piątek, 18 sierpnia 2017

Psia Szafa

Rok 2016 to rok zakupów. Zostaliśmy oficjalnie maniakami. W 2015 roku jak z internetu to tylko karma, a o zabawkowych nowościach dowiadywałam się z opóźnieniem w recenzjach czy postach z zakupami na innych blogach. A teraz jesteśmy na bieżąco głównie za sprawą niezawodnych maniaków. Szał zakupowy zaczął się mniej więcej w lipcu 2016 roku wcześniej jedyne co mieliśmy to to kupione w zoologicznym (nie licząc karmy) albo ewentualnie na allegro (sledy, amortyzator itp). A teraz po roku możemy pochwalić się całkiem ładą kolekcją.



1. Obroża półzaciskowa różowa od Patrycji - tak samo jak obroża niżej mieści obydwa psy, jednak ta ze względu na kolor należy do Zera. Obydwie to nasze ulubione obroże, bo nie dość, że obydwie półzaciskowe to są najładniejsze. Niestety już nie żyje ;-; ale wytrzymała kilka ładnych miesięcy praktycznie bez ściągania z psa.
2. Obroża półzaciskowa sówki - ta teoretycznie jest Whisky, ale od kiedy rozwaliła się różowa teraz nosi ją Zero, bo ma taką ilość futra, że inne obroże źle na nim wyglądają.
3 4 i 5 - to obroże z sali maja po 2,5 cm, kupowane zawsze przy okazji jakiś większych zakupów od nich. Są całkiem ładne, wytrzymałe, wygodne no i tanie, bo jedna kosztuje około 10 zł. Ze względu na regulacje czerwona jest tylko Zera, niebieska Whisky, a zielona wspólna.
6. Obroża na zatrzask z siriusa 2,5 cm - kolejna okazja przy zamówieniu.
7. Obroża mac leather - zakochałam się w jej wyglądzie. Kupiłam dla Whisky, ale okazała się za duża i Whisky z niej wychodziła, więc od szczeniaka nosił ją Zero. Była trochę luźna, ale on nigdy nie wychodził z obroży. Jest już bardzo zmęczona życiem, dlatego praktycznie już jej nie używam. Po czasie zaczęła sama się regulować, więc spięłam ją takim drucikiem, bo nie chciałam się z nią żegnać, no ale niestety.
8. Skórzana(?) obroża podszyta filcem 2 cm - szybko się przetarła w miejscu zapięcia i teraz boję się zapinać na nią Whisky, po za tym i tak jest zbyt wąska.
9. Pierwsza obroża Zera - całkowity  niewypał. Od początku był problem z zapięciem i sama się odpinała. No ale trzymam z sentymentu.



1. Dwójnik od Kudłatego Artu - mam od kilku miesięcy, ale nadal nie było okazji do użycia go.
2. Smycz z zoologicznego 2,5 m - moja ulubiona długość smyczy. Jest całkiem okej, ale ma bardzo niepewnie zamocowane karabińczyki, przez co zawsze trochę się o nią obawiam, ale od roku daje rade.
3. Smycz niebieska Sirius 2,5 m - to ulubiona smycz. Ma idealną długość i kolor oraz jest bardzo dobrze zszyta.
4. Amortyzator - niedawno napisałam jego recenzje, zdania co do niego nie zmieniłam, wiec jeśli jest ktoś nim zainteresowany to zapraszam.
5. Smycz od Patrycji - komplet do obroży Zera. Niestety ma 1,2 m a to całkowicie nie moja długość. Pewnie dobrze sprawdza się w miastach co może kiedyś sprawdzę.
6. 10 m liny - na tej lince prawie codziennie spaceruje z Whisky. Do tego oczywiście szelki i amortyzator.



1. Sledy z sali niebieskie  - Zera
2. Sledy z sali żółte - Whisky, ale są jej za duże i będą szukały nowego domu.
3. Guardy  4 cm - Kupione u Patrycji. - Mierzone były na Zera, ale zrobiłam to tak słabo, że pasują idealnie na dużo mniejszą Whisky. Są takimi szelkami do noszenia na spacery na lince, bo są solidne, wygodne i nie szkoda mi ich wybrudzić. Ale zdecydowanie jest to mój ulubiony model szelek.
4. Norwegi kudłaty art - Zanim zdążyłam się zdecydować firma zdążyła wycofać ten wzór, ale tak bardzo mi na nim zależało, że znaleźli go jeszcze trochę dla mnie. Dlatego polecam sklep bardzo mocno.



1. Mop - Pierwszy mop, ale na pewno nie ostatni. Szybko się psują, ale są takie mięciutkie i mają super kolory.
2. Szarpaki z owcy Sirius - najlepsza zabawka jaką miałam :) Za kilka dni wstawię recenzję, więc tam się wypowiem o niej szerzej.
3. Szarpaki robione przeze mnie (niebieskie, fioletowy) - kiedyś było ich dużo więcej, ale teraz tylko tyle się zachowało. Kiedyś je uwielbiałam i robiłam ich pełno, teraz jakoś wydają się mi i psom mniej fajne i już rzadko kiedy ich używamy.
4. Klasyczny szarpak z zoologicznego - już od dawna się nim nie bawimy, jest twardy, śmierdzi (nawet po praniu) ale to druga zabawka, kupiona jeszcze dla Whisky.




1. Piłka ażurowa sumplast - Nie polecam, bardzo szybko się porozrywała. No chyba, że szukacie zabawki do wody, bo jak wszystkie zabawki sumplast pływa, a wiele ażurek JW skończyło życie na dnie wody.
2. Słoń z chińczyka - kupiłam, bo chrumkał. Ale żaden pies się tym nie zainteresował, bo ani tym rzucić, ani dać psu do zabawy, bo po ściśnięciu głowa wypada.
3. Chuckit Max glow XL - Po prostu uwielbiam, jest numerem jeden wśród piłek.
4.  Jabłko z comfy - Za małe jak na konga niestety, bo granulki naszej karmy w to nie wchodzą, więc jest kolejną zwykłą piłką.
5.  Chuckit  squeaker ball M  - też uwielbiam piszczałka po wielu przygodach żyje, ale to kwestia szczęścia.
6. Piankowa piłka - nawet nie wiem skąd ją mam. Była totalnym hitem w zimę kiedy leżał śnieg i Zero kochał bardziej niż wszystko inne. A teraz znów jest w grupie "spoko, ale bez szału''
7. Puller standard - Tylko jeden, bo pochodzi z grupowego zamówienia. Moje pierwsze wrażenie to 'o matko jakie to wielkie, przecież psy się tym nie będą bawić nigdy" a pokochały od pierwszego wejrzenia i to obydwa,
8. Chuckit ultra tug - Odsyłam do recenzji. Szczerze mówiąc od czasu jego recenzji, nie był już używany.
9. JW cuz - Prześliczny, przepiękny przeuroczy i przemięciutki.
10. Trixie hantel fluorescencyjny - Po naświetleniu rzeczywiście fajnie i mocno świeci, ale co z tego skoro twarde to jak cholera.
11. Zabawka z pepco - Tak wygląda po pierwszej zabawie i jak na tę chwilę ostatniej.
12. Kong L -  pierwsza zabawka jaką kupiłam, kong to klasyk, ale jeśli ktoś jest ciekawy to i u mnie powstała i nim recenzja.
13. Niebieska piłka z zooplusa -Nie pamiętam już jak się nazywała i chyba już nie jest dostępna. Niebieska część to tworzywo termoplastyczne,a w środku jest plastik. Kosztowała chyba z 8zł więc żal mi było nie wziąć przy okazji, słabo się odbija (no bo to plastik) ale Zero polubił.
14. Trixie denta fun - Rozczarowało mnie bardzo, że w ogóle nie pachnie miętą, pachniała gorzej niż reszta zwyczajnych piłek. Swego czasu używałam jako zabawki na smakołyki, do czasu wysmarowania pastą rybną. Był to duży błąd. Ale za to fajnie się odbija.
15. Kość z gazety pies i kot - Dostałam od koleżanki. Jej pies poobgryzał trochę bok i więcej nie ruszał. Żal mi było nie przyjąć, bo zabawkami się nie gardzi, ale Zero widział ją raz i nie tęskni.
16. Patyk comfy - Słabo lata, nie odbija się, ale całkiem fajny kong z niego.
17. Piłka na sznurku sumplast - Utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że piłki na sznurku nie są dla nas. Zero nie potrafi po prostu  chwycić takiej piłki, a jeśli mu się to uda, to nie chce, albo nie umie się tak szarpać.
18. Pluszowe piłeczki - Uczyłam na nich Zera aportowania, dalej bardzo lubię je wyciągać, bo to jedyne pluszaki w kolekcji.
+19. Liker M - Nie ma go na zdjęciu, bo kiedy robiłam to zdjęcie leżał zagubiony w śniegu, ale już jest. Gdy przyszedł razem z innymi zabawkami na ich tle wypadł bardzo blado, pokazałam go Zerowi dopiero po kilku tygodniach, bo był jakiś taki twardy i myślałam, że się w ogóle na to nie spojrzy, a okazał się bardzo super. Jest trochę jak puller choć nie widać na nim aż tak śladów zębów, ale psie zęby fajnie się w niego zatapiają często widzę, że Zero chce już ją wypuścić z pyska, a ona się mu "przykleiła" do zębów przez co zaczyna ją memłać. Jest to teraz jedna z najczęściej używanych piłek.



1. Kaganiec baskerville ultra rozmiar 4 - Jest Zera, wcześniej bardzo często w nim chodził. Niby rozmiar jest okej, ale rozglądam się za rozmiarem 5 żeby miał większą swobodę.
2. Kaganiec baskerville ultra rozmiar 3 - Należy do Whisky. Została z nim oswojona i to tyle. Do weterynarza nie muszę go zakładać (jak by co to zawsze go mam i pytam weterynarza czy mam go założyć, ale Whisky nie ma problemu z weterynarzem, więc nie trzeba. A nie chce jej dodatkowo stresować) kupiłam go specjalnie do autobusu, ale jeszcze się nie wybrałyśmy.
3. Szczotka - Dostałam ją w "wyprawce" do Whisky.
4. Podróbka furminatora - Niebo, a ziemia w porównaniu do szczotki powyżej.
5. Szczoteczki do zębów Trixie - Mycie zębów stoi u nas jeszcze na bardzo podstawowym etapie, ale staram się przekonywać psy do tego.
6. Pasta do zębów Trixie - Wydaje mi się, że problemem może być smak pasty, miętowy chyba nie przypadł im do gustu.
7. Pudełko i worki na kupy - kupiłam w pepco. Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nie miałam okazji sprzątać po psie. Jednak jestem zwolenniczką sprzątania. Po prostu mieszkam na wsi i moje psy załatwiają się w takich miejscach gdzie ludzie nie chodzą.



1. Chustka w misie - To moja stara chustka, w dzieciństwie szczerze jej nie nienawidziłam, bo wydawała mi się okropna. Dopiero teraz doceniłam jej urok. Nieszczególnie pasuje mi do kolorów psów, ale i tak bardzo mi się podoba.
2. Chustka Angry Birds - Kupiona z myślą o Whisky. Wahałam się pomiędzy tą, a chustką z świnką peppą.
3. Czerwona chustka - Uwielbiam Zera w niej.
4. Chustka fc barcelona - DiY ze starej poszewki na poduszkę, ale muszę ją jeszcze przerobić, bo ma krótkie paski i po zawiązaniu nie widać herbu.




























1. Szara nerka - Bez firmowa z jakiegoś sklepu, ale już po tygodniu rozwalił się zamek.
2. Pas maszera sali - Obowiązkowy przy bieganiu
3. Nerka z biedronki - Najwytrzymalsza z moich trzech nerek jakie miałam okazje mieć. Używana codziennie, więc jest w coraz gorszym stanie, żałuję, że nie kupiłam przynajmniej dwóch kiedy były dostępne w biedronce.
4. Kliker - Kiedyś bardzo dużo używany, a teraz jakoś przestałam z niego korzystać. Bo teraz powtarzam sztuczki z obydwoma razem, a obydwa mają uwarunkowany kliker i przestaliśmy się na razie uczyć sztuczek, bo nie mogę znaleźć niczego ciekawego, uwzględniając gabaryt Zera i charakter Whisky.
5. Szampon - najzwyklejszy i najtańszy szampon jaki znalazłam kiedyś w zoologicznym. Bardzo rzadko kąpię psy więc nie potrzebuje niczego lepszego.



Smakołyków używam już bardzo mało. Spalamy miskę, więc nagrodą dla psów jest karma, ale od kiedy pracuje nad przywołaniem Whisky znów wróciły do łask.

1. Zsyp różnego rodzaju smakołyków, widzę tam karmę frolic, która ma słaby skład, ale bardzo fajne i miękkie kawałki, suszona ryba, treserki birt i jakieś marketowe kosteczki.
2. Kolejna mieszanka smakołyków, jakaś karma i ciasteczka z acany.
3. Tchawice wołowe i chyba suszone ryjki - takich suszków mam najwięcej i staram się mieć je zawsze. Stanowią najlepszą nagrodę za przywołanie, jako nagroda po dobrym treningu, lub super spacerze i co najważniejsze jako zachęta do wejścia do kojca, bo kiedyś mieliśmy z tym duży problem.
4. Paluszki alpha spirit - mało wydajne, ale dobry skład i przyjemna cena.
5. Kolorowe ciasteczka z lolo pets - dodawane przy każdym zamówieniu w sklepie toys4dog
6. Kostki z prasowanej skóry  - Whisky lubi je od czasu do czasu.

Nad tym postem pracowałam od stycznia, dlatego są tam rzeczy właśnie z początku roku. Nie jest tego zbyt dużo i brakuje mi jeszcze jakiegoś wyboru szelek, smyczy i jak zawsze zabawek. Taki post najprawdopodobniej pojawi się też za rok, ale w styczniu na zakończenie (albo dobre rozpoczęcie) roku.

1 komentarz:

  1. Całkiem fajna kolekcja. Parę rzeczy mamy (jak pas z Sali), parę mieć pragniemy.
    Nerki z Biedronki to najlepsze jakich używałam - duże, niebrzydkie, miękkie (te od chińczyka są zwykle bardzo sztywne) i wytrzymałe!

    OdpowiedzUsuń