niedziela, 18 września 2016

Podsumowania

Wakacje wykorzystaliśmy całkiem fajnie. Nie spełniliśmy wszystkich planów, ale nie jest źle. Z jednej strony nie byłam ciągle z psami. Szczególnie z lipcu, kiedy mieliśmy ze znajomymi masę ognisk, nocek i spotkań strażackich, po których wracałam wykończona. Ale nie widziałam, żeby potwory czuły się zaniedbane.

Aktywność
Spacerów nie było jakoś wybitnie dużo. Trochę spowodowane było to pogodą, bo raz lało tak, że ciężko było wyjść z domu, a w inne dni było gorąco gdzie jedynym wyjściem były 3 km spacery nad staw. Ograniczyliśmy też zapuszczanie się w nowe miejsca z powodu wszechobecnych krów.  A ja się ich panicznie boję. Mimo tego nasz wynik nie jest, aż tak zły w lipcu zrobiliśmy 51, 99 km co jest oczywiście strasznie małym wynikiem, ale nadrobiliśmy w sierpniu robiąc 108 km Najwięcej było zwykłych spacerów, zazwyczaj Whisky na lince, a Zero luzem. Było też trochę osobnych na lince, ciągnięcia mnie na deskorolce przez psy, całkiem dużo wieczorno-nocnych spacerów z obydwoma na smyczy i trochę biegania.



Nauka/Zabawa
Obydwa nauczyły się skoku przez nogę i sztuczki obejdź. Tą ostatnią musimy jeszcze w Whisky dopracować, bo obchodzi dookoła tylko mnie, a powinna tak jak Zero obejść cokolwiek co jej pokażę. Zero może pochwalić się też slalomem miedzy nogami i ósemką, z Whisky jeszcze jesteśmy przy slalomie, który już jej wychodzi, ale tylko gdy mam dobre smaki. W dalszym ciągu uczymy się proś, Whisky w końcu zaczęła utrzymywać równowagę na parę sekund, Zero natomiast dalej potrzebuje ręki do podparcia się.
Mamy też postępy w zabawie. Po pierwsze wyposażyliśmy się w kilka nowych zabawek, które pokażę wam w poście z zakupami jakoś w połowie października Z Zera jestem bardzo zadowolona, wymienia się szarpakami, super aportuje brakuje mi tylko żeby podawał zabawkę do ręki, bo rzuca ją gdzieś obok. Whisky zdarzyło się mieć dwie fazy na piłeczki, na spacerze gdy spuściłam ją na orliku z braku lepszego zajęcia kilka razy pobiegała za piszczącą piłeczką. Chętnie też się szarpnie owcami, ale tylko gdy nie a blisko Zera.
Dalej wracając do tematu sztuczek staramy się je ćwiczyć razem. Albo robimy tak, że mówię co maja zrobić dwóm na raz, albo konkretnie do jednego. Na razie najlepiej nam to wychodzi z zostań i do mnie. Zero musi być na razie pierwszy, bo nie wytrzymuje, ale Whisky ładnie czeka, aż powiem "Whisky do mnie".
Próbuję też naprzemiennie bawić się z Zerem smaczkami i zabawkami. Bo dla niego Smaczki>>>>zabawki i kiedy widzi, że mam smaczki to zabawki dla niego nie istnieją, tak samo jak na spacerze. Ciężko mu to idzie, ale kiedy raz dam mu smakcza za komendę, a za następną rzucę piłkę to już po nią biegnie, ale nie z taką chęcią kiedy jest czas na zabawę bez jedzenia. Na spacerze zabawki dalej są najniżej w hierarchii, ale będziemy nadal nad tym pracować.



PROJKET SOUP
Jedyny projekt, w którym wzięliśmy udział. Trwał tylko sierpień. Nie zrobiliśmy w ten miesiąc zbyt dużo, ale udało mi się zmienić nastawianie do wychodzenia do ludzi z psami. Najczęściej chodzimy w miejsca gdzie ludzie nie chodzą, bo wtedy mogę mieć psa na 10 m lince nie martwiąc się, że zaraz przejedzie samochód, lub przejdzie człowiek do którego pies będzie ciągnął. Zaczęliśmy wręcz chamsko wychodzić do ludzi. Akurat tak się złożyło, że w sierpniu mieliśmy spotkania strażackie, na które przychodziło popatrzeć całkiem sporo dzieci. I gdy akurat nie moja grupa miała spotkania, "przypadkiem" miałam to miejsce z psami, zwykle musiałam się też zatrzymać, i zapytać jak im idzie, a w tym czasem dzieciakom włącza się tryb " ojacie pieeeessek". Głaskania, przytulenie, po uprzednim zapytaniu czy nie gryzie, lub czy mogą pogłaskać. Z psów w takiej sytuacji jestem bardzo zadowolona, bo to nie tak, że to znosiły, one się bardzo cieszyły i pchały się  pod ręce mimo, że dzieci nie do końca wiedzą jak głaskać psy. Na blogach widzę, że wiele osób nie pozwala dotykać sowich psów, a ja właśnie pozwalam na to każdemu, bo muszę mieć pewność do moich psów, że nie przyszło by im do głosy zrobić komuś krzywdy. Całkiem przypadkiem przydarzył się nam tez socjal z 7 miesięcznym dzieckiem. Zachowywały się przy niej idealne. Nikomu nie przyszło do głowy skakać na wózek, nie podbierały jej zabawek, ani nie chciały zabrać jak jabłka. Gdy mała siedziała na huśtawce podchodziły ją powąchać i polizać po nogach. Bez obaw mogła pogłaskać obydwa przy pyskach, nawet pociągnęła Zera za sierść wyrywając mu kilka włosów, a on się tym w ogóle nie przejął. Nigdy nie byłam jeszcze z nich taka dumna.



Kolejny socjal z dziećmi to z moimi siostrami. Podchodzą do psów z dystansem, mimo, że niektóre dzieci w ich wieku lgnąć do potworów jak do przytulanek. Wydaje mi się, że to przez to, że widzą ich zabawy na podwórku. A nie brakuje w nich szarpania, skakania i warczenia. Przez wakacje udało mi się całkiem sporo zdziałać, kiedyś żeby pogłaskać psa musiałam przytrzymać go przy łebku. Teraz podochodzą i same je głaszczą i przytulają. I teraz problem rodzi się w drugą stronę, bo chcą być z nimi, aż za bardzo, chcą się z nimi bawić TERAZ nawet jeśli psy nie mają na to ochoty, albo robić z nimi sztuczki, albo uczyć nowych choć się na tym nie znają.

W miarę możliwości starałam się też o kontakt z innymi psami. I muszę przyznać, że chyba większy problem z psami ma Whisky, a nie Zero. Ale JA dalej mam większy problem z Zerem, bo o ile utrzymanie Whisky nie stanowi dla mnie problemu,to utrzymanie Zera już tak. Zaczęliśmy ambitnie, bo zorganizowałam spotkanie z 8 miesięczna, czyli już całkiem sporą suczką berneńczyka. I tu mnie Whisky bardzo zawiodła, warczała i próbowała wszcząć bójkę z suczką. Nie wyrywała się do niej, ale gdy ta chciała ją obwąchać, Whisky źle reagowała i suczka była skłonna jej oddać. Poszłyśmy zatem tylko z Whisky i po do drodze spotkałyśmy kilka małych kundelków, z którymi Whisky się ładnie przywitała. Jakiś czas potem to Zero miał okazję się wykazać, i na nowej trasie spotkaliśmy małą suczkę, z którą Zero się przywitał.
Potem zaczęła się kilkakrotna seria spacerów z około 3 miesięczną bokserką Elzą. Na tych spacerach byłam bardzo bardzo, ale to bardzo dumna z Zera. Elza go podgryzała, a nie ma jeszcze stałych zębów tylko igiełki więc auć, skakała po nim, a Zero był wtedy najidealniejszym psem na świecie i wesoło sobie z nią biegał, co prawda kilka razy mocniej nacisnął ją łapą, czy mało delikatnie ją z siebie zrzucił, ale całkowicie przypadkowo, bo jednak był od niej sporo większy. Na takim spacerze spotkaliśmy też znajomego Barta, i nie było żadnego problemu.Whisky też miała okazję poznać się z Elzą. Biegały sobie razem po naszym podwórku, a raczej Whisky bawiła się z Zerem, a Elza sobie wesoło za nimi biegała. Jak już miałyśmy wychodzić, z całą trójką, to Elza nadepnęła Whisky na ogon i sielanka się skończyła, bo Whisky na nią warknęła i chciała ją capnąć. No to zdecydowałyśmy, że Whisky jednak nie idzie, kiedy miałam ją zamknąć w kojcu, Elza znalazła jakąś kość, Whisky już chciała na nią skoczyć, bo ona się jedzeniem nie dzieli, ale na szczęście ją trzymałam. Były też spacery z Mikim pinczerem miniaturowym, Zero jak zawsze dobrze się przy nim zachowywał, pomimo, że Miki jak tylko uda mu się zbliżyć do Zera skacze na niego w wiadomym celu. Whisky z nim nie spaceruje, bo jest gotowa go zjeść, gdy próbuje na nią skoczyć. Często też spotykaliśmy wyżej wymienionego airedale terriera na wieczornych spacerach z dwoma psami, jak zawsze ładnie się witają. W stosunku do Zera martwi mnie jedynie sytuacja kiedy spotkaliśmy pewnego psa, którego Zera poznał kilka miesięcy temu, wtedy po początkowym nieufnym obwąchaniu się biegały sobie razem. Tak teraz od razu skoczyły sobie do gardeł. Żeby było ciekawie byłam wtedy z dwoma psami na bieganiu, a rozmawiałam właśnie z właścicielem Barta, który stał sobie z boku.
Chciałabym też do projektu podciągnąć niedzielną parafiadę. Na początku byłam tak z Whisky postałyśmy tak około 20 minut, bo było bardzo ciepło. Whisky zachowywała się tak ja się spodziewałam, spokojnie siedziała tam gdzie jej kazałam i pozwoliła się wygłaskać moim znajomym. Pod koniec przyszłam tam z Zerem. Było już wtedy ciężej. Bo Zero chciał podejść do każdego i ciężko było mu usiedzieć w miejscu, a był wtedy mecz finałowy, więc wszyscy byliśmy poddenerwowani. Strasznie ciągnął na smyczy, we wszystkie strony.



Ostatecznie jestem zadowolona z wakacji. Nie zrobiliśmy nic odkrywczego, nie rozwiązaliśmy żadnego z problemów, ale zrobiliśmy w wielu sprawach krok do przodu. Jednak nie ukrywam, że mam nadzieję, że w podsumowaniu aktualnego roku, będzie więcej sukcesów.