środa, 24 sierpnia 2016

Wady moich psów

Nie idealność psów na blogach była już przerabiana i pewnie wszyscy doskonale już widzą, że każdy pies ma wady. Zero i Whisky nie są tu wyjątkami. W postach zawsze gdzieś mimochodem wspominałam o ich wadach i zaletach, ale dziś postanowiłam zrobić dla was (no dobra trochę dla mnie też) listę pokazującą jak bardzo moje potwory nie są idealne, a za tydzień będzie odwrotnie i będę się zachwycać jakie są super. Szczerze powiedziawszy nawet mnie zastanawia, która lista będzie dłuższa.



1. Instynkt myśliwski.
Jeśli ktoś mnie pyta czy moje psy mają jakąś wadę, bo lubię często opowiadać jak coraz lepiej idzie im biegania, czy nauka, to bez zastanowienia zawsze na pierwszym miejscu jest instynkt myśliwski. Whisky to jednak husky i mimo braku papierów widać po niej, że jej rodzice też nimi byli, wiec ma to w genach. Z tego co wiem zagryzała kury od szczeniaka i był to poniekąd jeden z powodów jej oddania. U nas się to co prawda lekko poprawiło to obok żywego drobiu za płotem na smyczy  przechodzi już ładnie, ale gdy smyczy nie ma to bez oporów przeskoczy, lub przekopie sobie płot, a nawet nie musu tego robić, bo tutaj często kury są nie ogrodzone. Nie tyczy się to tylko kur, ale też dzikiej zwierzyny, dzikich kaczek, bocianów, żurawi, saren i zajęcy. Na szczęście na spacerach ogranicza ją linka, lub smycz i mimo usilnego szarpania nie biegnie za nimi.
Z Zerem nie chciałam mieć takiego problemu, więc od szczeniaka miał kontakt z królikami i kurami. I nic zupełnie je ignorował. kiedy miał jakoś z 4/5 miesięcy odwołał się od ptaków, do których chciał podejść. Wszystko zepsuło się jednego dnia kiedy przez ogrodzenie wprost na podwórko przedostała się kura. A Whisky nie pozwoliła już jej stąd wyjść. Zero podpatrzył i za kilka dni przyniósł na podwórko jeszcze żywą kaczkę. Wtedy jeszcze nie był w kojcu, bo nie uciekał z podwórka. A znów po kilku dniach, zagryzł i zjadł kurę. I to właśnie przez Whisky wszystko się zaczęło. Zaczął podczas spacerów uciekać kiedy wyhaczył  jakąś zwierzynę i wyrywać się przy płocie za którymi były kury. O ile z drobiem jest już lepiej, nie wyrywa się kiedy przechodzimy na smyczy obok nich, nawet kiedy chodzą luzem, tak jak wyczuje trop to znika i głuchnie.

2. Relacje z innymi psami
Również duża wada, ale o tym piszę bardzo często. Whisky jedne psy pasują inne nie. Najlepiej powinny być jej wzrostu, być mało upierdliwe i przyjaźnie do niej nastawione, wtedy jest okej. Zero natomiast to loteria, jednak dużo lepiej dogaduje się z sukami, i wszystkimi szczeniakami i bardzo małymi psami o ile nie są typowymi szczekaczami. Średniej wielkości psy żeby być zaakceptowane przez Zero i Whisky muszą być bardzo, bardzo przyjaźnie nastawione. Muszą wesoło skakać i merdać ogonami, bo inaczej psy podchodzą nieufnie przygotowane do ataku.



3. Nachalność - Zero
Zawsze chce być w centrum uwagi. Pcha się podczas głaskania innego psa mi pod ręce. Jeśli zatrzymam się podczas spaceru, bo chcę z kimś pogadać, to ta osoba musi go koniecznie wygłaskać. Kiedy ćwiczę coś z Whisky to jest zaraz obok i poluje na ręce z jedzeniem, albo gdy kucam, lub się pochylam wyjada mi smaczki prosto z nerki. Albo kiedy wspólnie się z nimi bawię, w jednej ręce mam szarpak w owcy dla Whisky, a z drugiej dla Zera. Wiecie co Zero robi? Chwilę przeciąga się swoim, a potem idzie chwycić szarpak Whisky, a kiedy ta się już zniechęci przez to do zabawy, wraca do swojego.

4. Ciągniecie na smyczy.
Whisky ma już 5 lat, a Zero prawie 2. I do tej pory nie potrafią ładnie chodzić na smyczy. Pierwszy kilometr to koszmar. Zero ciągnie we wszystkie strony, Whisky w sumie też, ale ma mniej siły, przez co uchodzi jej to na sucho, bo jednak nie wyrywa i ręki. A po mniej więcej kilometrze walki z zatrzymywaniem się, ekscytacja spacerem opada i idą naprawdę ładnie. Oczywiście nie licząc pojedynczych wyskoków do szczekających psów za płotami. Próbowałam coś z tym robić, przed spacerami na smyczach bawiłam się z nimi na podwórku, wychodziłam na spacery na lince z Whisky  i luzem z Zerem. I nic ten kilometr zawsze muszę przecierpieć.

5. Letnie wybrzydzanie - Whisky
Zawszę mówię, że mam wszystkożerne psy. A to nie do końca prawda. W okresie zimowym i jesiennym Whisky zje wszystko. Gorzej jest na lato, nawet nie musi być jakoś specjalnie gorąco. Robi sobie głodówki, pluje karmą podczas nauki, a na samych smaczkach przecież żyć nie będzie, kiedy dostawała jeszcze  w misce to mogły leżeć cały dzień. A kiedy zaczyna się październik listopad to włącza się jej mini Zero. Chociaż Zera w kwestii jedzenia nie pobija.

6. Ucieczki
Whisky jako husky lubi uciekać, a Zero jako pół husky też lubi uciekać. Whisky potrafi uciec praktycznie z każdego miejsca. A opanowała to do perfekcji podczas cieczki. Wyjątkiem chyba tylko jest kojec, ale mocno się natrudziliśmy, żeby zapobiec podkopom i przeskakiwaniem płotu. Na podwórku musi być pod stałą opieką, a kiedy nie przychodzi po 3 zawołaniu zaczyna się panika. Dom mamy ogrodzony siatką, więc bardzo łatwo udaje się jej rozerwać dół i całkiem małą szparą wyjść. Zero nauczył się uciekania od Whisky. Kiedyś był psem który beze mnie nie ruszał się z podwórka mimo otwartej furtki czy bramy. Ale bardzo szybko nauczył się otwierać jedną z trzech bram. Ma ona takie otwarcie jak w standardowych drzwiach, a on na nią skacze, dopóki nie skoczy idealnie na klamkę. Potem wkłada łapę pomiędzy pręty bramy, otwiera i gotowe! Droga wolna! Mój tata mówi, że w przeszłości mieli różne psy, nawet i takie co uciekały, ale żaden z nich nie opanował takiego otwierania sobie bramy jak Zero. Teraz brama jest zabezpieczona sznurkiem u góry tak, że mimo, że ją otworzy, to nie na oścież, a przez taką szparę nawet Whisky się nie przeciśnie. A mimo tego i tak próbuje.

7. Szybko się nudzi/Brak motywacji - Whisky
Zauważyłam to dopiero od kiedy przybył do nas Zero. Whisky szybko się nudzi czy to zabawą, czy szkoleniem. Od kiedy mamy szarpaki z owcy to zaczęła się nimi bawić, ale jest to dosłownie kilka minut. Po tym czasie nie mogę jej zachęcić do dalszej zabawy, mogę z owcą uciekać, szurać nią po ziemi i zaczepiać Whisky, a ona już na nią nie reaguje. Podobnie ze szkoleniem dostaje karmę i smaczki, nawet jeśli mam jej lubione to nauka nie trwa zbyt długo. Jak się jej znudzi, a nie katuje jej długimi sesjami, jest to dosłownie kilka minut to odchodzi sobie gdzieś na bok i zajmuje się sama sobą, albo czeka, aż wypuszczę Zera, żeby się razem pobawić.

8. Bałagan i demolka
Czystością Z i W też pochwalić się nie mogą. Gdy dostają kości często ich nie dojadają, a kiedy je wypuszczam z kojca nagle sobie o nich przypominają i wracają po nie żeby je dokończyć na podwórku. Oczywiście po chwili dzieje się coś bardzo ciekawego i je zostawiają. A po jakimś czasie podczas spacerów po ogrodzie natykam się na kości. Whisky to tego bardzo lubi kopać. Nie oszczędza też ogródka taty. Zawsze, ale to zawsze podczas zabawy w niego wbiegną, a małe nie są przez co często łamią rośliny, a są tam między innymi pomidory, kalafior, sałata i no i dynie. Dynie to chluba mojego taty, który mimo, że nikt w naszej rodzinie ich nie lubi co roku sadzi i porównuje ze sowim bratem kto wyhodował większą. No i jak się pewnie spodziewacie miejsce dyń to ulubione miejsce do kopania dla psów. Co roku przerywają łodygę przynajmniej dyni, za dwa lata temu Whisky przekopała tą największą. Raz wykopała dziurę przez garażem, zanim się ktoś zorientował, bo była to jesień i wszędzie są liście, brat skręcił kostkę.

9. Ślinienie się - Zero
Duża wada podczas szkolenia. Gdy ja wyciągam smaczki, on zaczyna masową produkcję śliny. I przy każdym wzięciu smaczka z ręki mam ją całą mokrą. Odruchowo wtedy ją wycieram o ubranie i jestem dodatkowo brudna. A najgorzej jest wtedy kiedy chce zjeść jabłko, bo mamy na podwórku drzewko, to obydwa psy stoją nade mną, a na moje nogi co chwila kapią duże krople Zerowej śliny. Fuj.







































10. Linienie
 Kiedyś miałam dużo problemów żeby wyczesać Whisky, bo tej sierści zawsze przybywało mimo czesania. W tym roku pierwszy raz liniał też Zero. I jest dokładnie tak samo tyle, że podwójnie. Z tym, że o ile Whisky do 15 minut siedzi spokojnie, tak Zero maksymalnie do 2. A do przytrzymania go nie ma nikogo. Z tej sierści mogłabym  robić sweterki, porozdawać całej rodzinie i jeszcze ładnie zarobić na sprzedaży (gdybym jeszcze potrafiła robić na drutach i o ile byli by chętni ofc) Bo przez ponad 2 tygodnie codziennie miałam duże wiadro ugniecionej sierści. A je można by czesać całymi dniami. I jeszcze przy jakimkolwiek kontakcie z nimi sierść zostaje wszędzie. Wyobraźcie sobie trening śliniący się  i liniejący Zero i jak wygląda dłoń po pogłaskaniu go.

11. Nie wskakiwanie na snopki siana 
Jest to bardziej żartobliwy punkt. No, ale jak widzę na co drugim blogu ładne zdjęcia gdy psy siedzą na snopkach to mnie krew zalewa. Są różne grube, chude, małe duże i większość z nich musiała tam wskoczyć. A moje nie potrafią. Zero starał się i próbował,ale to na nic trzeba się będzie obejść bez takich zdjęć ;)




Po długich dniach zastanawiania się udało mi się je w końcu spisać. Tak jak się spodziewałam trochę tego jest. Oczywiście to, że zakwalifikowałam coś jako wadę nie oznacza tego, że nic z tym nie robię. O ile z ślinieniem się i linieniem nic nie poradzę tak nad kontaktami z innymi psami, czy chodzeniem na smyczy nieustannie walczymy. I jak nasze psy mają jakieś wspólne wady? 

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Bieganie z dwoma psami - nasze problemy.

Dzisiaj co nieco, o naszym,  głównym zajęciu. Pierwsze próby biegania z dwoma psami były w grudniu, ale szybko się zniechęciłam. Powróciłam do tego niedawno, bo 5 maja. Ale zmieniłam nastawienie, dla psów jest to nowa sytuacja, dla mnie też ,potrzebne nam był czas, zrozumienie i cierpliwość. Dalej nie jest idealnie i bardzo nam do tego daleko,  dlatego dziś przedstawię wam problemy, przez które poddałam się w grudniu, dziś dalej z nimi walczę, ale widzę malutkie postępy, przez co mam chęć dalej z nimi nad tym pracować.


1. Kto silniejszy ten ma władze
 Nasze bieganie nie ma już formy canicrossu, a raczej jest to bieganie i chodzenie jednak zazwyczaj z  przewagą biegania. Więc podczas chodzenia pozwalam psom się załatwić, wejść do wody, czy po prostu sobie coś powąchać. Jednak w czasie biegania im na to nie pozwalam, a raczej tylko w czasie chodzenia. Nie jest też tajemnicą, że z naszej trójki najsilniejszy jest Zero. Podczas takiej przerwy to Zero ustala jej długość przez co strasznie szkoda mi Whisky. Zero wącha, a Whisky chce iść dalej, to nic, stoimy. Gdy Whisky chce się zatrzymać, a Zero nie, to nie ma opcji idziemy dalej. Tak samo jest gdy gdy akurat stoją obydwa, Zero skończy swoje sprawy pierwszy idzie dalej, Whisky musi się dostosować. Czasem gruby poczeka, czasem Whisky się zaprze, a czasem jak zdążę to go przytrzymuje, ale jeszcze trzeba to wypracować.

2. Głupi i głupszy.
Psy są ze sobą złączone tylko dwójnikiem, nie używam  linki łączącej ich za obroże, bo mogłoby się to skończyć tragicznie dla Whisky. Tak, więc jeśli idzie coś obejść, to każdy obejdzie to z innej strony. Potem muszę jednego z nich odciągnąć, a żadne nie jest do tego chętne. Kilka razy zdarzyło się tak, że podczas biegania omijaliśmy przeszkodę i byłam wtedy pewna, że psy pobiegną jedną stroną, ale nagle przed przeszkodą postanowiły się rozdzielić. Straszny widok kiedy psy tak wbiegają, a potem lecą na ziemie. Podobnie jest kiedy pochodzę do nich, odciągnąć je od czegoś, zwłaszcza Zera od jedzenia, to one prawie zawsze rozejdą się tak, że ostatecznie ląduje pomiędzy nimi, a potem jeszcze Zero zrobi kółeczko dokoła mnie, bo tak, bo może. Dlatego zawsze wracam brudna i ze śladami liny na skórze, bo zaplączą mnie, a potem jeszcze pociągną. ALE nie jest tak zawsze, na początku było zawsze teraz czasem przejdą obok  mnie tą samą stroną, ale omijanie znaków, czy innych przeszkód to dalej zbyt trudne.

3. STOOOOOOP!!
Podczas biegu ciężko jest im się zatrzymać, czy zwolnić, włącza się im rywalizacja, i jeśli jeden nie zwalania, to drugi oczywiście też tego nie zrobi. Najgorsze jest, że osobno nie ma z tym problemu, tylko razem o tym zapominają. To jak wszystko inne jest do przepracowania, ale potrzeba na to czasu. Ale i tak jest lepiej niż w grudniu, kiedy nie reagowały nawet na komendy prawo, lewo czy zostaw, z chodzenia gdy słyszą ''Stoooooop" to zwalniają, a gdy ja staję, to nie rwą do przodu, ani się nie rozchodzą tylko czekają na magiczne "idź". 

3. Komendy kierunkowe.
Podobnie jak ze stop z tym, że stop zawsze nie było idealnie, tak kierunki były. Podczas wspólnego biegu, psy miały swoją wizję drogi, raz zgodne ze sobą, raz nie, ale chyba nigdy nie zgodne z moją trasą. Tu się mogę pochwalić, bo tego problemu już nie ma. Czasem któryś coś  zobaczy i skręcą w inną stronę (z naciskiem na Zero) ale wypowiem komendę jeszcze raz i wraca w dobrą stronę.

4. Sierotka Marysia Whisky.
Zawsze jest mi jej szkoda. Zwykle Zero ciągnął ją gdzie chciał, a ona jako, że jest dwa razy lżejsza leciała zanim. Była całkiem inna niż w domu, gdzie nie ma problemu kiedy trzeba Zera ustawić, bo podchodzi do jej jedzenia, czy po porostu nie podoba się jej jego obecność. Ale teraz jest dużo lepiej, czasem gdy gruby zbacza z tasy, a ona chce iść dalej, gdy chce to do niego dołączy, a gdy nie chce to się zapiera, siada lub się kładzie i wtedy Zero czuje opór, dzięki któremu wraca na miejsce.

5.Co za dużo to niezdrowo!
 Czyli przetrenowanie. Niestety sytuacja co jakiś czas zdarzała się w przeszłości, ale ma nadzieję, że nie będzie już się pojawiała. Wynikało to z różnych przyczyn, nie miałam czasu na długie spacery to wychodziłam na wspólne bieganie, bo były szybko wybiegane, bo zajmowało to mniej czasu, albo bo akurat dobrze nam to wychodziło. Ale na szczęście zorientowałam się, że psom przestało to sprawiać przyjemność, bo nie miały czasu na swoje sprawy, był to tylko ciągły bieg. Ostatnio znowu się nam to przydarzyło, ale mam nadzieję, że już po raz ostatni.

I chyba zostały nam tylko te 4 punkty do odhaczenia żeby nasz wspólny bieg stał się idealny. Przed nami jeszcze długa droga, ale mamy czas i chęci więc damy radę!



Macie może dla nas jakieś rady jak poradzić sobie z niektórymi z punktów? A może zmagacie się z podobnymi problemami? 

sobota, 6 sierpnia 2016

Zupa, miska i rally'o.



Jako, że jestem właśnie na wakacjach bez psów, wzięło mnie trochę na pogadanie sobie i podsumowania. Mimo, że tytuł posta średnio na to wskazuje, jest to post z serii 'co u nas'
Postanowiliśmy w sierpniu wziąć udział w projekcie SOUP organizowanym przez Mira Rottweiler i Psie pytania. Co prawda i tak miałam się zabrać bardziej za socjalizacje (bo nad nią pracujemy zawsze) Nie będę też stawiała sobie tutaj celów, bo w miesiąc mało co osiągnę, na koniec sierpnia ukarze się jednak notka z postępami w socjalu. I mimo, że projekt trwa tylko miesiąc to według mojego wcześniejszego planu notka "postępy" będzie się ukazywała co miesiąc. Niestety nie będzie to jakaś porywająca seria, a raczej coś typu "1.07.2016 - spotkaliśmy nowego psa, z którym Zero ładnie i bezproblemowo się bawił". Będzie to bardziej post dla mnie, żeby mogła zobaczyć po jakimś czasie z czym konkretnie mamy problem, czy Whisky po prostu nie lubi większych od siebie psów, czy Zero ma uraz do owczarkowatych. Bo jak już mówiłam wcześniej nie wiem co jest u nich problemem w kontaktach z psami. Niektórym Zero pozwala sobie wejść na głowę dosłownie i w przenośni, a innym nie pozwala się do siebie zbliżyć. Whisky raczej jeśli pies nie jest agresywny chętnie się przywita, ale potem daje mu jasny znak 'spierdalaj' a czasem nie pozwala w ogóle do siebie podejść. Ale z nią jest o wiele lepiej, bo nie zabiega o uwagę innych psów, jeśli do niej nie podejdzie to trudno jej nie zależy, a odróżnieniu od Zera, który widząc innego psa, MUSI KONIECZNIE TERAZ do niego podejść. A z jakimi zamiarami to już całkiem inna sprawa.



Od kilku dni spalamy też miskę, gównie z powodu Whisky. Karmę z miski jadła chętnie, ale gdy dostała ją z ręki jako smaczek, to nią pluła czekając na coś lepszego. Miała też przez to dużo mniej motywacji do ćwiczeń, a że ja jej nie popuściłam i nie biegałam do zoologa po super drogie smaczki, to ćwiczenia z nią wychodziły bardzo słabo. Od kiedy jedzenie dostaje tylko z ręki, jest dużo lepiej, chętnie pracuje, stara się i rywalizuje z Zerem kiedy ćwiczę równo z nimi, a wcześniej wtedy odpuszczała, bo po co skoro jedzenie dostanie i tak i tak. Zero jedzenie dostaje też z ręki on problemu z jedzeniem nie miał nigdy, a dodatkowym jedzeniem też nie gardził, więc praca z nim to sama przyjemność i muszę uważać, żeby go nie zamęczyć, bo do pracy jest chętny na podwórku zawsze i ciągle. Jednak myślę, że spalenie miski będzie pomoce przy przywołaniu i pracy na spacerze. Bo na spacerze też lubi pracować, ale gdy jesteśmy w innym miejscu to tyyyle ciekawych rzeczy, go rozprasza i robi wszystko byle jak, żeby tylko dostać smaczka i dalej robić co chce.



Chcemy się też wziąć za Rally'o. Ja jestem jeszcze w trakcie przygotowywania znaków i zaczęłam już uczyć Zera dostawiania, a potem  zaczniemy chodzenie przy nodze. Nie jest to wymóg w rally'o gdzie pies musi chodzić jedynie na luźnej smyczy, ale wydaje mi się, że chodzenie przy nodze będzie lepszym rozwiązaniem. Będę też ćwiczyć to z Whisky, ale dopiero gdy jej  motywacja do pracy będzie większa, nadrobimy zaległe sztuczki, które Zero już potrafi, a ona nie i gdy poćwiczę już trochę z Zerem, bo wtedy będę wiedziała, już co i jak i jakich mniej więcej błędów nie popełniać.

A co tam u was?

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Recenzja Chuckit ultra tug M.

Chuckit trafił do nas w grudniu, na urodziny Zera, czyi jest razem z nami od ośmiu miesięcy, więc to już chyba odpowiedni czas żeby coś o nim napisać.






Ultra tug jest jedną ze starszych zabawek chuckit! więc można dostać ją w wielu sklepach internetowych, a nawet może i lepszych stacjonarnych, ja kupiłam ją ze sklepu toys4dogs za 41,50 zł. Zabawkę tworzy piłka, zawieszona na nylonowej taśmie. Występuj tylko w jednym kolorze piłka jest pomarańczowo-niebieska, a taśma biało-niebieska, ale za to są to bardzo żywe kolory i dobrze widoczne przez psa. Można dostać ją w trzech rozmiarach S M i L a średnice piłek to kolejno 5, 6,5 i 7,5 cm. Piłka, ma puste wnętrze przez co ugniata się pod wpływem szczęk psa, ale jest dosyć twarda i delikatniejszym psom może się to nie udać. Taśma jest bardzo sztywna i nieprzyjemna w dotyku, ale plus dla niej, że jest szeroka przez co, nie wbija się boleśnie w dłoń, lub nadgarstek. Jak dla nas rączką jest zdecydowanie zbyt krótka do szarpania. Jeśli wasze psy czekają ładnie na ziemi dopóki piłka nie będzie w zasięgu ich psyka, to sprawdzi się dobrze, ale jeśli macie latającego psa, i to do tego dużego, to przygotuje się na częsty kontakt dłoń-zęby.






 Zabawka miała być szarpakiem. Zero kocha szarpaki, ale ma problem z pewnym chwytem piłki, zawsze łapał gdzieś po bokach mimo, że było to niewygodne i w innych piłkach kończyło się zerwaniem sznurka. W różnych recenzjach czytałam, że nawet najbardziej oporne psy chwytają w końcu za piłkę. W naszym przypadku niestety tak się nie słało. Początkowo było dobrze, ale z czasem przestał łapać piłkę i chwytał tuż nad nią, często też zahacza zębami o moje dłonie. Mimo to taśma jest w stanie idealnym, ale za to świetnie sprawdza się jako aport. Dzięki sztywnej taśmie łatwo się nią rzuca i bardzo daleko leci, nie odbija się tak wspaniale, jak zapewnia producent, ale odbija się kilka razy nawet od miękkich powierzchni zanim wyląduje. Zero jest zadowolony, uwielbia podrzucać sobie piłkę, albo chwytać za taśmę i uderzać się piłką. Piłka jak większość naszych zabawek zaliczyła nocowanie na dworze, podczas deszczu, upału, śniegu i podczas mrozu, w zimie spędziła na dworze ponad dwa tygodnie, bo Zero rzucił ją pod jakieś drzewko na podwórku. A kolory zarówno taśmy, jak i piłki są dalej tak samo żywe i ładne.
 Jednak zabawka chuckit ultra tug nie utrzymała się na pozycji najlepszej zabawki, którą jest każda zabawa przez kilka pierwszych dni. Teraz używamy jej znacznie rzadziej, bo mamy zabawki, na które Zero nakręca się bardziej.





 Ze względy na chropowatą powierzchnię przyczepia się do niej piasek. W suchy piasek schodzi bez problemu, po kilku wstrząśnięciach. Ale w przypadku śliny z piaskiem, lub błota to nie wystarczy. W wersji dla leniwych można poczekać, aż piasek wyschnie kilka razy nią pomachać i koniec. Ale po jakimś czasie, piłka jest po prostu brudna, choć nie sypie się z niej piasek. Mi po kilku miesiącach nie udało się jej domyć szczoteczką, więc zabawka wylądowała w pralce. A po wyjęciu znów wygląda jak nowa.






+ Nieblaknące kolory
+ Dobrze się odbija
+ Sprawdza się jako aport
+ Łatwo i daleko się nią rzuca
+ Mało kłopotliwe czyszczenie
- U nas nie sprawdził się jako szarpak
- Dosyć twarda piłka
- Zbyt krótka taśma
- Nie pływa