, przeżuta taśma izolacyjna i porysowana podłoga, bo psy stwierdziły, że to zbyt mała powierzchnia na dwa psy.