niedziela, 9 kwietnia 2017

Przywołanie

Najważniejsze w nauce przywołania to znalezienie problemu. Powody są różne, u Zera jedynym powodem do nie odwołania się jest jeszcze polowanie. Jak na razie nie mogę wygrać z pogonią sarny, zająca czy kota. Ale z dnia na dzień jest coraz lepiej. Nie odwołam go od uciekającej sarny, ale nie będzie jej gonił do czasu aż ostatecznie ją zgubi, tylko zazwyczaj  po nieco ponad minucie jest znów przy mnie. Od przywitania z psami czasem już się udaje, albo po prostu jest tak, że przywita się i nawet jeśli drugi pies chce się bawić to Zero i tak wraca do mnie. Ostatnio nawet przez moją nieuwagę wpadł na podwórko swojego największego psiego wroga i nie zaatakował go tylko po dwóch może trzech minutach mierzenia się spojrzeniami wrócił do mnie. Teraz nawet chodzi sam po ulicy, takiej mało uczęszczanej, ale podczas spaceru przejeżdżą średnio dwa samochody i ufam mu, że gdy go zawołam to nawet w takiej sytuacji przyjdzie do mnie.

Całe życie myślałam, że Whisky ucieka, bo lubi, bo to taka rasa. Od niedawna zaczęłam powoli jej ufać i puszczać ją z wlekącą się za nią 10 m liną. Dzięki niej jestem spokojniejsza i nawet jeśli Whisky poczuje wiatr w uszach to jest możliwość, że linka się zaplącze i będę mogła ją złapać, i daje mi większą kontrolę. Ale okazało się, że Whisky po poczuciu większej wolności wcale nie leci do przodu byleby jak najdalej ode mnie. Trzyma się blisko mnie lub Zera, w takiej odległości, że je widzę, czasem znika mi w ogóle z pola widzenia, czasem biegnie do mnie od razu, a innym razem stoi czeka i nie ma najmniejszego zamiaru do mnie podjeść. Jednak nie biegnie przed siebie byle jak najdalej ode mnie tylko się pilnuje, a to przecież podstawa.



A wiecie jak było kiedyś?
Whisky od szczeniaka chodziła tylko na smyczy. U poprzednich właścicieli nawet nie biegała sama po podwórku, bo nie było ogrodzone, czasem jedynie udało się jej uciec, żeby pobiegać sama. Podczas jednej z pierwszych ucieczek u nas zobaczyłam ją na polach, a ona widząc mnie pobiegła w inną stronę, goniliśmy ją  też kiedyś samochodem, a ona udawała, że mnie nie słyszy. Na początkowych spacerach na lince służyłam tylko jako obciążnik, była głucha na jakiekolwiek słowa.

A Zero od szczeniaka chodził ze mną bez smyczy. Aż w końcu wszedł w okres dorastania i wszystko się  posypało. Uciekał do zwierzyny i co najgorsze wcale się mnie nie pilnował. Był nawet okres, że w ogóle go nie spuszczałam.


Przeglądając bloga widzę, że problemy z przywołaniem Zera zaczęły się w listopadzie 2015 roku. Do pracy wzięłam się w lipcu 2016 roku i kupiłam w tym czasie linkę, czyli to też początek pracy nad przywołaniem Whisky. Czyli mamy 7 miesięcy pracy nad przywołaniem. Nie jest to dużo w odniesieniu do trudności sztuki odwołania psa. Sami zobaczcie w ciągu 7 miesięcy, Zero jestem psem w tej chwili spuszczanym prawie wszędzie (wyjątki to miejsca przy drogach, gdzie jeżdżą samochody i duże lasy, bo w lasach jest zakaz i zbyt dużo powodów do ucieczki) A Whisky od psa nigdy nie spuszczanego i głuchego na spacerach, biega tylko z ciągnącą się linką.
Wypróbowałam różne sposoby na motywacje, przerobiłam pełno pomysłów podsyłanych przez ludzi na forach i w końcu się udało.



Wiem, że dużo osób ma problemy z przywołaniem, nie rzucajcie tego tylko dlatego, że pies was akurat nie słucha, czy "bo to husky a husky to taka rasa, że zawsze ucieka" Zmienicie metody i nastawienia i naprawdę się da. A radość wolno hasającego psa i wizja fajnego i przyjemnego spaceru jest tego warta.


4 komentarze:

  1. Jeszcze niedawno uważałam że Jumper a nie da się nauczyć przywołania, bo to husky, ale ostatnio kupiłam linkę i przywiązałam ją do słupa stojącego na środku pola. Jumper odwołał się nawet od jadącego skutera. Jeszcze dużo pracy przed nami, a najtrudniejsza rzecz to moje zaufanie. :/
    Pozdrawiamy Julia & Jumper

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to tak samo jak ja myślałam. Ja Whisky nie przywiązywałam tylko chodziłam z nią na 10m lince po polach jak na spacerze, bo w jednym miejscu to już pies może się przyzwyczaić a tak to zawsze jest coś innego do rozproszenia ;)
      I życzę wam duuużo powodzenia, może niedługo nasze haszczaki będą mogły chodzić same ;)

      Usuń
  2. My nadal mamy problemy z przywoływaniem, obecnie dużo nad tym pracujemy, ale nie wiadomo co z tego wyjdzie :/
    Pozdrawiamy M&B

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba być pozytywnej myśli, bo jest trudne, ale dzięki pracy nad tym na pewno będą efekty ;) My też dalej nad tym pracujemy. Życzę powodzenia!

      Usuń